— Nie zamierzam już więcej sprzątać po tobie — oznajmiła Ania swojemu leniwemu mężowi
Kiedy Ania wychodziła za mąż, wydawało jej się, że lepszego mężczyzny od Toli nie ma na całym świecie. Był uroczy, uprzejmy i czuły, i już po pół roku randek zdobył jej serce. Przed ślubem Ania pracowała jako dziennikarka, zatrudniona od razu po ukończeniu studiów z wyróżnieniem w dużej stacji telewizyjnej.
Mąż początkowo był z niej dumny, ale problem polegał na tym, że praca dziennikarza rzadko ma ustalony harmonogram. Dziennikarz jest zależny od wydarzeń, które mogą mieć miejsce późnym wieczorem lub wcześnie rano.
— Aniu, rozumiem, że kochasz swoją pracę, ale to nie jest najlepsza opcja dla rodziny, przyznasz? Do tego otaczają cię tam wszyscy ci twoi koledzy, i jestem zazdrosny! — mówił Tolek, a młoda kobieta uśmiechała się do niego łagodnie.
Nigdy nie myślała o nikim innym, ale na początku zazdrość męża była dla niej dowodem jego miłości. Zaczęła odmawiać wyjazdów, które były zbyt późno lub zbyt wcześnie, tłumacząc to tym, że teraz jest żoną. Oczywiście, kierownictwo stacji nie było z tego zadowolone, ale Anię uważano za utalentowaną dziennikarkę i poszli jej na rękę.
Anatol jednak coraz bardziej się czepiał:
— Wracam do domu, a ciebie nie ma! Co to ma być?
— Wracasz o 16:00, a ja wtedy jestem w trakcie zdjęć i zbierania materiału. To przecież nie jest późno.
— Ania, nawet po drugiej stronie ekranu widzę, jak ten organizator wystawy patrzył na ciebie z zachwytem, kiedy przeprowadzałaś z nim wywiad! Nie podoba mi się, że inni mężczyźni patrzą na moją żonę…
Kłótnia za kłótnią, a młoda kobieta coraz bardziej traciła nadzieję. Było jej żal pracy – kochała swoje zajęcie i nie zamierzała rezygnować z dziennikarstwa. Ale męża kochała jeszcze bardziej.
— Posłuchaj, ale przecież zarabiam niezłe pieniądze. Czy są one zbędne dla naszej rodziny? — użyła ostatniego argumentu.
— Kochanie, przestań, wkrótce dostanę awans, będziemy kąpać się w złocie. Siedź w domu, gotuj mi obiady, chodź na manikiur, a ja zarobię na nas oboje.
Wtedy Ania westchnęła i z ciężkim sercem zgodziła się. Awans męża wciąż się odwlekał, a pieniędzy na manikiur nie było. Ania, aby nie nudzić się, zaczęła haftować i robić na drutach, dzięki czemu dom stał się jeszcze bardziej przytulny. Potrafiła także dobrze szyć, więc wkrótce pojawiły się nowe piękne zasłony i pościel. A potem test ciążowy pokazał dwie kreski, i szczęśliwa kobieta podzieliła się radosną nowiną z mężem.
— No, widzisz, jak dobrze! A z twoją pracą nie wiem, kiedy byśmy doczekali się dziecka, i jak zająć się dzieckiem przy takim grafiku? — natychmiast zaczął rozważać Tolek.
Irenka urodziła się dokładnie na czas. Poród był łatwy, a młoda matka szybko wyszła ze szpitala. Minimalna wyprawka dla córeczki była już gotowa, więc można było trochę odetchnąć. Irenka była spokojna – jadła i spała przez większość dnia. Ania zdążyła umyć podłogi, zrobić pranie, wyprasować i ugotować.
Na jakiś czas zapomniała o nudzie. Noworodek wymagał jednak stałej opieki i maksymalnej troski.
Ania rozumiała konieczność tych wszystkich zabiegów i pierwsze trzy miesiące wyczerpywała się opieką nad dzieckiem. Potem zaczęły się regularne i dość długie spacery. Córka rosła w oczach i potrzebowała nowej odzieży.
— Tolku, musimy kupić już nowe ubranka. Irenka wyrosła ze wszystkich śpioszków… — Ania wieczorem obierała ziemniaki, kiedy córeczka już zasnęła, a mąż wrócił z pracy.
— Aniu, nie bądź perfekcjonistką! Ona jest jeszcze mała, pójda jej pieluchy, w domu jest ciepło. A na wyjścia uszyj coś, co ci szkodzi, przecież całymi dniami się nudzisz — odpowiedział mąż, zajadając się drugą porcją barszczu — Przestań być darmozjadem i pomóż mi.
