Michał zdecydował się na ślub. Wydawałoby się – nic szczególnego. Już czas. Trzydzieści lat ma mężczyzna. Samodzielny. Zarabia – daj Boże każdemu. Nie imprezuje. Przystojny. Zdrowy

Michał zdecydował się na ślub. Wydawałoby się – nic szczególnego. Już czas. Trzydzieści lat ma mężczyzna. Samodzielny. Zarabia – daj Boże każdemu. Nie imprezuje. Przystojny. Zdrowy.

Dziewczyny zawsze były nim zachwycone: inteligentny, szarmancki, obiecujący.

Nie mężczyzna – marzenie!

Wiele kobiet chciało wyjść za Michała… Młode, piękne, zupełnie wolne…

Ale Michał z nikim nie wchodził w poważne związki. Ot tak: porozmawiać, odprowadzić, zabrać do restauracji… I tyle… Szybko się wycofywał…

Niektórzy uważali, że ma zbyt wysokie mniemanie o sobie, że sam nie wie, czego chce. Byli też tacy, którzy przypuszczali, że Michał nie lubi dziewczyn…

Wieść o tym, że w końcu się żeni, rozeszła się błyskawicznie.

I oczywiście wszyscy byli bardzo ciekawi: co to za narzeczona, która tak szybko zdobyła jego serce? Musi być piękność, jakiej świat nie widział…

Jakie było zdziwienie przyjaciół i rodziny Michała, gdy dowiedzieli się, że poślubia zwyczajną kobietę, i to jeszcze z dwójką dzieci!

I to nie małych, lecz całkiem dorosłych. Syn Olgi w tamtym momencie chodził do trzeciej klasy, a córka do pierwszej.

– Coś ty sobie wymyślił? – mówiła przez łzy matka Michała, Nina Petrowna. – Po co ci to? Mało dziewczyn wokół?

– No ty to dopiero, Michał, gdzieś ją znalazł, i to z takim balastem? – wtórowali przyjaciele.

– Michał, przemyśl to, jeszcze nie jest za późno, żeby się wycofać – radził ktoś z kolegów.

Michał słuchał i tajemniczo się uśmiechał…

Było jasne: nie zamierza nikomu nic wyjaśniać. A sobie samemu nie miał czego tłumaczyć. Mężczyzna dobrze wiedział: kocha Olgę. Zawsze ją kochał…

Krótko mówiąc, choć rodzina i bliscy odradzali Michałowi, zgłoszenie do USC zostało złożone.

W przeddzień ślubu matka Michała podjęła jeszcze jedną próbę przeszkodzenia synowi. Tylko tym razem postanowiła porozmawiać nie z nim, a z Olgą.

– Po co to robisz? – zapytała ją prosto w oczy. – Ach tak, rozumiem. Chcesz przypiąć do mojego syna swoich synów? Nie masz sumienia!

– Co tu ma do rzeczy sumienie? – zdziwiła się Olga. – Po prostu się kochamy – i tyle. Czy to tak trudno zrozumieć?

– Kochacie? Naprawdę? I nigdy nie zastanawiałaś się, że z czasem twoje dzieci będą dla Michała ciężarem? Tak go kochasz?

– On jest dorosły i sam podejmuje decyzje – odparowała Olga.

– Ale mogłaś odmówić! On, wiadomo, zakochał się, nie myśli o konsekwencjach, a ty? Jesteś matką! Po co twoim dzieciom obcy wujek? Liczysz, że ich pokocha?

– Liczę…

– No i głupia! Ludzie od własnych dzieci się odwracają…

– Michał nie jest taki…

– Wiem, że nie jest. Dlatego się go uczepiłaś!

– Niesłusznie tak mówisz – cicho, ale stanowczo powiedziała Olga. – Będzie ci bardzo wstyd…

– Mi? – wykrzyknęła matka Michała. – A niby dlaczego?

Olga nic nie odpowiedziała i odłożyła słuchawkę… Michałowi o tej rozmowie nie powiedziała…

Ślub się odbył. Michał przeprowadził się do Olgi: miała trzypokojowe mieszkanie, które odziedziczyła po rodzicach.

