Jestem Twoją żoną, a nie służącą! Możesz sam sobie przygotować kolację – odpowiedziała Rita
– Może chociaż zechcesz umyć naczynia? – zapytała zmęczona Rita, która spędziła półtorej godziny przy gotowaniu po pracy.
– Nie, nie, zaraz zaczyna się mecz, nie zdążę – machnął ręką mąż. – A po meczu? – Po meczu mamy dzisiaj zlot klanu w grze – dumnie oświadczył mężczyzna. – A w ogóle, Rita, to nie jest męska sprawa – szorować naczynia.
– A co jest męską sprawą? Siedzieć z widelcem?
– Zaczyna się, mogłabyś chociaż raz nie psuć mi humoru? – zdenerwował się, rzucił talerz do zlewu i wyszedł z kuchni.
– Leszek, jeszcze nie skończyłam! – krzyknęła za nim Rita, ale mężczyzna udawał, że nie słyszy i włączył telewizor na pełny regulator.
– No tak, kto by się spodziewał… – wymamrotała pod nosem kobieta.
Rita poznała Leszka trzy lata temu – oboje byli blisko pięćdziesiątki. Oboje rozwiedzeni, wolni i stosunkowo spełnieni życiowo. Rita prowadziła mały salon z podłogami, a Leszek był parkieciarzem.
Poznali się w pracy.
Roman szybko się rozwinął – Leszek tęsknił za kobiecą czułością i troską, a Rita potrzebowała czuć się ważna i potrzebna.
Leszek pięknie się starał, odbierał ją z pracy, zabierał do teatru i na wystawy. Po kilku miesiącach zaproponował wspólne zamieszkanie.
– Nie uważasz, że to za szybko? – martwiła się Rita.
– No, przecież nie mamy osiemnastu lat, w naszym wieku trzeba jeszcze cieszyć się życiem – argumentował Leszek.
– W naszym wieku… Mówisz, jakbyśmy mieli osiemdziesiąt.
– No i nie osiemnaście – śmiał się Leszek. Rita się przeprowadziła i wtedy zaczęły się problemy.
Gdyby tylko wiedziała, czym to się wszystko skończy…
W codziennym życiu Rita była pedantką. Nie mogła zasnąć, jeśli w kuchni były brudne naczynia lub pranie nie było rozwieszone.
Leszek był pod tym względem znacznie bardziej wyluzowany – mógł zostawić rzeczy w pralce, a kiedy po kilku dniach zaczynały pachnieć nieświeżo, po prostu ponownie włączał pranie. A potem znowu zapominał.
Naczynia gromadziły się w zlewie, aż brakowało czystych w domu. Pewnego razu Rita zastała go w kuchni jedzącego z worka.
– Dlaczego jesz z worka? – zapytała Rita, nie rozumiejąc, co się dzieje.
– To genialny sposób, żeby nie myć naczyń – zakładasz worek na talerz, nakładasz jedzenie, a potem zdejmujesz worek i talerz jest czysty! Fajne, prawda?
– Leszek, może lepiej kupić zmywarkę, jeśli tak ci ciężko umyć naczynia?
– E tam!
Te wszystkie „zalety” ujawniły się dopiero po tym, jak Leszek przekonał Ritę do ślubu. Podczas zalotów ostrożnie zamawiał sprzątanie, oddawał rzeczy do pralni i nie gotował w domu, częściej zabierał Ritę do restauracji.
Pobrali się i pojechali na wakacje do Turcji. Po powrocie Leszek oświadczył:
– No, gospodyni, witaj w swoich włościach. Teraz ty tu rządzisz. Wiesz, gdzie prać, prasować i myć naczynia, a mop jest w szafie na balkonie.
Rita zaśmiała się:
– Mam nadzieję, że nie zostawisz mnie samej z tymi naczyniami i kurzem?
– Dlaczego miałbym to robić? To przecież kobieca sprawa. Wtedy wszystko sprowadziło się do żartu.
Pierwsze miesiące minęły spokojnie, Rita cieszyła się gotowaniem i dbaniem o męża. Potem zaczęły się kłopoty.
Najpierw Leszek poszedł na urlop, a potem postanowił w ogóle nie wracać do pracy.
