– Jesteś stara, Klaro, przyznaj to! A ja jestem mężczyzną w pełni kwitnącym. Więc przepraszam, odchodzę od ciebie – powiedział mąż, zbierając swoje rzeczy…
– Marku, którą koszulę wziąć: białą czy niebieską? – zapytała Klara, pakując rzeczy do walizki.
– Po co koszulę? Przecież ich nie noszę – odpowiedział mąż, zaglądając do pokoju.
– Naprawdę, nawet do restauracji pójdziesz w swojej ulubionej golfie?
– A dlaczego nie? – zdziwił się Marek.
– Choćby dlatego, że na takie uroczystości warto się elegancko ubrać. Krawata ci nawet nie proponuję, znając twoje zdanie o nich, ale koszulę i garnitur wezmę.
– Jak chcesz – wzruszył ramionami mąż – Ważne, żeby tobie się podobało.
Klara i Marek pobrali się dwadzieścia pięć lat temu i przygotowywali się do obchodów srebrnej rocznicy ślubu w nadmorskim kurorcie. Z wyprzedzeniem wybrali i zarezerwowali cały piętro w dobrym sanatorium – dla siebie i dla gości, opłacili restaurację i zaprosili najbliższą rodzinę i przyjaciół. Teraz mogli sobie na taką wystawność pozwolić. Kiedy brali ślub, nie mieli nawet pieniędzy na obrączki, nie mówiąc już o weselu, ale po dwudziestu pięciu latach, kiedy oboje osiągnęli sukcesy zawodowe, wychowali dwoje dzieci, które samodzielnie stali na swoich nogach, mogli urządzić takie wspaniałe wydarzenie.
Klara przez kilka dni przygotowywała się do wyjazdu. Dzwoniła do wszystkich zaproszonych, aby upewnić się, że wszyscy przyjadą, jak obiecali, kontaktowała się z administracją restauracji w celu zatwierdzenia menu, kupiła mężowi kilka koszul i sobie elegancką suknię wieczorową. Cieszyła się na nadchodzące święto. Będzie grać muzyka na żywo, będą tańczyć, a dla nich przygotowany zostanie specjalny pokój dla nowożeńców. Klara kupiła z tej okazji koronkowy peniuar. Przygotowała się gruntownie i teraz sprawdzała, czy niczego nie zapomniała.
Marek jej specjalnie nie pomagał, ponieważ na urlop poszedł tydzień później niż żona, więc miał znacznie mniej wolnego czasu.
– No, jesteśmy gotowi do wyjazdu! – oznajmiła Klara i zagadkowo spojrzała na męża.
– Klaro, dlaczego sama nie poszłaś do fryzjera? Wszystko przygotowałaś świetnie, a włosów nie farbowałaś choćby na tę okazję.
– Wiesz przecież, że farba się nie przyjmuje. Tylko gorzej można zrobić, jeśli zacznie schodzić kawałkami po kilku dniach. Ale kupiłam specjalny spray – spryskam i siwizny nie będzie widać.
– Jak wolisz. Jeśli ci tak wygodniej, zrób to, a jeśli nie chcesz, to nic nie rób.
Już w wieku czterdziestu lat Klarze pojawiły się siwe włosy, a teraz jej włosy były prawie w połowie srebrzyste. Ale to nie było najgorsze, takie rzeczy się zdarzają, jednak była pewna szczególność – tej siwizny Klara nie mogła w żaden sposób zafarbować. Próbowała wszelkich farb, odwiedzała różnych stylistów. Nic nie pomagało. Farba zmywała się już następnego dnia i nic nie dało się z tym zrobić. Klara przeszła nawet badania, podejrzewając jakieś zaburzenia organizmu, ale wyniki były idealne, nie wykryto u niej żadnej choroby. Kobieta próbowała różnych diet, piła witaminy, ale to też nie pomagało. I choć siwizna wcale jej nie szpeciła ani nie dodawała lat, wręcz przeciwnie, ładnie komponowała się z kolorem jej włosów i wyglądała jak pasemka, to Klara bardzo się tym przejmowała, zawsze wydawało jej się, że siwizna oznacza starość. Marek często mówił: „No co, moja staruszko…” albo „Starowinka się zrobiła, posiwiała…”. Mówił to niby żartem, ale Klarę to bardzo raniło i prosiła męża, by tak nie mówił.
