– Przepraszaj moją mamę! – krzyczał mąż, prosto przed gośćmi

– Nie będę przepraszać. Możesz sam przeprosić w moim imieniu.

– Nie, ty pójdziesz i przeprosisz. Albo…

– Albo co?

– Uśmiechaj się, i tyle – szepnął Wiktor do ucha Tosi, gdy weszli do salonu. W pokoju zebrali się przyjaciele i rodzina, składając życzenia jego mamie z okazji jubileuszu. W powietrzu unosiły się zapachy świątecznych potraw, a stół uginał się od smakołyków.

Tosia mocno trzymała w rękach pudełko, w które razem z Wiktorem starannie zapakowali drogi zegar ścienny. Wiedziała, że to ważny moment dla jego mamy, i starała się zrobić wszystko idealnie.

– Oto nasz prezent – powiedziała Tosia, wręczając pudełko teściowej.

Mama Wiktora rozpakowała prezent z uśmiechem, ale gdy tylko zobaczyła zawartość, jej twarz pobladła.

– O, zegar – powiedziała sucho, próbując się uśmiechnąć. – Dziękuję, oczywiście, ale prosiłam o parowar…

Tosia poczuła, jak Wiktor się spina obok niej. Szybko chwycił ją za rękę i pociągnął na kuchnię.

– Nie mogłaś zapamiętać? – szepnął, gdy tylko zostali sami. – Mama jest rozczarowana. Tak bardzo chciała ten parowar.

– Po prostu zapomniałam – Tosia poczuła, jak jej oczy zaczynają łzawić. – Wiktor, naprawdę się starałam, myślałam, że zegar będzie dobrym prezentem.

– Starałaś się? – Wiktor podniósł głos. – Nigdy nie myślisz o nikim, tylko o sobie! Zawsze taka egoistka! Nawet na jubileusz mojej mamy nie mogłaś zrobić tego, o co prosiła!

Tosia starała się powstrzymać łzy. – Nie zrobiłam tego celowo, Wiktor. Naprawdę zapomniałam. Ty też mogłeś mi przypomnieć.

– Przypomnieć? – złośliwie się uśmiechnął. – To był twój obowiązek. Teraz idź i przeproś mamę.

– Co? Przeprosić? – Tosia poczuła, jak wewnątrz niej narasta fala gniewu. – Przeprosić za to, że dałam jej drogi zegar?

– Tak, przeprosić! – Wiktor prawie krzyczał. – Musisz przeprosić za swoje zachowanie!

Tosia spojrzała na niego z gniewem. – Nie będę przepraszać. Jeśli to takie ważne, możesz sam przeprosić w moim imieniu.

– Nie, ty pójdziesz i przeprosisz. Albo…

– Albo co? – przerwała mu Tosia. – Albo będziesz dalej na mnie krzyczał? Wiesz co, Wiktor, idź do diabła! Sama wrócę do domu.

Odwróciła się gwałtownie i wyszła z kuchni. W salonie nadal trwała impreza, ale już jej to nie obchodziło. Wzięła płaszcz i skierowała się do drzwi.

– Tosia, zaczekaj! – Wiktor próbował ją dogonić, ale ona już była na progu.

– Nie trzeba, Wiktor. Sama wrócę – powiedziała, zamykając drzwi.

Tosia wyszła na zewnątrz, czując na twarzy zimny wieczorny wiatr. Nie wiedziała, dokąd iść, ale wiedziała jedno: nie chce być teraz blisko Wiktora i jego matki. Postanowiła, że spacer pomoże jej się uspokoić i uporządkować myśli.

Rozdział 2: Spacer i wspomnienia

Tosia szła przez wieczorny park, próbując się uspokoić. Liście szumiały pod nogami, a ona głęboko wdychała chłodne powietrze, mając nadzieję, że to trochę uciszy jej burzące się emocje. Szła znanymi alejkami, a myśli, jak natrętne muchy, nie dawały jej spokoju. Jak to się stało, że wcześniej nie zauważyła, że Wiktor jest takim maminsynkiem? W jej głowie zaczęły pojawiać się wspomnienia, jak strony starego albumu.

