Przyszły zięć mi nie odpowiada. Nie chcę, żeby córka wychodziła za mąż
Mojej jedynej córce niedawno stuknęło 26 lat. Powiedziała, że wychodzi za mąż, a ja jestem przeciwna! Znają się trzy miesiące, a już chcą ślubu! To głupie, trzeba lepiej się poznać, tym bardziej, że wiek jeszcze młody!
Razem z mężem wychowywaliśmy ją, opłaciliśmy studia, nasza Magda otrzymała dyplom ukończenia wyższych studiów z wyróżnieniem. Tyle wysiłku kosztowało nas, żeby ją umieścić na dobrej posadzie w ważnej instytucji miejskiej. A kto jest jej narzeczonym? Zwykły kurier, dostarcza jedzenie rowerem po mieście! On nie jest odpowiedni dla naszej córki! Czy w wieku 27 lat nie mógł znaleźć lepszej pracy? To tylko dorywcza praca, a nie stałe zatrudnienie. A przecież mężczyzna, przyszły głowa rodziny, przyszedł na gotowe do swojej narzeczonej.
Magda ma swoje mieszkanie, przez tyle lat razem z jej ojcem odkładaliśmy pieniądze, żeby miała swoje własne lokum. Często rezygnowaliśmy z wyjazdów nad morze, rzadko kogo zapraszaliśmy, sami też nie chodziliśmy w gości. Każdą złotówkę odkładaliśmy. Nie chcę przychodzić do niej w gości i widzieć tego chłopaka, który zmęczony leży na kanapie. Oczywiście, przeprowadzić się z akademika do przestronnego, dwupokojowego mieszkania po remoncie to dla niego szczęście. Żadnych zmartwień: nie musi spłacać kredytu za metry kwadratowe, nie musi płacić czynszu, same plusy! Mieszkanie narzeczonej ma wszystkie wygody. Niedawno Magda powiedziała mi, że on jest gotów płacić rachunki za media na pół. Serio? Na pół?
Kilka lat temu mąż przekazał córce swoje auto. Nie nowe, ale nadal dobry samochód. Nasz przyszły zięć zapisał się do szkoły jazdy, żeby wozić Magdę do pracy. Czyli wcześniej nie chciał opłacić swojej nauki i zdobyć prawa jazdy, bo nie miał samochodu, a teraz – proszę bardzo! Zmęczył się jeżdżeniem rowerem po mieście, teraz chce auto. Kto odmówi narzeczonej z takim posagiem? Pensja przyszłej żony jest wielokrotnie wyższa od jego, może wydawać swoje zarobione grosze na siebie, a ona go wszystkim zapewni.
Nie mogę powiedzieć nic złego o pierścionku zaręczynowym, naprawdę piękny, drogi. Ale, oświadczył się na luksusowym kurorcie, a przecież wycieczkę kupiła nasza córka! On po prostu skorzystał z okazji. Ponieważ młody człowiek oszczędzał na pierścionek, ona się rozczuliła, uwierzyła mu.
Z mojej perspektywy widzę to lepiej. Narzeczony mi się nie podoba, zakazuję córce wychodzić za niego. Jeszcze za wcześnie, jakie to jej lata. Kocha? Niech pomieszkają razem rok-dwa bez ślubu, a potem zobaczymy, co dalej robić.
