– Nie będę nic robić w waszym domu, przecież nie jestem tutaj gospodynią – oznajmiła synowa, zostawiając naczynia w zlewie
– Mamo, mam świetną wiadomość! – zaczął syn przez telefon. – Wzięliśmy mieszkanie na kredyt hipoteczny, dzisiaj już dostaliśmy dokumenty. Dlaczego nie mówiliśmy? No, baliśmy się zapeszyć, nie byliśmy pewni, czy nam przyznają.
– Cieszę się, synku! Choć nie skonsultowaliście się ze mną. Ale mam nadzieję, że wybraliście dobre mieszkanie?!
– Idealne, mamo! Nowoczesny dom! Przedszkole na podwórku, szkoła po drugiej stronie ulicy! Oczywiście, to dla nas jeszcze za wcześnie, ale chcieliśmy wszystko przewidzieć! Piętro? Dziewiąte z dwunastu. Dwa pokoje, chociaż niewielkie, ale dwa! Kuchnia całkiem spora, balkon. Dwa windy, parking podziemny. Marzenie się spełniło!
– Wspaniale! Skoro to nowy dom, to pewnie trzeba kupić meble. Teraz z hipoteką będzie wam trudno, mogłabym wam kupić meble, jeśli nie będziecie mieli nic przeciwko.
– Oczywiście, że nie, mamo! Nawet będziemy wdzięczni, ale na razie do mebli daleko! Najpierw musimy zrobić remont.
– Ale jak to, – zdziwiła się Alina, – dlaczego nie wybraliście od razu z remontem?
– Z remontem były droższe opcje, a Nadzieja chce zrobić wszystko po swojemu, a nie standardowo.
– Ale to będzie bardzo kosztowne, Antek – materiały, robocizna… A jeszcze trzeba płacić czynsz przez ten czas.
– Właśnie o tym chciałem porozmawiać, mamo. Chcielibyśmy na jakiś czas zamieszkać u ciebie, żeby nie płacić czynszu. Na remont trochę oszczędziliśmy, a czynsz byłby dla nas ciężarem. Już się dogadałem, obiecali zrobić wszystko w trzy miesiące. Przyjmiesz nas?
– No, gdzieżbym się podziała, – odpowiedziała Alina dobrodusznie, – Ola późno wraca z uczelni, w weekendy siedzi w swojej pokoju z książkami, a twój pokój stoi pusty, więc możecie się nim zająć. Będzie nam wesoło, a wam dobrze.
– Dzięki, mamo, ogromnie. W takim razie przeprowadzamy się do ciebie w weekend.
Po rozmowie z synem Alina poczuła się weselsza. Bardzo za nim tęskniła. Kiedyś mieszkali we trójkę – ona, syn Antek i młodsza córka Ola. Mąż Aliny opuścił ich, kiedy Antek miał osiem lat, a jego siostra tylko trzy, i od tego czasu żyli razem, aż Antek się ożenił. Młodzi od razu zdecydowali się wynająć mieszkanie, a matka ich w tym poparła. Ale od czasu do czasu widywała się z synem, dlatego była teraz niesamowicie szczęśliwa, że znów będzie obok, choćby na krótko.
Na przyjazd dzieci pokój był gotowy, Alina przygotowała uroczysty obiad, po którym Antek z żoną udali się do swojego pokoju.
– Ola, możesz umyć naczynia? – zapytała Alina córkę. – Jestem dzisiaj taka zmęczona gotowaniem, ledwo stoję na nogach.
– Oczywiście, umyję – odpowiedziała Ola z uśmiechem. – Mam nadzieję, że Nadzieja teraz też będzie pomagać, dziś przecież musieli się urządzić.
Ale następnego dnia Nadzieja znów wyszła po obiedzie, zostawiając naczynia na stole i nawet nie podziękowawszy. I znowu Ola musiała zmywać.
– Oni są zmęczeni po przeprowadzce – Alina pogłaskała córkę po głowie – a Nadzieja musi się oswoić, przecież była gospodynią u siebie.
Ola skinęła głową i, odkładając talerze na miejsce, pobiegła do swojego pokoju, mówiąc:
– Mam nadzieję, mamo, że masz rację, bo wkrótce mam sesję i nie będę miała wolnej chwili, a ty w dni powszednie też nie masz kiedy zająć się gospodarstwem. A Nadzieja pracuje w domu, przy komputerze, więc nie będzie jej trudno wziąć na siebie trochę obowiązków.