Pierwsza randka. Spotkali się w kinie. Tosia pamiętała, jak Wiktor przyszedł w eleganckim płaszczu i pewnie się uśmiechał. Wtedy wydawał się jej taki silny i niezależny. Śmiali się z komedii, a potem długo spacerowali po nocnym mieście, rozmawiając o filmie i swoich marzeniach. Wiktor był uważny, ciągle żartował i trzymał ją za rękę. Była oczarowana jego charyzmą i pewnością siebie.

Ale nawet wtedy były znaki, których nie zauważała. Wiktor zawsze mówił o swojej matce z szczególnym szacunkiem. Myślała, że to dlatego, że ją kocha i szanuje. Pewnego razu, na kolejnej randce, Wiktor pojawił się w dziwnie różowej koszuli z wzorem. Kiedy zapytała go o to, zmieszał się i powiedział, że to prezent od mamy. Tosia wtedy nie przywiązywała do tego wagi, uznając, że to po prostu miły gest. Nie zdziwiło jej, że dorosły mężczyzna nosi ubrania wybierane przez matkę.

Albo ten przypadek, kiedy siedzieli w przytulnej kawiarni i nagle przeprosił, mówiąc, że mama źle się czuje i musi natychmiast jechać. Wtedy wydało jej się to wzruszające: tak bardzo troszczy się o swoją matkę.

Była dumna, że jej przyszły mąż jest taki troskliwy i opiekuńczy syn. Ale teraz to wyglądało inaczej – jak nieskończone podporządkowanie i zależność.

Tosia zatrzymała się przy stawie i spojrzała na swoje odbicie w wodzie. Dlaczego tego wtedy nie widziała? Wiktor wydawał się jej ideałem, ale teraz wszystko stało się jasne. Nie mógł zrobić kroku bez aprobaty swojej matki. Nawet na weselu matka Wiktora ingerowała we wszystkie szczegóły: wybierała suknię, menu, nawet kwiaty.

– Jak mogłam tego nie zauważyć? – wyszeptała do siebie. – Tak długo przymykałam na to oczy, a teraz wszystko wychodzi na jaw.

Tosia głęboko odetchnęła i poszła dalej, czując, jak ból i rozczarowanie narastają w jej wnętrzu. Musiała zrozumieć swoje uczucia i zdecydować, co dalej robić. Spacer pomagał jej trochę ochłonąć, ale pytania pozostawały bez odpowiedzi. Wiedziała jedno: musi coś zmienić w swoim życiu, i to jak najszybciej.

Tosia szła dalej przez park, obserwując przechodniów, którzy zdawali się żyć swoim spokojnym i uporządkowanym życiem. Zazdrościła im – nie mieli takich problemów.

Mogli po prostu cieszyć się wieczorem, nie myśląc o tym, że ich mężowie stają się marionetkami swoich matek. Tosia wiedziała, że nie może dłużej przymykać oczu na ten problem. Musiała podjąć decyzję, która zmieni jej życie.

Wyjęła telefon i wybrała numer przyjaciółki.

– Lena, cześć. Jesteś w domu? Mogę do ciebie wpaść? Muszę porozmawiać – jej głos drżał, ale starała się trzymać.

– Oczywiście, Tosia, przyjeżdżaj – odpowiedziała Lena bez wahania. Zawsze wspierała Tosię i była gotowa ją wysłuchać w każdej chwili.

### Rozdział 3: Wspomnienia z wakacji w Sopocie

Siedząc na kanapie w mieszkaniu Leny i popijając gorącą herbatę, Tosia opowiadała o swoim życiu. Lena słuchała jej uważnie, kiwając głową w znak zrozumienia. Tosia

głęboko westchnęła i zaczęła wspominać wakacje w Sopocie, które miały być idealnym wypoczynkiem, ale okazały się koszmarem.