Małżonkowie przyjechali do kurortu dwa dni wcześniej niż goście, aby osobiście upewnić się, że wszystko będzie na najwyższym poziomie.
Była wczesna wiosna i Klara miała nadzieję, że turystów będzie niewielu, więc będą mogli spokojnie i komfortowo odpocząć. I tak było. Nawet na ulicach rzadko spotykali ludzi, a w hotelu panowała cisza. Najpierw załatwili wszystkie sprawy, a potem poszli na spacer po nadmorskim bulwarze.
– Marku, jak cudownie, że wybraliśmy właśnie to miejsce na świętowanie – zachwycała się Klara – i kwiaty już kwitną, i ciepło. Raj! Mam nadzieję, że goście będą zadowoleni i wszystkim się spodoba.
– Też mam taką nadzieję, twoje starania powinny zostać nagrodzone ich radością!
Następnego ranka Klara i Marek postanowili zjeść śniadanie w kawiarni nad morzem, na świeżym powietrzu. Wychodząc z windy w holu hotelu, natknęli się na kobietę, na widok której Marek stanął jak wryty. Wysoka, rudowłosa nieznajoma w średnim wieku również zatrzymała na nim wzrok i zmieniła zamiar wejścia do windy, do której wcześniej się spieszyła.
– Luba, to ty? – zapytał Marek z takim szczęściem w głosie, że Klara poczuła ukłucie zazdrości, ale szybko się opanowała.
– Marek – z radością wykrzyknęła Luba, po czym spojrzała na Klarę i przestała się uśmiechać – a wy też tutaj na wakacjach?
– Tak – odpowiedział Marek.
– Rozumiem – ja też wybrałam się teraz, bo wycieczki są tańsze. Nie przepadam za kąpielami, ale pooddychać morskim powietrzem teraz też jest fajnie.
Zapadła niezręczna cisza i Klara delikatnie szturchnęła męża łokciem.
– No, to my pójdziemy – powiedział nerwowo – jeszcze się zobaczymy… pewnie…
– Na pewno – kiwnęła głową Luba – jestem na ósmym piętrze, pokój osiemset trzynaście.
– Kto to był? – zapytała Klara, zauważając marzycielski uśmiech na twarzy męża.
Marek aż drgnął na jej niespodziewane słowa.
– To? A-a, to Lubka Kowalska, chodziliśmy razem do równoległych klas.
– A ja nawet nie znam imion nikogo z równoległych klas. Wy tylko chodziliście do jednej szkoły, czy coś was łączyło?
– Tylko chodziliśmy do szkoły – odpowiedział mąż z irytacją – A ty co, przesłuchanie mi robisz?
– Marku, o co ci chodzi, po prostu mnie to naprawdę interesuje. Może to była szkolna miłość albo przyjaciele, co w tym złego? Ja przecież opowiadałam ci o Saszce Białku, gdy spotkaliśmy go na bazie narciarskiej. Mieliśmy w szkole miłość, myśleliśmy, że „do grobu”, jak nam krzyczeli dzieci, ale teraz każdy z nas ma swoją rodzinę i nie mamy nic do ukrycia, a ty przepraszam, dlaczego tak się denerwujesz?
– Wydaje ci się – burknął Marek.
– No dobrze, chodźmy do kawiarni – zauważając, że mężowi nie podoba się ten temat, powiedziała Klara i wzięła go pod rękę.
Po śniadaniu Klara zaproponowała mężowi wycieczkę do jaskiń oddalonych o dwie godziny drogi, ale on odmówił, twierdząc, że chce spokoju i jeśli
Klara bardzo chce, może sama pojechać.
– Nie, sama nie będę miała frajdy. Rozumiem cię, jesteś zmęczony po pracy, chcesz odpocząć, nie mam nic przeciwko, chodźmy do hotelu. Jutro zaczną przyjeżdżać goście, masz rację, trzeba się przygotować na nadchodzące wydarzenia.
Jednak w pokoju Marek nie posiedział długo.
– Idę do apteki – powiedział – boli mnie głowa.
– Dlaczego nie zajrzałeś po drodze? – zapytała Klara – Jeśli bardzo źle, może ja pójdę?
– Nie trzeba, pójdę sam…
Klara nie chciała się kłócić. Sam, to sam. Może nie tak źle, skoro odmawia pomocy. Musiała spotkać się z osobami, które zajmą się dekoracją sali, więc postanowiła to zrobić od razu. Napisała do Marka, żeby się nie martwił i przebrała się, wychodząc na spotkanie.