– Przecież niedawno odpoczywałeś? Znowu lenistwo? – podkpiwała Rita.
– Pomyślałem, że zarobiłem już wystarczająco, można trochę odpocząć…
Wkrótce rzucił pracę i całe dnie spędzał na nicnierobieniu, podczas gdy Rita kręciła się jak w kołowrotku.
Dzień po dniu wracała do nieposprzątanego mieszkania, gdzie czekały na nią brudne naczynia, pranie i brak kolacji. Leszek uśmiechał się z zadowoleniem – niby to jej zadanie, więc niech robi.
– Ojej, jaki ciężki dzień – rozejrzała się Rita. – Czemu tu taki bałagan? Znowu cały dzień nic nie robiłeś?
– A co z tego? Zmęczyłem się pracą – odpowiedział mężczyzna, nie odrywając wzroku od komputera.
– Od miesiąca nie chodzisz do pracy! Każdego wieczoru wracam do tej stajni Augiasza. Popatrz, wszędzie brud, śmieci, worek po chipsach się wala…
– I co z tego? Jesteś moją żoną, twoim obowiązkiem jest sprzątać i gotować.
– Ja też pracuję cały dzień! Kiedy mam to robić? Ty siedzisz w domu i bezczynnie się obijasz – oburzyła się Rita.
– Pracowałem długo i zgromadziłem pieniądze, żeby móc odpocząć. Przestań narzekać, lepiej przygotuj coś pysznego na kolację, tak mi się jeść chce! – odwrócił się i uśmiechnął, jak kot w marcu, widząc wolną kotkę.
– Wiesz co? Dzisiaj zjadłam kolację w kawiarni koło pracy. Jeśli jesteś głodny, musisz sam coś sobie przygotować!
– Chyba zapomniałaś, że jestem twoim mężem!
– A ja jestem twoją żoną, a nie służącą! Możesz sam sobie przygotować kolację – odpowiedziała Rita. – Więc wstań i idź do kuchni.
Leszek obrażony zamknął się w sobie i nie rozmawiał z Ritą przez resztę wieczoru.
Tego dnia leniwy i obrażony mężczyzna musiał głodować. Zmęczona po pracy Rita padła na łóżko i nie zamierzała niczego gotować. Miała nadzieję, że mąż oprzytomnieje i chociaż dla siebie zrobi jakieś podstawowe obowiązki domowe. Jakże się myliła!
– Tak będziesz całą noc grał w komputer? – po paru godzinach zapytała Rita.
– A co ci do tego? Nie spełniłaś swojego obowiązku żony – to teraz się ciesz, że mąż ci z głodu cierpi. Jak ci to pasuje? – burknął nerwowo.
Następnego ranka Rita ulitowała się nad nierobem i postanowiła wstać wcześniej, żeby przygotować mu śniadanie. Ku jej zdziwieniu, Leszek jeszcze nie poszedł spać, a wciąż klikał myszką. Nie miała czasu na wymyślne potrawy, musiała zdążyć do pracy, gdzie miała ważne spotkanie, na które nie mogła się spóźnić. Szybko przygotowała jajecznicę, którą Leszek zawsze brał na śniadanie w kawiarni. Położyła talerz na stole i chciała pocałować męża, kiedy ten nagle odrzucił talerz.
– I myślisz, że tym mnie nakarmisz? To ma być pełnowartościowe śniadanie zdrowego mężczyzny, który ma żonę? – oburzył się mężczyzna.
– Ale zawsze zamawiałeś właśnie to danie, kiedy jedliśmy na mieście… – zdziwiona spoj
rzała na męża.
– Zamawiałem… Bo wtedy nie miałem żony!
Nagle z łazienki dobiegł hałas. Kobieta otworzyła drzwi i na podłogę wylała się woda. Od razu zrozumiała, co się stało. Pralka… to była pralka.
– Dlaczego teraz? Dlaczego właśnie teraz się zepsułaś, właśnie tego ranka, kiedy mam tyle spraw? – lamentowała Rita, rzucając na podłogę wszystkie ręczniki, żeby trochę wchłonęły wodę.
– Leszek! Zepsuła się pralka, zrób coś proszę, muszę już iść! – krzyknęła do męża i wybiegła do korytarza.