Matka i córka czekały w milczeniu, aż synowa sama zapyta, jak może pomóc, ale minął już tydzień, odkąd Antek z żoną mieszkali z siostrą i matką, a wszystko pozostało takie jak pierwszego dnia. Nadzieja zachowywała się, jakby była na godzinnej wizycie i pewnego dnia powiedziała to wprost.
– Nadzieja, mogłabyś jutro przygotować kolację? – zapytała nieśmiało Alina. – Ola przygotowuje się do sesji, chce zdać wszystko na piątki, a ja mam jutro ważne zebranie, muszę zostać dłużej w pracy.
Nadzieja zaczęła przyglądać się swoim długim, błyszczącym paznokciom, a potem spojrzała na Alinę zdziwiona:
– Nie będę nic robić w waszym domu, jesteśmy tutaj gośćmi. Nie jestem tutaj gospodynią, a co jeśli coś zrobię źle?
– Co możesz zrobić źle? – zapytała Alina, unosząc brwi ze zdziwienia.
– Cokolwiek – parsknęła Nadzieja. – Nie znam waszych zasad. Mogę nie tak przygotować, jak wy jesteście przyzwyczajeni, albo zużyć za dużo wody. Uważam, że skoro jestem gościem, nie powinnam wnikać w wasze ustalone porządki. Mogę oczywiście zamówić gotowe jedzenie, to wszystko.
– Nie trzeba zamawiać gotowego jedzenia – westchnęła Alina – w porządku, coś wymyślimy.
Alina poprosiła córkę, żeby przygotowała lekką kolację, a ta, choć niechętnie, zgodziła się. Kiedy mieszkały we dwie, mogły obejść się kanapkami, kiedy nie było czasu gotować, ale teraz w domu był mężczyzna, którego kanapki raczej by nie zadowoliły, a Antek sam mówił, że bardzo tęskni za domowym jedzeniem.
– A co, Nadzieja ci nie gotuje? – dziwiła się matka.
– Gotuje, dlaczego nie, ale bardzo tęsknię za twoim jedzeniem – wzruszał ramionami syn.
Następnego dnia Ola przygotowała na kolację zapiekankę rybną z ziemniakami i sałatkę warzywną. Nadzieja demonstracyjnie dłubała w talerzu i zjadła tylko sałatkę.
– Czy mogę prosić, żebyście nie gotowali ryb, póki u was jesteśmy? – powiedziała Nadzieja, wychodząc od stołu. – Nie znoszę ryb!
– Ale przecież proponowano ci przygotowanie kolacji – nie wytrzymała Ola – wtedy wybór należałby do ciebie. A skoro nie chcesz gotować, to twoja kolej na zmywanie naczyń! – Dodała z uśmiechem.
– Powtarzam po raz ostatni! – Nadzieja podniosła palec wskazujący. – Nie będę nic robić w waszym domu. Nic! Jestem tutaj gościem.
– Goście nie zostają dłużej niż trzy dni – wybuchła Ola, a brat spojrzał na nią z dezaprobatą i pokręcił głową.
– No dobrze, dziś zmyję naczynia – powiedział Antek, chcąc złagodzić sytuację – jak za dawnych dobrych czasów!
– W dawnych dobrych czasach nie miałeś żony – nie mogła się uspokoić Ola, kiedy Nadzieja opuściła kuchnię z dumnie uniesioną głową. – A teraz to już nie są dobre czasy!
Oli nigdy nie podobała się Nadzieja. Marzyła, że brat poślubi jej przyjaciółkę, ale on jakby specjalnie nie zwracał uwagi na zakochaną w nim po uszy Anię, nazywał ją żartobliwie „malutką”, a kiedy spotkał Nadzieję, zwią
zał się z nią niemal natychmiast.
Jednak teraz Ola musiała pogodzić się z wyborem brata i starała się nawet zaprzyjaźnić z Nadzieją, ale ta okazała się zbyt wyniosła i bardzo kłująca. Teraz Ola nie mogła już znieść jej bezczelnego zachowania.
– No dobrze, dobrze – przerwała Alina – dziś ja umyję naczynia! Nic strasznego.