– Lena, pamiętasz, jak opowiadałam ci o naszej wycieczce do Sopotu? – zaczęła Tosia, patrząc na filiżankę.

– Oczywiście, pamiętam – odpowiedziała Lena, przesuwając krzesło bliżej Tosi. – Byłaś wtedy taka radosna, że jedziesz na wakacje.

Tosia skinęła głową, wzdychając. – Tak, miałam nadzieję, że to będą nasze najlepsze wakacje. Ale wszystko poszło nie tak od samego początku.

Przypomniała sobie, jak teściowa wprosiła się, żeby pojechać z nimi. Wiktor był zachwycony, a Tosia starała się wspierać jego entuzjazm. Myślała, że wspólny wypoczynek pomoże im się zbliżyć, ale w rzeczywistości wszystko było inaczej.

– Chcieliśmy iść na plażę, ale teściowa nalegała, żeby najpierw kupić pamiątki dla jej koleżanek – wspominała Tosia. – Nie sprzeciwiałam się, myślałam, że to zajmie parę godzin. Ale spędziliśmy cały dzień biegając po sklepach. W końcu na plażę nie poszliśmy.

Lena pokręciła głową. – To okropne. Jak można tak zepsuć wakacje?

– I to dopiero początek – kontynuowała Tosia. – Teściowa nalegała, żebyśmy jedli obiady i kolacje tylko w tanich knajpkach. Mówiła, że tak zaoszczędzimy pieniądze na inne ważne rzeczy. W końcu jedliśmy w jakichś barach, gdzie jedzenie było okropne. Kilka razy nawet zaproponowała gotowanie w pokoju, gdzie był tylko czajnik.

Lena niedowierzająco zmrużyła oczy. – W pokoju? Gotować? Serio?

– Tak, serio – gorzko uśmiechnęła się Tosia. – Kupiliśmy zupki chińskie i gotowaliśmy je w czajniku. To było upokarzające. Czułam się, jakbyśmy byli w jakimś tanim obozie, a nie na wakacjach.

Przypomniała sobie, jak pewnego wieczoru, zmęczona ciągłymi zakupami i tanim jedzeniem, zaproponowała pójście do dobrej restauracji. Wiktor spojrzał na nią z dezaprobatą, a teściowa stwierdziła, że to marnowanie pieniędzy.

– Ale Wiktor mógł cię przecież wesprzeć – wtrąciła Lena. – Dlaczego zawsze słuchał swojej mamy?

Tosia westchnęła. – Wtedy tego nie rozumiałam. Myślałam, że po prostu dba o nią, chce jej sprawić przyjemność. Ale teraz widzę, że po prostu nie potrafi jej się sprzeciwić. Jakby bał się ją zmartwić.

Lena przytaknęła, zgadzając się. – To nie jest normalne. On w ogóle jest mężczyzną, czy kim?

– Teraz to rozumiem – powiedziała smutno Tosia. – Ale wtedy byłam ślepa. Próbowałam dostrzec w nim to, co najlepsze, ignorując oczywiste.

Przypomniała sobie, jak wrócili do domu po wakacjach. Wiktor był zadowolony, a teściowa chwaliła go za troskę. Tosia czuła się wyczerpana. Wydawało jej się, że zmarnowała czas, a te wakacje tylko pogłębiły jej rozczarowanie w małżeństwie.

– Lena, nie mogę tak dalej żyć – powiedziała Tosia, czując, jak łzy napływają jej do oczu. – Rozumiem, że takie sytuacje niszczą nasze relacje. Nie chcę być trzecim kołem u wozu.