Nina Petrowna od razu postanowiła: nigdy tam nie pójdzie! I w ogóle: nie będzie się kontaktować z synową i jej dziećmi! Jeśli Michał będzie chciał ją zobaczyć, niech sam przychodzi. Do rodzinnego domu… Tak powiedziała synowi…

Michał przyjął to spokojnie:

– Mamo, nikt cię nie zmusza do kochania mojej żony. Wystarczyłoby proste, ludzkie relacje. Ale jeśli nie chcesz żyć w zgodzie z moją rodziną – to twoje prawo. Mam nadzieję, że nigdy tego nie pożałujesz.

Pożałowała…

Już rok później, kiedy Olga i Michał mieli bliźniaki…

Bardzo chciała Nina Petrowna zobaczyć wnuki, wziąć je na ręce, ale duma nie pozwalała…

To co, miałaby się ukorzyć? Przed tą? Nigdy!

Kiedy Michał poprosił matkę o pomoc w opiece nad dziećmi, ucieszyła się i prawie się zgodziła.

Ale w porę się opamiętała:

– Co? Twoja żona nie radzi sobie? Przecież ma doświadczenie, jest wielodzietna!

Michał spojrzał na nią… I metalicznym tonem odpowiedział:

– Damy sobie radę. Niczego od ciebie nie potrzebujemy.

I odszedł…

Na pół roku…

O planowanym chrzcie dzieci matka dowiedziała się od krewnych. Ich zaproszono, jej – nie.

Przyszła sama…

Po raz pierwszy zobaczyła starszego syna Olgi i wewnętrznie osłupiała: „Jak on podobny do małego Michała! Czy to możliwe? A może…”

Potem spojrzała na bliźniaki… Chłopiec i dziewczynka… Serce ścisnęło się od nagłego uczucia miłości i wzruszenia… Łzy płynęły same…

Widząc matkę, Michał podszedł, objął ją:

– Tak się cieszę, mamo…

– I ja się cieszę, synku…

Podeszła Olga. Przywitała się. Prosto, przyjaźnie.

W oczach – żadnej urazy…

I tak się zrobiło Ninie Petrownej wstyd za swoje zachowanie. I czemu tak się na dzieci uwzięła? Przecież się kochają… To wspaniałe! Jakie wnuki jej podarowali… A ten chłopiec… Coś tu nie gra…

– Jak masz na imię? – zapytała go…

Chłopiec spojrzał na nią swoimi znajomymi, ukochanymi oczami.

– Michałek…

Matka zrozumiała wszystko.

– To twój syn? – cicho zapytała starszego Michała.

– Mój – odpowiedział. – Potem ci wszystko wyjaśnię…

Już przy stole, gdy chrzciny dobiegły końca, goście się rozeszli, a Olga poszła ułożyć dzieci, Michał opowiedział:

– Z Olgą znamy się od dawna. Spotykaliśmy się na pierwszym roku studiów. Potem ona rzuciła naukę, wyjechała… Nawet nie próbowałem jej szukać… Byłem młody, głupi. Myślałem: no i dobrze, zapomnę ją i po sprawie. Nie mogłem. We wszystkich dziewczynach widziałem ją… Aż nagle się pojawiła. Kiedy zobaczyłem syna, od razu zrozumiałem. Mój! Olga nie od razu, ale przyznała: tak, twój. Dowiedziała się wtedy, że jest w ciąży, wyjechała. Nie chciała, żebym czuł się zmuszony do ślubu. Postanowiła sama wychować syna.

A potem zachorowała jej starsza siostra. Siostrzenica została sierotą… I Olga przejęła opiekę nad nią. Ot tak, mamo… Już adoptowałem oboje: i mojego biologicznego syna, i jego kuzynkę. Teraz są moimi dziećmi. I twoimi wnukami… Jeśli oczywiście chcesz…

– Chcę, synku – rozpłakała się Nina Petrowna. – Bardzo chcę…

W tym momencie do pokoju weszła Olga. Zrozumiała wszystko… Stała cicho, nie wiedząc, jak się zachować…

– Przepraszam – tylko tyle zdołała powiedzieć teraz już prawdziwa teściowa

i babcia…