Gdy wróciła do pokoju, zrozumiała, że Marek jeszcze nie wrócił. Od razu ogarnęły ją niespokojne myśli. Wybrała jego numer, ale był niedostępny. Klara nie mogła sobie znaleźć miejsca. Trzeba było nalegać, żeby sama poszła do apteki. A teraz gdzie go szukać? Może stracił przytomność na ulicy, może coś się stało. Mąż nigdy nie skarżył się na zdrowie, ale skoro bolała go głowa, wszystko jest możliwe, zwłaszcza zmiana klimatu. Z zimy prawie w lato.
Klara próbowała jeszcze raz, jeszcze raz zadzwonić do Marka. Wkrótce przyszła wiadomość: „Nie martw się, postanowiłem się przejść”.
Klara podeszła do okna i wpatrywała się w fale uderzające o brzeg. Dlaczego postanowił pójść na spacer sam? Też chciałaby teraz spacerować. Ale przypisując to nerwom, postanowiła, że jeszcze będą mieć czas na spacer. A teraz muszą iść na obiad, ale męża nie było. Klara pomyślała, że nie jest głodna, więc poczeka na Marka i jeśli nie zdążą na obiad, pójdą na kolację do restauracji na dole.
Jednak czas mijał, a męża nie było. Klara ponownie próbowała do niego zadzwonić, ale bezskutecznie. Poszła na kolację sama, czując, że trzeba coś zjeść. Marek pewnie zjadł coś na wybrzeżu. Wychodząc z restauracji, przypadkowo usłyszała, jak recepcjonistka przekazywała wózek kelnerowi i powiedziała:
– Do pokoju osiemset trzynaście, płatność kartą.
Coś ścisnęło jej serce. Klara przypomniała sobie, że numer ten podała znajoma Marka, którą spotkali rano. Nie rozumiejąc, co robi, poszła za kelnerem, weszła z nim do windy, patrząc na zawartość wózka. Wino, to samo, które lubił jej mąż, waza z kwiatami, garnki i miski przykryte pokrywkami, dwa zestawy sztućców.
Serce jej zamarło z przeczucia nieszczęścia, chciała uciec. Dlaczego w ogóle pojechała na ósme piętro? Lubka mogła przecież być tutaj z kimś innym, a Klara najwyraźniej była bardzo zdenerwowana.
Wychodząc z windy, postanowiła jednak iść za kelnerem. Przyspieszył kroku, a Klara szła powoli za nim. Zapukał do drzwi, przygotował terminal płatniczy i stał jak żołnierz na warcie. Drzwi się otworzyły i… Klara zobaczyła Marka. W hotelowym szlafroku, włosy rozczochrane. Klara chciała się schować, zapaść pod ziemię, ale Marek ją zauważył i zbladł. Opłacił zamówienie, zabrał wózek, a Klara stała jak wryta, nie mogąc się ruszyć. Świat wokół niej runął. Wydawało się, że został tylko ten skrawek podłogi, na którym teraz stała, i gdyby zrobiła krok, zapadłaby się w otchłań. Po kilku minutach Marek wyszedł z pokoju i zobaczył, że Klara nadal tam stoi. Chwycił ją za rękę i poprowadził milczącą do windy.
Równie milcząc jechali na swoje piętro, milcząc szli do swojego pokoju. Kiedy znaleźli się za zamkniętymi drzwiami, Marek stanął przed Klarą i spojrzał jej w oczy, zaczął mówić.
– Skoro sama wszystko widziałaś, nie ma potrzeby się tłumaczyć. Rano cię okłamałem. Z Lubką nie tylko chodziliśmy do jednej szkoły, po szkole się spotykaliśmy i mieliśmy poważne plany. Miłość, te sprawy. Później pokłóciliśmy się o jakiś drobiazg, a potem poszedłem do wojska. Kiedy wróciłem, poznałem ciebie. Ale ciągle o niej myślałem. Wiesz, jak lubię piosenkę „Ruda, ruda, ty dziś jesteś najpiękniejsza…”. To właśnie o niej. Przepraszam, ale odchodzę od ciebie.
– Jak to? Teraz? – Klara nie wiedziała, co robić. W głowie miała mętlik. – A co z naszą rocznicą?