Lena objęła Tosię, próbując ją pocieszyć. – Jesteś silna, Tosia. Dasz radę. Najważniejsze to nie bać się podejmować decyzji. Jeśli Wiktor nie jest gotowy się zmienić, musisz pomyśleć o sobie.

Tosia głęboko odetchnęła, czując, jak słowa Leny trochę ją uspokajają.

### Rozdział 4: Powrót do domu i terapia

Gdy Tosia wróciła do domu, jej serce wciąż biło mocno z emocji. Lena odprowadziła ją do drzwi, przytuliła na pożegnanie i życzyła powodzenia. Wchodząc do mieszkania, Tosia poczuła ciężką atmosferę, wiszącą nad ich domem. Wiktor siedział na kanapie, z rękoma skrzyżowanymi na piersi, i od razu na nią spojrzał.

– Tosia, nie chcę się kłócić – powiedział, wstając. – Porozmawiajmy.

Tosia głęboko odetchnęła. Denerwowało ją jego zachowanie, ale rozumiała, że trzeba spróbować rozwiązać problem. – Wiktor, jestem gotowa porozmawiać, ale mam jeden warunek.

Zmarszczył brwi, ale skinął głową. – Jaki warunek?

– Musimy pójść na terapię małżeńską – powiedziała, uważnie obserwując jego reakcję. – Nie mogę dłużej radzić sobie sama. Potrzebujemy specjalisty, który pomoże nam to zrozumieć.

Wiktor zmarszczył brwi, ale nie protestował. – Dobrze. Jeśli to jest to, czego potrzebujesz, pójdziemy.

W następnym tygodniu umówili się na wizytę u psychologa. Tosia czuła się nerwowo, ale miała nadzieję, że to pomoże. Wiktor wydawał się spokojny, ale Tosia wiedziała, że to tylko maska.

Gdy weszli do gabinetu, przywitał ich przyjazny psycholog w średnim wieku. Przedstawił się jako Sergiusz i zaprosił ich, by usiedli na wygodnych fotelach.

– Zatem, opowiedzcie mi, co was tu sprowadza – zaczął Sergiusz, patrząc na nich ciepło i ze zrozumieniem.

Pierwsza odezwała się Tosia. – Czuję, że nasze małżeństwo jest zagrożone przez matkę Wiktora. Ona ciągle ingeruje w nasze sprawy, co niszczy nasze relacje.

Wiktor natychmiast się napiął. – Mama chce tylko pomóc. Zawsze o tym wiedziałaś.

– Wiktor, rozumiem, że chce pomóc – odpowiedziała Tosia, starając się zachować spokój. – Ale jej ingerencje zaszły za daleko. Nie możemy spędzić wakacji bez jej kontroli, nie możemy podejmować decyzji sami.

Sergiusz skinął głową, notując coś w notesie. – Wiktorze, co o tym myślisz?

– Myślę, że Tosia reaguje zbyt emocjonalnie – zaczął Wiktor, zaciskając pięści. – Mama mnie urodziła, wychowała, jestem jej wiele winien. Tosia próbuje nas skłócić, a ja tego nie chcę.

– Nie próbuję was skłócić – zaprzeczyła Tosia. – Chcę tylko, żebyśmy mogli żyć swoim życiem, podejmować własne decyzje.

Wiktor zaczął się gotować ze złości. – Jesteś ślepa, Tosia! Nie rozumiesz, że rodzina powinna trzymać się razem! Nie szanujesz mojej matki i jej wkładu w nasze życie!

Sergiusz próbował uspokoić rozmowę. – Wiktorze, spróbujmy zrozumieć, co czuje Antonina…

– Nie – przerwał mu Wiktor, podnosząc głos. – Ty w ogóle się zamknij! Myślisz, że rozumiesz nas lepiej niż my sami? Nawiasem mówiąc, mama cię poleciła, ale teraz widzę, że nawet ona czasem się myli!

Wstał z miejsca i skierował się do drzwi. Tosia patrzyła na niego zdezorientowana i zraniona.

