Nadmierna opieka i miłość są normą dla dzieci, ale nie dla dorosłych
Nie mogę powiedzieć nic złego o moim dzieciństwie. Było całkiem szczęśliwe. Nasza rodzina była dobrze sytuowana, ponieważ ojciec zajmował kierownicze stanowisko.
Mama specjalnie zrezygnowała z pracy, żeby poświęcić mi maksimum uwagi. Otoczyła mnie swoją miłością i opieką. Miałem wszystko, czego tylko zapragnąłem i niczego mi nie brakowało.
Ale potem przyszedł czas przebudzenia.
Kiedy byłem mały, nadmierna opieka i miłość mnie nie drażniły. Miałem najlepsze zabawki, tata przywoził markowe rzeczy, a każde lato spędzaliśmy nad morzem. Rodzice starali się, żebym był szczęśliwy. Jednak nasze pojęcia szczęścia były zupełnie inne.
Nie znałem słowa „nie”. Czasem nawet nie zdążyłem czegoś zapragnąć, a już to miałem. Rodzice przyjęli rolę czarodziejów.
Nie brakowało mi również uwagi rodzicielskiej. Mama zawsze była obok. Tata też po pracy spędzał ze mną czas.
Jednak zacząłem zauważać, że nadmierna opieka rodziców mi przeszkadza. Nawet na szkolną wycieczkę mama nie chciała mnie puścić samego. Wszędzie rozdawała polecenia i krytykowała nauczycieli, którzy, jej zdaniem, nie radzili sobie wystarczająco dobrze.
Pewnego dnia zostałem zaproszony do szkolnej drużyny hokejowej. Trener wybrał właśnie mnie, więc byłem bardzo dumny.
Jednak mama poszła do dyrektora i ze łzami w oczach prosiła, żeby mnie wykluczyli. Twierdziła, że mam problemy zdrowotne i że to ona powinna decydować o takich sprawach, a nie dziecko.
W rzeczywistości bardzo rzadko chorowałem i byłem w dobrej formie fizycznej. Ale kiedy tylko kichałem lub kaszlałem, mama wpadała w panikę i biegła do apteki. Rodzice sprowadzali różnych profesorów, żeby dowiedzieć się, co mi dolega.
I w końcu dorosłem.
Po ukończeniu szkoły mogłem spełnić swoje marzenie. Zostałem studentem Akademii Lotniczej. Rodzice o tym nie wiedzieli, bo byliby przeciwni.
Wiedziałem, że ta wiadomość ich nie ucieszy.
Mama prawie zemdlała, kiedy się o tym dowiedziała. Ojciec pobiegł do apteki po leki, żeby ją uspokoić. W domu panowała totalna panika.
Mama powiedziała, że zmarnowała swoje życie, a ja wyrosłem na niewdzięcznika. Twierdziła, że włożyli w mnie tyle serca, a ja nie spełniłem ich oczekiwań. Nie po to mnie wychowywali, żebym rozbił się w samolocie. Co za bzdura?
Kiedy próbowałem coś powiedzieć, mama znów zaczynała płakać. Ale chciałem sam wybrać swoją drogę.
Rodzice wszystkim opowiadali, jaki jestem niewdzięczny. Narzekali, że zmarnowałem im życie.
Żeby uniknąć konfliktów z rodzicami, poszedłem na prawo. Musiałem zrezygnować ze swojego marzenia.
Minęło wiele lat. Ojciec zmarł, a ja wciąż mieszkam z mamą. Zmusiła mnie, żebym poślubił kobietę, której nie kocham. Ojciec za życia załatwił mi znienawidzoną pracę. Z dziewczyną, którą uważałem za miłość swojego życia, musiałem się rozstać, bo mama uznała, że do mnie nie pasuje. Zrobiła wszystko, żebyśmy nie byli razem.
Teraz mama jest szczęśliwa. Opowiada sąsiadom, jak to pojechała do sanatorium, na które wysłał ją ukochany syn. Mówi, że jestem jej dumą i jedyną podporą w życiu.
A ja rozumiem, że nie żyję swoim życiem. Robię wszystko tylko po to, żeby zadowolić matkę. Moje życie przelatuje mi przed oczami.
Chciałbym, żeby rodzice nie popełniali takich błędów. Pomyślcie o dzieciach i ich przyszłości. Swoimi rękami niszczycie ich losy. Rodzice myślą, że robią wszystko dla dobra dziecka, a tak naprawdę stają się jego największymi wrogami.
I co z tego wynika?
Trzeba się zatrzymać. Należy dawać dzieciom wolność i prawo wyboru. Muszą nauczyć się samodzielnie podejmować decyzje, żeby potem żyć własnym życiem, a nie zadowalać rodziców. Wtedy wszyscy będą szczęśliwi.