– A co ja mam z nią zrobić? Nawet w domu nie mogę odpocząć, zawsze coś ode mnie chcesz! Wezwij hydraulika, w czym problem? – oburzył się Leszek.
Rita była oszołomiona jego bezczelnością. Rzuciła torebkę na podłogę, zdjęła buty i zmęczona usiadła na stołku. Zrozumiała, że nikt nie rozwiąże problemu za nią, a nie mogła zostawić wszystkiego tak, jak było.
Nagrała wiadomość głosową do klienta, prosząc o przełożenie spotkania, a potem od razu zadzwoniła do pierwszego napotkanego hydraulika w internecie. Miły męski głos obiecał, że przyjedzie w ciągu pół godziny. Nie miała wyboru. Następnie zadzwoniła do partnerów, informując, że się spóźni.
W umówionym czasie w drzwiach pojawił się sympatyczny mężczyzna.
– Pokażcie, co się stało – zwrócił się uprzejmie do klientki.
– Chodźcie za mną.
– Mam na imię Stanisław – przedstawił się hydraulik.
– A ja jestem Rita, po prostu Rita – odpowiedziała żona Leszka z uśmiechem.
Po godzinie prawie wszystko było gotowe, gdy nagle w drzwiach pojawił się Leszek.
– No, naprawione? – zapytał sennie.
Hydraulik wstał i spojrzał.
– Leszek? Leszek Truszkowski! Co za niespodzianka, nie spodziewałem się! Nie poznajesz? Stanisław, Stanisław Kubiak, chodziliśmy razem do szkoły nr 41.
Leszek rozpoznał byłego kolegę, ale nie odczuwał radości ze spotkania. Wręcz przeciwnie – jego postawa sugerowała, że nie chciał go widzieć. Szybko spojrzał na sytuację i wrócił do komputera, dając żonie nowe polecenia.
– Rita! Jak długo będziesz się kręcić wokół niego? Lepiej byś nakarmiła męża i posprzątała, bo całymi dniami w pracy, a w domu nic nie zrobione!
Ricie było przykro, że ich rodzinne problemy widział obcy człowiek. Nie odpowiedziała mężowi, a na jej twarzy pojawił się cień smutku.
– Rita, on zawsze tak z wami? – ostrożnie zapytał Stanisław, kiedy Leszek zamknął drzwi sypialni.
Zmęczona chamstwem Leszka, Rita wybuchła i podzieliła się szczegółami ich życia z hydraulikiem.
– Chcesz herbaty?
– Nie odmówię – uśmiechnął się.
– Ostatnio przestałam go rozpoznawać. To nie ten człowiek, za którego wyszłam za mąż. Na początku było pięknie – restauracje, podróże, prezenty, romantyczne gesty. Nie odstępował mnie na krok. Ale kiedy tylko przekroczyłam próg tego mieszkania, wszystko się zmieniło.
– Wiesz, zawsze taki był… Bardzo kochał swoją pierwszą żonę. Słyszałaś o niej? Ale kiedy odeszła, nie potrafił już nikogo pokochać. W każdej kolejnej kobiecie widział tylko służącą, która miała być idealną gospodynią. Nic więcej mu nie było potrzebne.
Rita zmieniła wyraz twarzy. Nie było na niej złości, tylko rozpacz.
– Ale nie można tak traktować ludzi. Jesteś delikatna, krucha i bardzo dobra. Od razu to zauważyłem… – Stanisław delikatnie dotknął ręki Rity. Szybko wstał, zebrał narzędzia i pojechał na kolejny zlecenie.
Po kilku dniach Rita otrzymała wiadomość z zaproszeniem na kolację. To był Stanisław. Zgodziła się bez wahania. Wydawało jej się, że to mężczyzna, który może być troskliwy i uważny.
Wróciła do domu późno, szczęśliwa i promienna, jakiej nie była od miesięcy.
– Gdzie byłaś?! Powinnaś dawno wrócić z pracy! – rzucił oskarżenie Leszek.
– Nic ci nie jestem winna… Dobrze się urządziłeś, znalazłeś sobie darmową służącą. Ale ja już tak nie chcę żyć, – odpowiedziała Rita.