Minęło prawie półtora roku. Córka chodziła już pewnie, a nawet mówiła, chociaż Ania z trudem rozumiała, co dokładnie. Zmęczona liczeniem groszy, brakiem pieluch i narzekaniami, że z dzieckiem piją za dużo mleka, Ania postanowiła wrócić do pracy.
— Tolku, zadzwonię jutro do szefa stacji. Jestem pewna, że przyjmie mnie z powrotem, gdy tylko zorganizuję Irenkę do przedszkola. Z wiekiem już się kwalifikuje do dobrych żłobków.
— Ania, nie śpiesz się, jakie żłobki! Ona jest jeszcze mała, nawet dobrze nie mówi. Siedź w domu, wkrótce dostanę awans. Zajmuj się dzieckiem i nie martw się o nic.
Tę piosenkę o awansie Ania słyszała jeszcze przed ciążą, a po tak długim czasie coraz mniej wierzyła, że na jej ulicy przewróci się ciężarówka pełna słodyczy. Miała tylko zarzuty męża, że siedzi na jego utrzymaniu, choć to on sam był inicjatorem jej rezygnacji z pracy w stacji.
Ponadto Ania była zmęczona nie tylko brakiem pieniędzy, ale także siedzeniem w domu z dzieckiem. Uwielbiała Irenkę, ale zmęczenie dawało się we znaki. Dla dziewczynki kontakt z rówieśnikami i przedszkolny harmonogram – jedzenie, spanie, zabawa – byłyby również korzystne. Młoda matka tęskniła za samorealizacją, za wyjazdami na wydarzenia, za pracą przed kamerą.
Półtora roku urlopu macierzyńskiego odbijało się na Ani – prawie się nie malowała, ubierała się w proste i wygodne ubrania, zaczęła tyć. Wszystko to były niepokojące sygnały, że czas wyjść z roli gospodyni domowej, zanim zmiany staną się nieodwracalne. Ania widziała swoje rówieśniczki – rozpływające się, wiecznie niezadowolone z wszystkiego, których jedynymi zainteresowaniami były seriale, pieluchy i dziecięce choroby.
Młoda kobieta bała się takiej perspektywy i szukała rozwiązań. Nie chciała jednak kłócić się z mężem. Zgodziła się, planując, jak zarobić pieniądze na siebie i córkę – kupić sobie kosmetyki, nowe ubrania, zacząć gromadzić sukienki dla Irenki do przedszkola.
I tak w tajemnicy przed mężem Ania znalazła kilka stron z ofertami pracy zdalnej dla copywriterów i dziennikarzy. Wysłała swoje CV na kilka ogłoszeń, a ku jej zaskoczeniu, czterech zleceniodawców zgodziło się na współpracę.
Płacili zaskakująco dobrze, a praca zajmowała tylko około czterech godzin rano, akurat kiedy Tolek był w pracy. Ania wstawała wcześniej, piła kawę, budziła i karmiła córkę, a potem siadała do komputera, żeby pisać wiadomości sportowe. Temat nie był jej bliski, bo specjalizowała się w wydarzeniach kulturalnych, ale szybko się przystosowała
i pisała ciekawe artykuły, które były dobrze odbierane przez czytelników sportowych newsów.
Minęło kilka miesięcy i młoda mama zarabiała już całkiem przyzwoite pieniądze – ubrała siebie i dziecko, kupiła Irenie do przedszkola piękne sukienki, nowe sandałki, rajstopy i koronkowe skarpetki. Zostawało nawet na kokardki dla córki i smakołyki.
Tolek niczego się nie domyślał, bo inaczej nie obyłoby się bez kolejnej awantury. Nadal czepiał się o drobiazgi, a kiedy Ania prosiła go o pomoc w domu, stawiał się w roli żywiciela rodziny, który nie zamierza wykonywać kobiecej pracy. Wszystko zawsze sprowadzało się do tego, że leniwa Ania siedzi w domu, nic nie robi i tylko wyciąga pieniądze od “złotego człowieka”.
Pewnego razu Tolek postawił żonę przed faktem, że odwiedzą go goście. Było to tuż przed jego urlopem – tak mąż postanowił uczcić wakacje, na które Anek miał się udać w następnym tygodniu. Przyjaciół miało być czterech, i wszyscy dobrze znali Anię. Traktowali ją ciepło i uważali, że Tolek ma ogromne szczęście mając taką żonę.
Ania postarała się i przygotowała stół, wcześniej dokładnie sprzątając mieszkanie. Goście przyszli o szóstej. Ubrana w niebieską sukienkę Irenka wybiegła ich przywitać.
