Pół życia spędziłam na zarobkowych wyjazdach, aby dzieci miały wszystko i niczego im nie brakowało, a im wciąż mało
Wyszłam za mąż i urodziłam dwoje dzieci. Jednak nie mogliśmy z mężem zapewnić im odpowiedniego bytu i kupić dla nich mieszkań. Wtedy postanowiliśmy, że wyjadę do pracy za granicę.
Zastanawialiśmy się i wybraliśmy Wielką Brytanię. Przez wiele lat pracowałam w tym kraju, w domu opieki dla osób starszych.
Szczerze mówiąc, była to bardzo trudna praca. Pracowało mi się bardzo ciężko. Tęskniłam za dziećmi, za bliskimi i za moim rodzinnym miastem. Ale bardzo chciałam, żeby moje dzieci miały własne mieszkania. Dlatego pracowałam na granicy wytrzymałości.
Pracowałam przez wiele lat. Udało mi się kupić dzieciom dobre mieszkania, ale potem zaczęło mnie zawodzić zdrowie.
Postanowiłam pracować jeszcze rok, zarobić pieniądze na remont w moim mieszkaniu, a potem wrócić do domu. I tak zrobiłam.
Kiedy wróciłam do domu, byłam bardzo szczęśliwa. Zaczęłam remontować swoje mieszkanie, a potem zaprosiłam do siebie córkę i syna.
Byłam tak zadowolona, że ich wszystkich widzę, że mają własne mieszkania, że pracują. Przygotowałam porządny stół. Usiedliśmy, a potem córka powiedziała mi:
– Mamo, a może mogłabyś jeszcze na rok wrócić do Londynu i zarobić trochę więcej pieniędzy? Zdecydowałam się otworzyć własny salon piękności, rozumiesz?
Zbaraniałam z takiej bezczelności. Cały wieczór opowiadałam dzieciom, jak źle się czuję. Mówiłam, że już nie mogę pracować. A ich to zupełnie nie obchodzi. Im chodzi tylko o pieniądze!
Powiedziałam, że są już dorośli i niech liczą tylko na siebie. Córka bardzo się na mnie obraziła, syn też. Proponowałam im, żeby sami pojechali na zarobkowe wyjazdy, ale tylko się burzyli.
Jest mi tak przykro i smutno. Tyle lat ciężko pracowałam. Liczyłam, że dzieci będą mi za to wdzięczne, a im wciąż mało.
I teraz w ogóle nie chcą ze mną rozmawiać. To, że zniszczyłam swoje zdrowie, zarabiając dla nich na mieszkania i na edukację, już nikt nie pamięta. Nikt tego teraz nie docenia.