Kiedy dzieci rozeszły się do swoich pokoi, Alina zaczęła myśleć. Jak bardzo jej syn i córka byli zżyci przed ślubem Antka, a po jego małżeństwie, jakby coś ich poróżniło. Westchnęła ciężko i w myślach pomodliła się za swoje dzieci.
– Mamo, jak długo nasi „goście” jeszcze tu będą? – zapytała Ola, kiedy rano szły z matką na przystanek.
– Obiecali, że remont będzie gotowy za trzy miesiące, ale wiesz, jak to bywa – gdzie trzy, tam i pięć!
– Żartujesz? – nastroje Oli gwałtownie się pogorszyły. – Czyli przez cały ten czas będziemy jej służbą?
– Trochę się przemęczymy, Olu, niektórzy żyją z synowymi i jakoś sobie radzą, a my co, nie damy rady?
– To ona nie jest „nie damy rady”! – Ola starała się zachować spokój. – Żyje na gotowe, boi się zrobić cokolwiek. Jak Antek z nią żyje?! Mówią, że miłość jest ślepa, chyba mają rację.
– Ola, musimy szanować wybór Antka – powiedziała stanowczo Alina i uśmiechnęła się. – No, powodzenia!
Ola pomyślała, że rzeczywiście przyda jej się trochę szczęścia.
Na uczelni spotkała Anię w kiepskim nastroju.
– Co się stało? – zapytała Ola, zapominając o własnych problemach. Jej problemy nie miały porównania z tym, co działo się w rodzinie najlepszej przyjaciółki. Matka Anki kilka lat temu przyprowadziła do domu obcego mężczyznę, mówiąc, że to jej nowy mąż, a więc i ojciec dla Ani. Ale Ania od razu wiedziała, że ani mąż, ani ojciec z niego żaden. Mężczyzna często pił, podnosił rękę na matkę Ani, a samą Anię często krytykował. Dziewczyna prosiła matkę, żeby go wyrzuciła, przecież było im dobrze we dwie, ale Oksana uspokajała córkę, mówiąc, że nie jest taki zły, po prostu jeszcze nie wszystko się ułożyło, ale jak znajdzie pracę, to będzie dobrze! Mówiła, że Ania wyjdzie kiedyś za mąż, a matka zostanie sama, dlatego lepiej mieć kogoś przy sobie. Ania uważała, że lepiej być samą, niż z takim człowiekiem, ale matka jej nie słuchała, mówiła, że jest jeszcze za młoda, żeby pouczać starszych. Ania często przychodziła do szkoły ze łzami w oczach, a w szkole była rzadziej widywana smutna. Mówiła, że jakby trochę się uspokoiło z matką „męża”, ale teraz znowu się zaczęło. Ola jeszcze nigdy nie widziała Anki tak przygnębionej.
– Więc co się stało? – powtórzyła pytanie Ola, a Ania, głęboko wdychając, cicho odpowiedziała:
– Po egzaminie ci opowiem, inaczej nie zdam, dopiero się uspokoiłam.
– Dobrze, jak chcesz – przyjaciółka pogładziła ją po ramieniu. – Chodźmy, napijemy się wody.
Po zajęciach poszły do kawiarni, gdzie często piły kawę.
Ola już nie zadawała pytań, a gdy tylko usiadły, Ania zaczęła opowiadać:
– Wczoraj znowu się upił – powiedziała i zamilkła, z trudem powstrzymując łzy. – Zaczął się awanturować, mama nie wytrzymała, dostała ataku serca… Zabrali ją karetką, nie pozwolili mi z nimi jechać. Powiedzieli, że mogę tylko dzwonić, żeby dowiedzieć się o stanie. Kiedy zostaliśmy sami, zaczął mnie napastować, ledwo uciekłam. Pół nocy spędziłam na klatce schodowej…
– Oszalałaś?! – Ola rozłożyła ręce. – Nie mogłaś do mnie zadzwonić?
– Nie miałam na to głowy, szczerze mówiąc. Teraz jadę do szpitala, dowiedzieć się, jak mama. Rano powiedzieli, że lepiej, ale będzie musiała leżeć przez tydzień.
– A więc tak – powiedziała poważnym tonem Ola – jedziesz teraz do szpitala, przekaż ode mnie pozdrowienia i życzenia szybkiego powrotu do zdrowia dla Oksany, a potem od razu do mnie! Żadnych sprzeciwów. A ja jadę do domu, żeby przygotować kolację. Zgoda?