— Cześć wujku Genku, wujku Pawle, wujku Sławku, wujku Michałku! — paplała dziewczynka, a jej falujące jasne włosy mieniły się złotem w miękkim świetle korytarza.
— Cześć, smyku! Ale urosłaś — Geniu podniósł małą na ręce, głośno całując ją w policzek — A wujkowie przynieśli wam z mamą prezenty.
Chłopaki przynieśli dużą torbę pełną różnych rzeczy – bańki mydlane, cukierki, owoce, zestaw lalek do czesania i zaplatania, pluszowe myszki wypełnione czekoladowymi orzeszkami… Radosna Irenka od razu zabrała się za rozpakowywanie prezentów, a Ania, uśmiechając się, zaprosiła wszystkich do stołu.
Goście jedli i chwalili gospodynię. Anatol słuchał i stawał się coraz bardziej ponury:
— A co ona innego ma robić, leniuchując w domu, kiedy ja haruję jak wół? Tylko wyciąga ode mnie pieniądze, a sama tak przytyła, że wkrótce nie przejdzie przez drzwi! — nagle powiedział mąż, a przy stole zapadła napięta cisza.
Przyjaciele, zmarszczeni, patrzyli na Anatola. Ania, pełna bólu i gniewu, poczerwieniała – nie mogła uwierzyć, że mąż ją tak upokorzy przed gośćmi.
— Ma małe dziecko, pewnie przez cały dzień nawet nie siada… — próbował bronić Michał, najstarszy z przyjaciół męża, ale Tolek z wściekłością spojrzał na niego.
— Byłaby szczęśliwa, gdyby mogła zostawić Irenkę i wrócić do pracy, żeby tam kręcić się przed innymi facetami…
— Nie zamierzam już więcej sprzątać po tobie — oznajmiła Ania swojemu leniwemu mężowi.
Kobieta stała właśnie przy zlewie, żeby umyć kubek córki. Ściereczka, celowo nie wyciśnięta, poleciała prosto w twarz Anatola. Zszokowany otarł wodę z policzków i brody:
— Ty!.. Zaraz ci pokażę!..
Koledzy jednomyślnie stanęli w obronie Ani, łapiąc Anatola. Ania dumnie wyszła z kuchni i zaczęła szybko pakować swoje rzeczy. Po pół godzinie, zapiąwszy kurteczkę Irenki, która niczego nie rozumiała, trzasnęła drzwiami i wezwała windę. W mieszkaniu mąż coś krzyczał za nią, ale Ania już nie słuchała.
Późnym wieczorem przyjechała do swojej mamy z chudą torbą swoich i córki rzeczy, laptopem i zarumienioną od zimna Irenką.
— Babciu, odeszliśmy od taty. On krzyczał na mamę! — od razu oznajmiła dziewczynka, a mama Ani podniosła wnuczkę na ręce, szybko całując.
— Ojej, kochanie moje, szybko wejdźcie. Aniu, dlaczego od razu nie przyszłaś do mnie? Chodź, chodź, córeczko. Irka, pomogę ci zdjąć buty, moje kochanie.
Na rozprawie Tolek od razu zgodził się, że córka zostanie z byłą żoną. Mieszkanie było kupione przed ślubem, więc Ani nic się nie należało. Chciała wynająć mieszkanie dla siebie i córki, ale jej mama nalegała, żeby zostały z nią. Pani Pelagia od dawna mieszkała sama, a trzypokojowe mieszkanie było dla niej za duże.
Irenka z radością poszła do przedszkola, nawiązała tam nowe przyjaźnie i robiła na zajęciach zabawne jeże z plasteliny i papieru. Ania wróciła do stacji, a kierownictwo było zadowolone, że taki cenny pracownik nie zakopał swojego talentu w bezsensownym życiu z nieodpowiedzialnym mężem. Jak później dowiedziała się Ania, wszyscy potępili Tolka – jego przyjaciele, a nawet teściowa, która, jak zawsze się jej wydawało, nie darzyła jej sympatią. Zadzwoniła do byłej synowej z prośbą o możliwość widywania się z Irenką, a Ania się zgodziła.
Życie toczyło się dalej, a młoda kobieta ani razu nie pożałowała swojej decyzji o odejściu. Nadal dorabiała zdalnie w miarę możliwości, ale i na bieżąco robiła reportaże. Wieczorami zajmowała się ukochaną córką. A rok później Ania poznała uśmiechniętego, wspaniałego młodego człowieka, również dziennikarza.
Na ich ślub przyjechała była teściowa i przyjaciele jej byłego męża. Ania była szczęśliwa, a Irenka jeszcze bardziej, bo wkrótce miała mieć małego braciszka, którego bardzo chciała.