Leszek był kompletnie zaskoczony jej reakcją. Oczekiwał, że zacznie się tłumaczyć i przepraszać, ale to się nie stało. Zrozumiał, że ją stracił, choć była jeszcze w tym samym mieszkaniu.
Po raz pierwszy poczuł strach.
– Rito, kochanie, przepraszam, myliłem się! Jesteś mi bardzo potrzebna… Jak teraz będę bez ciebie żył?
– Leszek, już za późno, nie ma potrzeby, nie ma to już znaczenia, – Rita nie uwierzyła ani słowu. Poszła do sypialni, zatrzasnęła drzwi i poszła spać.
Z pierwszymi promieniami słońca, które przedzierały się przez zasłony, kobieta poczuła delikatny zapach piwonii. Otworzyła oczy i zobaczyła przy łóżku ogromny bukiet. Z kuchni dochodził przyjemny zapach czegoś smacznego. Rita bezszelestnie poszła za zapachem.
Przy kuchni stał Leszek. Kto by pomyślał, Leszek! Wszędzie było idealnie czysto.
– Leszek, czy ty naprawdę kiedyś taki byłeś? – zapytała zdumiona Rita, siadając przy stole.
– Byłem… a potem zapomniałem, jak to jest, zapomniałem, jak to jest – kochać… a ty znów dałaś mi szansę być prawdziwym. Teraz żałuję, że nie zrozumiałem tego wcześniej…
– Tak, mówią, że człowiek musi stracić, żeby zacząć cenić! – Rita nie była już na męża zła. Gdzieś w środku było jej go żal, ale wiedziała, że już tu nie zostanie.
Po śniadaniu zaczęła pakować rzeczy.
Leszek z ponurym wyrazem twarzy patrzył, jak Rita szybko pakuje swoje rzeczy do walizki. Jego serce ścisnęło się z powodu nadchodzącej straty.
– Dokąd się wybierasz? – zapytał z nadzieją w głosie, choć wydawało się, że już się domyśla.
Rita odwróciła się, jej wzrok był zdecydowany i beznamiętny.
– Do kogoś, kto mnie doceni, a nie tylko wykorzysta jak służącą.
Leszkowi wydawało się, że coś w jego piersi się zerwało. Poczuł, jak panika ogarnia jego ciało.
– Ty… do Staszka? – z trudem wykrztusił, czując, że w gardle mu wyschło.
Rita tylko skinęła głową, kontynuując pakowanie. Leszek osunął się na krzesło, jego ramiona opadły.
– No cóż, jeden-jeden… Zemściłeś się, jak obiecałeś, – wymamrotał ledwie słyszalnie.
Rita gwałtownie się zatrzymała i zmarszczyła brwi.
– Co to ma znaczyć?
Leszek na chwilę zamarł, po czym zaczął mówić:
– Pamiętasz, jak Staszek opowiadał o mojej pierwszej żonie? Otóż ona była pierwotnie jego dziewczyną. Ale ja… ja ją wtedy od niego odbiłem
. I Staszek obiecał, że kiedyś odda mi tę przysługę. Widocznie teraz się zemścił.
Po policzkach Leszka spłynęła łza.
– Rita, błagam, nie odchodź do niego! Nie odchodź…
Ale Rita była nieugięta. Zachowując lodowaty spokój, zamknęła walizkę i podeszła do drzwi. Odwróciła się i twardo powiedziała:
– Ani z tobą, ani z nim nie zostanę. Rozwiązujcie swoje chłopięce urazy i zazdrości sami.
I zdecydowanym krokiem opuściła mieszkanie, zostawiając Leszka sam na sam z jego żalem i gorzkimi wspomnieniami.
***
– No i wychodź za mąż na starość, – wysłuchawszy opowieści przyjaciółki, westchnęła Olga Wiktorowna. – Tacy mężczyźni, bez słów!
– Co zrobić! Najważniejsze, żeby odejść w porę, opowiedz mi lepiej, jak twoja rodzina? Przyjechali? Mówili, że planują urlop? I jak było?
– Oj! – machnęła ręką. – Chcieli zatrzymać się u mojej córki! A ona im urządziła niespodziankę! Nie spodziewałam się czegoś takiego po własnej córce…
