Kilka dni temu przeszłam na emeryturę i jeszcze sama nie zdecydowałam, czym się będę zajmować. A moje córki, jak się okazało, już coś wymyśliły. Obie są mężatkami, mam dwóch bardzo dobrych zięciów, więc jestem szczęśliwa. Wszyscy wsiedliśmy do samochodu starszego zięcia, bo jest duży, i pojechaliśmy, bo dzieci powiedziały, że mają dla mnie niespodziankę
– Mamo, zbieraj się, mamy dla ciebie niespodziankę! – oznajmiły mi radośnie moje dwie córki, które przyjechały w sobotni poranek.
Kilka dni temu przeszłam na emeryturę i jeszcze sama nie zdecydowałam, czym się będę zajmować. A moje córki, jak się okazało, już coś wymyśliły.
Obie są mężatkami, mam dwóch bardzo dobrych zięciów, więc jestem szczęśliwa. Wszyscy wsiedliśmy do samochodu starszego zięcia, bo jest duży, i pojechaliśmy.
– Jaka to niespodzianka? – pytam, bo jestem ciekawa. A one milczą i tylko uśmiechają się do siebie.
– Mamusiu, spodoba ci się – mówią.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Była to mała wiejska miejscowość, około 15 kilometrów od miasta. Weszliśmy na podwórko, zobaczyłam mały, ale bardzo ładny domek, a obok ogród. Taka piękność, że nie da się opisać słowami.
– Podoba ci się tutaj? – pytają mnie.
– Bardzo – mówię.
– To jest nasza niespodzianka, teraz to twoje – mówią moje córki i obejmują mnie.
Okazało się, że postanowiły obie zrzucić się na ten prezent, na moją emeryturę, jako wyraz wdzięczności za to, że sama je wychowałam.
– Dzieci, to przecież ogromne pieniądze – mówię. – Dlaczego tak się wykosztowałyście?
– Miałyśmy możliwość i chciałyśmy zrobić ci przyjemność, wiemy, jak marzyłaś o własnym domu.
Zostałam sama z dwoma córkami, bo mąż odszedł do innej kobiety, która spełniła jego marzenie – urodziła mu syna. Uznał, że to powód, by zniszczyć nasze małżeństwo i zacząć życie od nowa. Nawet nie miał wątpliwości co do słuszności swojej decyzji.
Byliśmy małżeństwem przez 10 lat. Mieliśmy dwie dorastające córki. Nigdy nie myślałam, że tak to się skończy.
Wiedziałam, że mąż marzy o synu. Ale co mogłam zrobić? Nie byłam winna temu, że urodziły się nam córki. Najważniejsze, że dzieci były zdrowe, a czy to chłopiec, czy dziewczynka, to już nie miało znaczenia. Czyż nie?
Zauważyłam, że mąż nie kocha córek. Było to zbyt widoczne. Robił coś z nimi tylko sporadycznie. Potem mąż zaczął się spóźniać z pracy. Zaczęłam go podejrzewać, i słusznie – okazało się, że ma inną kobietę, która urodziła mu chłopca.
Mąż wrócił do domu w doskonałym nastroju i spokojnie oznajmił, że postanowił się rozwieść. Powiedział, że jego życie diametralnie się zmieniło – teraz ma syna. Chce poświęcić się właśnie jemu, więc nie może już z nami żyć i zajmować się wychowaniem córek.
W tamtym momencie straciłam mowę. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć, bo w jednej chwili wszystkie plany i marzenia legły w gruzach. Na dodatek oznajmił, żebym nie liczyła na jego pomoc i duże alimenty, bo musi myśleć o swojej nowej rodzinie.
Odszedł i ani o mnie, ani o naszych córkach nie pamiętał. Było mi przykro z powodu dzieci, które stały się niepotrzebne swojemu ojcu, ale co mogłam zrobić? Postanowiłam, że skoro moje córki nie miały szczęścia z ojcem, to ja będę dla nich najlepszą matką.
Tak, musiałam dużo pracować, żeby zapewnić dzieciom wszystko, co potrzebne, ale były mąż płacił tylko minimalne alimenty, więc rozumiałam, że oprócz mnie nie mają nikogo.
Dwie córki dobrze radzą sobie w życiu i mają szczęście z mężami. Uważają, że to moja zasługa, i dlatego postanowiły mi w ten sposób podziękować.
Jestem przekonana, że najlepszą inwestycją są nasze dzieci, a szczęśliwa jest kobieta, która wychowała dobre dzieci.