– Wiktor, zaczekaj! – zawołała, ale on już wychodził. Drzwi trzasnęły, zostawiając ją w ciszy gabinetu.

Sergiusz westchnął i zwrócił się do Tosi. – Czasami na pierwszej sesji ludzie przeżywają silne emocje. To normalne. Ale musisz zdecydować, co dalej.

Tosia spojrzała na niego. – Nie wiem, co robić. On nie widzi, jak jego matka kontroluje nasze życie. Jeśli nie jest gotów się zmienić, nie mogę tego dłużej znosić.

Sergiusz skinął głową, rozumiejąc jej stan. – To trudna decyzja, Antonina. Ale czasem musimy myśleć o sobie i swoim dobrostanie.

Rozdział 5: Nowe życie

Tosia wróciła do domu po sesji u psychologa z ciężkim sercem. Myśli krążyły wokół tego, co się wydarzyło. Wiktor był tak nieugięty, tak agresywny. Nie mogła uwierzyć, że to ten sam człowiek, którego kiedyś kochała i podziwiała. Zrozumiała, że dalsze trwanie w takich relacjach nie ma sensu.

Wieczorem, gdy Wiktor wrócił do domu, między nimi zapanowała ciężka cisza. Próbował zacząć rozmowę, ale Tosia już podjęła decyzję.

– Wiktor – zaczęła, zbierając się na odwagę – nie mogę dłużej tak żyć. Nie mogę trwać w związku, w którym twoje zdanie całkowicie zależy od twojej matki. Składam pozew o rozwód.

Wiktor zastygł, zszokowany jej słowami. Próbował się sprzeciwić, ale Tosia już poszła do sypialni, zaczynając pakować swoje rzeczy. Jej decyzje były twarde i nieodwracalne.

Następnego ranka wezwała taksówkę i zapakowała do niej swoją walizkę. Wiktor stał w progu, nie wiedząc, co powiedzieć. Jego matka, dowiedziawszy się o rozwodzie, urządziła awanturę, obwiniając Tosię za wszystkie nieszczęścia. Ale Tosia była nieugięta.

– To twoja decyzja – powiedziała Wiktorowi, patrząc mu prosto w oczy. – Wybrałeś być pod kontrolą swojej matki, a ja wybieram wolność.

Wyszła z mieszkania, czując niesamowitą ulgę. Po raz pierwszy od dłuższego czasu jej serce było wolne od ciężaru.

Wynajęła małe mieszkanie w centrum miasta i zaczęła urządzać je po swojemu. Czuła się niezależna i silna. Przyjaciele ją wspierali, pomagali przeprowadzić się i urządzić na nowym miejscu.

Kilka tygodni po rozwodzie Tosia spotkała się z Leną w kawiarni. Siedziały przy stoliku przy oknie, delektując się aromatyczną kawą.

– Jak się czujesz, Tosia? – zapytała Lena z uśmiechem. – Radzisz sobie?

Tosia skinęła głową, jej oczy błyszczały radością. – Tak, Lena. To była trudna decyzja, ale czuję, że podjęłam właściwy wybór. Nie chcę już być w cieniu kogoś innego. Chcę żyć swoim życiem.

Lena puściła jej oko. – I zasługujesz na to. Jesteś silna i dasz radę.

W tym czasie Wiktor został sam z konsekwencjami swoich działań. Próbował wrócić do dawnego życia, ale zrozumiał, że wielu przyjaciół i znajomych potępia go za zależność od matki.

Matka nadal kontrolowała jego życie, ale teraz sam zaczął to dostrzegać, co jeszcze bardziej pogarszało sytuację. Jednak wyjścia już nie widział!

Jak myślicie, czy takie osoby jak Wiktor mają szansę wyrwać się spod opieki, czy będą całe życie podporządkowane? Podzielcie się swoją opinią w komentarzach.