Zaraz po ślubie moi rodzice oświadczyli mi: „Rozwiedź się, inaczej zostaniesz bez naszego wsparcia”. Wtedy prawie zrujnowali moje małżeństwo
Z moją żoną Martą pobraliśmy się, będąc jeszcze młodymi studentami. Moi rodzice mieli duże mieszkanie, a mama Marty miała bardzo małe. Zastanawialiśmy się, gdzie będziemy mieszkać, dopóki nie skończymy nauki. Zarówno mama Marty, jak i moi rodzice zapraszali nas do siebie. Jednak nalegałem, że powinniśmy zamieszkać z moimi rodzicami.
Trzymałem się zasady, że mąż przyprowadza narzeczoną i żonę do swojego domu, a nie odwrotnie. Zamieszkaliśmy z moimi rodzicami i bardzo szybko tego żałowaliśmy.
Widziałem, jak moja mama czepiała się Marty z byle powodu: „Źle prasujesz koszule. Gotujesz bez serca, zupełnie niesmacznie (chociaż mi smakowało). Marnujesz dużo wody. Zbyt długo nie gasisz światła”. I tak cały czas.
Mama często mówiła mojej żonie, że jest nieudolną gospodynią. Marta znosiła to w milczeniu. Zacząłem prosić moją matkę, by nie ingerowała w nasze sprawy, powiedziałem jej, że moja żona mi odpowiada we wszystkim i to nie jej sprawa, jaka jest gospodynią.
Poprosiłem ojca, by porozmawiał z matką, ale on powiedział, że w tym domu to matka jest gospodynią i powinniśmy się liczyć z jej zdaniem. Marta płakała wieczorami na moim ramieniu, a ja starałem się ją uspokoić i prosiłem o cierpliwość. Ale wytrzymać było już niemożliwe i Marta zaproponowała mi, byśmy przeprowadzili się do jej matki. Obiecałem, że to przemyślę. Jednak moi rodzice postawili mi ultimatum:
„Albo się rozwiedziesz, albo jeśli przeprowadzisz się do matki swojej żony, możesz od razu o nas zapomnieć! Pomyśl, inaczej zostaniesz bez naszego wsparcia. Potrzebujesz innej żony, a nie tej, która zupełnie nie szanuje twoich rodziców”.
Słowa moich rodziców od razu mnie przekonały, że musimy się od nich wyprowadzić, i to jak najszybciej. Zasugerowałem Marcie, żebyśmy wynajęli mieszkanie i żyli osobno od wszystkich. Nie było żadnej gwarancji, że w mieszkaniu jej matki nie powtórzy się to, co w moim rodzinnym domu. Zgodziła się ze mną. Ale aby wynająć mieszkanie, musiałem na jakiś czas przerwać studia, żeby znaleźć pracę. Postanowione, więc zrobione.
Przeniosłem się na studia zaoczne i mogłem łączyć naukę z pracą, jednocześnie zdobywając doświadczenie. Znalazłem pracę, i to nie jedną. Ten rok był dla nas bardzo trudny. Ale potem zrobiło się łatwiej, kiedy Marta uzyskała dyplom i również zaczęła pracować. Z czasem podnieśliśmy się i zaczęliśmy dobrze zarabiać.
Kupiliśmy mieszkanie i teraz chcemy pomyśleć o dzieciach. Przez cały ten czas moi rodzice ani razu o mnie nie wspomnieli. Oczywiście, było mi bardzo przykro, ale mam nadzieję, że kiedy zobaczą wnuki, zmienią swoje zdanie o nas. A Marta zawsze mi mówi, że jestem jej podporą i nadzieją, że jej nie zostawiłem, a nawet sprzeciwiłem się rodzicom. W naszej rodzinie jesteśmy jeden dla drugiego. I nigdy nie będę żałować, że tak postąpiłem.
My z moją żoną jesteśmy podporą jeden dla drugiego. Wiem, że gdyby sytuacja była odwrotna, moja żona postąpiłaby tak samo, poszłaby ze mną w nieznane, nie zważając na zdanie swoich rodziców. Ale żyjemy, i nie jesteśmy nikomu nic winni. Wszystko, co mamy, jest zarobione przez nas.