– Jaka rocznica, Klaro, słyszysz samą siebie? Odchodzę od ciebie na zawsze!
– Ale przecież goście przyjadą… Dzieci… Co im powiemy?
– Powiedz, co chcesz, wszystko mi jedno. Jasne, że zwalisz winę na mnie, nie mam nic przeciwko temu.
– Nie puszczę cię – Klara stanęła tyłem do drzwi, rozkładając ręce.
– A pytałem o pozwolenie na odejście? Po prostu odchodzę, bez scen.
– Nie, Marku, nie! Chociaż w tym dniu nie psujmy nastroju. Uczcijmy rocznicę, jak chcieliśmy, pożegnajmy gości, a potem cię nie zatrzymam, skoro nie obchodzą cię nasze wspólne lata, dzieci, ja. Nie będę cię kompromitować przed wszystkimi.
– Co w tym kompromitującego? Przecież wiele małżeństw się rozpada, to normalne. Jak sobie wyobrażasz? Ty, wiedząc, że cię zdradziłem, opuściłem, będziesz udawać szczęśliwą żonę? To dopiero będzie poniżenie.
Marek zaczął pakować swoje rzeczy, a Klara wyciągała je i ponownie wkładała do szafy.
– Uspokój się! – mąż wyrwał jej spodnie z rąk – Zachowuj się godnie. Przyjmij jako fakt, że po prostu mi się znudziłaś! Jesteś stara, Klaro, no? Przyznaj to! Jesteś stara, irytuje mnie twoja siwizna. Mam dość widoku siwej baby! A ty tak właśnie wyglądasz przez te siwe włosy, a ja jestem mężczyzną w pełni kwitnącym. Kobieta u mojego boku powinna wyglądać młodo.
– A wiedźmy nie starzeją się? – zapytała Klara z ironią.
– Rudy się nie starzeją! – poprawił Marek.
– Do czasu – głos jej się łamał – idź, mam nadzieję, że szybko pożałujesz tego! Z całego serca życzę ci tego. Nie życzę ci źle, chcę tylko, byś zrozumiał, jak to jest!
– Jutro rano wyjeżdżamy z Lubą, więc sama tu wszystko załatw. Przepraszam cię, Klaro, przepraszam! – patrzył jej w oczy błagalnie. Ale naprawdę jestem zmęczony, zawsze myślałem, że siwe włosy mają tylko staruszki, dlatego nie mogę cię traktować jak kobietę. Próbowałem o tym nie myśleć, przekonywałem się, że to normalne, ale kiedy spotkałem Lubkę, zrozumiałem, że nie mogę z tobą dłużej żyć. Przepraszam
, to nie moja wina. Serce nie sługa.
– Wynoś się! – krzyknęła Klara i zamknęła się w łazience, by nie widzieć jego odejścia.
Wyszła, gdy trzasnęły drzwi. Położyła się na łóżku dla nowożeńców i rozpłakała się, a potem nie zauważyła, jak zasnęła.
Wczesnym rankiem obudziło ją ciche pukanie do drzwi. Klara spojrzała w lustro i pomyślała, że jej wygląd pozostawia wiele do życzenia, ale poszła otworzyć. Na progu stał przyjaciel Marka, Aleksander. Wręczając Klarze bukiet kwiatów, objął ją i pocałował w policzek.
– Gratulacje! – wszedł do pokoju i postawił na stole dużą pudełko z prezentem.
– Nie ma czego gratulować, Alek – powiedziała Klara z goryczą, próbując nie rozpłakać się ponownie.
– Jak to nie ma? – zdziwił się Aleksander.
– Marek odszedł do innej.
Aleksander się roześmiał.
– To jakiś żart?
– To gorzka rzeczywistość! I jeszcze zostawił mnie, bym tłumaczyła się przed wszystkimi.
Tu już Klara nie mogła się powstrzymać i się rozpłakała.
– Ta-a-ak! Przestań płakać, łzami nie pomogą – Aleksander natychmiast spoważniał – A poza tym, zapomniałaś, że dzisiaj masz urodziny! Te kwiaty i prezent są dla ciebie osobiście. Specjalnie przyjechałem wcześniej, żeby zdążyć cię jeszcze przed zamieszaniem.
Klara spojrzała na Aleksandra mokrymi oczami i przyłożyła dłonie do policzków.