– Dziękuję, Olka. Alina nie będzie miała nic przeciwko?
– Kiedy mama była przeciwko? Oczywiście, że nie! W końcu mam swój pokój!
W drodze do domu Ola zadzwoniła do matki i opowiedziała jej sytuację.
– Mamusiu, nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli Anka u nas trochę pomieszka? Nie może zostać z tym…
– Oczywiście, Olu, aż mi się niedobrze zrobiło, nigdy nie rozumiałam Oksany, ale to nie nasza sprawa. Bogu dzięki, że z Anią wszystko w porządku.
– Tylko, mamo, nasi „goście” nie muszą wiedzieć, co się stało z Anką. Zgoda?
– Oczywiście, Olu, nie ma sprawy.
Wieczorem, kiedy Ola przygotowywała kolację i razem z Aliną nakrywały do stołu, przyszła Anka. Drzwi otworzył Antek i zdziwił się:
– Anka, to ty? Nie wierzę własnym oczom! Dawno cię nie widziałem, zmieniłaś się! Już nie mała dziewczynka!
Anka zarumieniła się i spojrzała na przyjaciółkę, a kiedy Antek wyszedł, szepnęła:
– Dlaczego nie powiedziałaś, że on tu jest?
– Bo byś nie przyjechała, a nie wiadomo, jakby się to skończyło, gdybyś wróciła do domu albo znowu spędziła noc na klatce schodowej. Chodź, nie myśl o tym.
– To moja przyjaciółka Ania – powiedziała Ola, zwracając się do Nadziei – u niej w domu jest remont i z mamą zaprosiłyśmy ją, żeby u nas trochę pomieszkała!
Podczas kolacji Anka nie śmiała podnieść wzroku, a Nadzieja co chwilę spoglądała to na nią, to na męża, zauważając, jak się w nią wpatruje. Kiedy wszyscy skończyli jeść, Anka od razu zabrała się do sprzątania.
– Anka, odpocznij, nie przejmuj się – powiedziała Alina, łapiąc ją za rękę. – Sprzątamy z Olą, jesteś przecież gościem!
– Właśnie! – zaprotestowała gorąco Anka, nie wypuszczając talerzy z rąk. – Właśnie dlatego chcę pomóc. Skoro mam tu trochę pomieszkać, powinnam pomagać, a nie tylko jeść chleb za darmo!
Alina i Ola wymieniły znaczące spojrzenia, a Antek zatrzymał się, odwrócił się do nich i uśmiechnął.
– Kto to jest? Dlaczego się na nią gapisz, skoro to przyjaciółka Oli? A może to twoja przyjaciółka? – spytała gniewnie Nadzieja, ledwo Antek zamknął drzwi do ich pokoju.
Anka znowu się zaczerwieniła, a Ola szepnęła:
– Nie zwracaj uwagi, najważniejsze, że jesteś bezpieczna.
Teraz Ola i Anka razem zajmowały się nau
ką i gospodarstwem. Pewnego dnia, kiedy Ola pobiegła do piekarni, Anka przygotowywała kolację, a Antka i Aliny nie było w domu, Nadzieja weszła do kuchni i powiedziała rozkazującym tonem:
– Nie wydaje ci się, że za długo tu przesiadujesz?!
Anka ze strachem spuściła głowę, a jej policzki zapłonęły jak maki.
– Myślisz, że nie widzę, jak iskrzy między tobą a Antkiem? Nie oddam ci mojego męża.
– Jak możesz tak myśleć? – próbowała przerwać Anka, ale Nadzieja nie pozwoliła jej mówić.
– Więc tak! Pakuj swoje rzeczy natychmiast i wynoś się! Żeby cię tu więcej nie było! Nigdy! Rozumiesz? Jestem tu taką samą gospodynią jak wszyscy moi krewni!
Nadzieja tak krzyczała, tracąc kontrolę nad sobą, że nie usłyszała, jak drzwi się otworzyły i na progu stanęła jej teściowa.
– Nadzieja, przestań! – powiedziała, a synowa zadrżała. – Anka jest naszym gościem, tak samo jak ty niedawno nazwałaś się „gościem”, więc szanuj ludzi, którzy są nam bliscy, i nie pozwalaj sobie na takie zachowanie.