– No proszę! Rzeczywiście zapomniałam o swoich urodzinach! Myślałam tylko o tej głupiej rocznicy. Dziękuję, Alek! Wiele razy żałowałam, że powiązaliśmy rejestrację ślubu z moimi urodzinami. Co roku, jeśli obchodzimy urodziny, zapominamy o rocznicy. A teraz po raz pierwszy wyszło odwrotnie. Jak to możliwe?!
– Wszystko, co się dzieje, Klaro, dzieje się na lepsze! Więc nie smuć się! I skoro tak się stało, będziemy obchodzić twoje urodziny z wielką pompą!
– Ale goście są zaproszeni na srebrną rocznicę, a dekoracje, tort, to nie pasuje, nie wyjdzie.
– Pozwól, że ja się tym zajmę! – Aleksander pocałował Klarę w rękę i wyszedł – Umówmy się tak. Ty zajmujesz się sobą i o niczym nie myślisz, a ja zajmę się wszystkim innym i nikt cię nie będzie niepokoił do wieczora. Idź do salonu piękności, na masaż, odpocznij, ważne, żebyś o niczym nie myślała. Dobrze?!
Klara skinęła głową. Jak mogła zapomnieć o własnych urodzinach? Nikt jej o nich nie przypomniał, kiedy zajmowała się tą głupią rocznicą.
Po krótkim namyśle Klara uznała, że Aleksander ma rację. Nie warto rozpaczać po kimś, kto na to nie zasługuje. A wydawało się jej, że mają szczęśliwą rodzinę. Czy w szczęśliwych rodzinach tak się rozstają? Klara nie miała wątpliwości, że rozstania się zdarzają, ale na pewno znajdują dobre słowa. Marek wylał na nią kubeł brudów, obraził ją, upokorzył, nawet nie pomyślał o jej uczuciach, ważne było tylko, żeby jemu, ukochanemu, było dobrze. Nie, na pewno nie będzie się smucić. Zwłaszcza w swoje urodziny! Nie na darmo się starała, tak się przygotowywała, tyle czasu spędziła w internecie, pisząc do ludzi.
Bez wahania Klara zebrała się i, dowiedziawszy się u recepcjonistki, gdzie jest najbliższy salon piękności, poszła tam.
– Zróbcie tak, żeby własna matka mnie nie poznała! – powiedziała Klara i dodała – z uwzględnieniem tego, że mojej siwizny nie da się zafarbować.
Po kilku godzinach w salonie Klara wyszła zadowolona i pełna determinacji, by cieszyć się życiem, choćby i samotnie. Zrobiono jej fryzurę, upięto włosy tak, że siwizna była prawie niewidoczna, a tam, gdzie prześwitywała, wyglądało, jakby specjalnie przerabiano pasemka na biało. Makijaż również jej się podobał. Wyglądała wspaniale, a gdy weszła na swoje piętro, jej brat, który akurat meldował się do sąsiedniego pokoju, nie od razu ją rozpoznał. A potem długo patrzył na nią, jakby widział ją po raz pierwszy:
– Klaro, nie poznaję cię! No, wszystkiego najlepszego, siostrzyczko! Prezent będzie później!
Klara życzyła bratu i jego żonie miłego pobytu i poszła do swojego pokoju. Jeszcze raz przejrzała się w lustrze i uśmiechnęła do swojego odbicia, przypominając sobie słowa przyjaciółki:
– Marek cię nie zostawił, on cię stracił!
Na ustaloną godzinę, Klara założyła nową suknię, biżuterię i poprawiła fryzurę, po czym wyszła z pokoju. Korytarz był pusty. Postanowiła nie przeszkadzać nikomu i od razu udała się do restauracji, gdzie wszystko miało być gotowe.
Kiedy weszła do sali, była oszołomiona. Wszystko było udekorowane nie na ślub, jak zamawiała, lecz zupełnie inaczej. Wisiały plakaty z napisem „Wszystkiego najlepszego!”, łuk z ulubionymi kwiatami Klary, a nie z tymi, które nie wywoływały alergii u Marka. Wszyscy goście stali wzdłuż stołów i wspólnie składali jej życzenia, gdy tylko weszła.
Klara nawet się rozpłakała, ale nie pozwolono jej długo smucić się. Rodzina, przyjaciele podchodzili do niej, obejmowali ją, życzyli wszystkiego najlepszego. Nikt nawet nie wspomniał o jej mężu, nikt nie zapytał o niego. Klara wiedziała, że to zasługa Aleksandra. Ile musiał się natrudzić, by zorganizować to w tak krótkim czasie! Była mu bardzo wdzięczna.
Nigdy wcześniej Klara nie spędziła tak wesoło i szczęśliwie swoich urodzin. A po uroczystości, gdy wszyscy goście poszli do swoich pokoi, dzieci zostały z Klarą.
– Mamo, jesteś niesamowita! – powiedziała córka, obejmując ją – A tata dla nas nie istnieje!
– Ale tak nie można, przecież odszedł ode mnie, nie od was.
– To nie podlega dyskusji, mamo – poparł syn siostrę – Zdradził ciebie, zdradził nas wszystkich.
Klara nie zamierzała się sprzeczać, dzieci były dorosłe i to była ich decyzja. Marek nie pomyślał o nich, nawet się nie wytłumaczył, dowiedzieli się wszystkiego od jego przyjaciela.
Kiedy Klara wróciła do domu, rzeczy Marka już tam nie było. Na stole leżała kartka: „Przepraszam. Złożę pozew o rozwód sam”.
Klara zmięła kartkę i wyrzuciła ją do kosza, szepcząc: „No i świetnie!”
Na jej urodzinach zasypywano ją komplementami, wszyscy mówili, że wygląda dużo młodziej niż jest. Klarze zapragnęło się być zawsze taką. Przeglądała opcje fryzur, nauczyła się robić makijaż jak w salonie, odświeżyła garderobę. Choć wcześniej dobrze się ubierała, teraz wybrała bardziej kolorowy styl i zauważyła, że mężczyź
ni na ulicy oglądali się za nią.
Rozwód z Markiem otrzymała szybko. Nie było sporów majątkowych, każdy miał swoje mieszkanie. Klara poczuła ulgę. Teraz wydawało się jej, że nigdy nie byli szczęśliwi z Markiem, inaczej nie czułaby teraz tej wolności. Mogła spokojnie chodzić na wystawy, które lubiła, ale ostatnio nie odwiedzała, bo Marek nie lubił tam chodzić. Teraz częściej bywała w teatrach, a na urlop postanowiła pojechać do Gdańska. Długo marzyła, by tam być.
Pewnego dnia, spacerując w mroku Białej Nocy, Klara usłyszała swoje imię. Odwróciła się.
To był Aleksander.
– Co za spotkanie! – ucieszył się mężczyzna.
– Niespodziewane! – odparła Klara.
– Co cię tu sprowadza? – zapytał, biorąc Klarę za rękę.
– Od dawna chciałam podziwiać piękno tego miejsca.
– Wspaniale, mogę być twoim prywatnym przewodnikiem.
– Naprawdę? Skąd takie umiejętności?
– Mieszkam tu od pół roku. Poznałem wszystkie atrakcje. A wracam do domu za tydzień. A ty kiedy wracasz?
– Też za tydzień.
Tę niezapomnianą tygodniową spędzili razem, lepiej się poznali, a wracając do domu, nie chcieli się rozstawać. Postanowili zamieszkać w domu Aleksandra, a mieszkanie Klary wynająć. Pewnego wieczoru, gdy Klara i Aleksander, którzy za miesiąc mieli zarejestrować małżeństwo, pakowali rzeczy do pudeł, przygotowując mieszkanie do wynajmu, ktoś zapukał do drzwi.
– Klaro, wróciłem do domu! – stał w progu Marek z nisko opuszczoną głową – Wszystko się sprawdziło, jak mówiłaś. Nie chodzi o kolor włosów, ale o duszę człowieka. Okazało się, że dusza czarownicy jest nieprzewidywalna. Wybaczysz mi?
– Już wybaczyłam – uśmiechnęła się Klara – ale niestety, nie mogę cię wpuścić. Straciłeś mnie, Marku, więc słowa są zbędne. Żegnaj!
Klara zamknęła drzwi i odwróciła się do Aleksandra.
– No to koniec, wszyscy dostali to, czego chcieli.
Aleksander objął Klarę i spojrzał jej w oczy:
– Jesteś najpiękniejsza, najdelikatniejsza, najbardziej pożądana! Wiesz, nigdy nie marzyłem, że będę kiedyś szczęśliwy.
A ona tylko się uśmiechnęła, myśląc, że też nie marzyła, ale szczęście, jak mówią, samo cię znajdzie.