Kiedy Antek wrócił, Nadzieja wrzucała rzeczy do torby, ocierając łzy.
– Co się stało? – zapytał Antek zaniepokojony.
– Wyjeżdżam do swoich rodziców! – oznajmiła Nadzieja. – A ty? Jedziesz ze mną, czy zostajesz ze swoją przyjaciółką?
– Co się stało? – powtórzył pytanie Antek.
– Twoja mama powiedziała, że ta dziewczyna jest jej droższa ode mnie!
– Alina tak nie powiedziała! – nie mogła się powstrzymać Anka. Drzwi były otwarte, wszyscy słyszeli ich rozmowę, a matka Antka westchnęła ciężko.
– A ty milcz – krzyknęła Nadzieja – wszyscy się przeciw mnie spiskują. Ola specjalnie cię tu przyciągnęła, żeby mnie wyrzucić, a brata z tobą związać!
– Nadzieja, przestań natychmiast! Co ty wygadujesz? – powiedział Antek najspokojniej, jak mógł.
– A dlaczego mam przestać? Nie zrobili ze mnie służącej, znaleźli wyjście! Brawo!
– Wszystkie rzeczy spakowałaś? – Antek patrzył Nadziei w oczy. – Jeśli nie, później je zabiorę!
Antek wziął żonę za rękę, podniósł torbę z podłogi i wyprowadził ją, przepraszając obecnych.
Nadzieja nadal coś krzyczała, a Anka zakryła twarz rękami.
– Przepraszam, Alino, z mojego powodu taka awantura w waszej rodzinie! Może lepiej pójdę, a ich przywróćcie!
– Wszystko, co się dzieje, jest na lepsze, Aniu – uśmiechnęła się Alina, a Ola dodała – Właśnie tak! Niech teraz brat chodzi jak w zegarku u teściowej, tam nie będą się z nim niańczyć!
Kiedy emocje opadły, Anka obiecała, że nie będzie się przejmować tą sytuacją. Wkrótce Oksana wyszła ze szpitala, a Anka, serdecznie dziękując gospodarzom i jeszcze raz przepraszając za to, co się stało z jej winy, wróciła do domu z matką.
– Aniu, wybacz mi, głupią. Alina odwiedzała mnie w szpitalu i wiem wszystko. Jestem ci tak bardzo winna, ale teraz wszystko rozwiązałam, on nie zostanie już w naszym mieszkaniu. Wyrzucę go natychmiast, obiecuję ci! Zrobimy remont i będziemy żyć jak dawniej!
Ale nie trzeba było nikogo wyrzucać. Przed domem matka z córką spotkały sąsiadkę, która opowiedziała, że Oksany partner, po tym, jak zabrali ją do szpitala, kilka dni później został znaleziony za domem. Pili z kolegami jakieś świństwo. Ich zabrali do szpitala z zatruciami, a jego skurczyło na ulicy, nikt nie mógł pomóc.
Oksana z ulgą odetchnęła:
– Jest Bóg! – powiedziała i spojrzała na córkę. – Wszystko będzie dobrze, zobaczysz!
Ola zdała sesję doskonale, jak planowała i postanowiły z Anką zaprosić swoje mamy do kawiarni.
Kiedy Alina i Ola były już gotowe do wyjścia, Antek otworzył drzwi swoim kluczem. W ręku trzymał sportową torbę. Matka i siostra zamarły, patrząc na niego.
– Wróciłem do domu! – odpowiedział na ich niemą pytanie. – Gdyby rodzice Nadii traktowali mnie jak wy ją, kiedy tu mieszkaliśmy, nigdy bym od nich nie odszedł. Przepraszam was, kochani, za wszystko, co musieliście znieść!
– A co z Nadią? – zapytała matka.
– Świetnie! Ojciec poradził jej, żeby mnie zostawiła i poszukała sobie kogoś lepszego! Zgodziła się.
– A co z hipoteką? Remontem?
– Wszystko załatwimy, mamo, wszystko załatwimy!
– A my idziemy do kawiarni! Ania i Oksana na nas czekają. Idziesz z nami? – pośpieszała Ola.
– Oczywiście, że z wami – Antek rzucił torbę na podłogę i przepuścił swoje ukochane kobiety, powtarzając – Oczywiście, że z wami!
