— Jak to zwolnisz się z pracy? Jak będziemy żyć, jeśli zostaniesz bez pracy? — powiedział mąż
Maria wróciła do domu w złym nastroju. Przeszła obok męża do kuchni i dopiła swój zimny poranny herbata. Jednym haustem opróżniła kubek.
— Czas na zmiany. Nie mogę tak dłużej. Muszę odejść — powiedziała głośno Marysia.
— Nie spiesz się — najpierw muszę znaleźć dobrą pracę. Wytrzymaj jeszcze trochę. Jak będziemy żyć, jeśli się zwolnisz — przekonywał Jan, próbując odwieść żonę od porzucenia pracy. Podobne myśli zbyt często ostatnio krążyły po głowie Marii.
Jan rozumiał, dlaczego Maria tak bardzo chce odejść z pracy. Miała naprawdę złego szefa, który sprawiał wiele problemów. Aleksander, jej przełożony, nie znał się na procesach produkcyjnych, ale próbował zarządzać fabryką. Przez niego wszyscy starzy pracownicy odeszli. I Marysia też chciała odejść, ale mąż jej nie pozwalał. Gdyby się zwolniła, nie mogliby związać końca z końcem.
— Nie chodzi o pracę. Aleksander się uspokoił — znaleźli na niego sposób. Chcę się rozwieść. Chcę odejść od ciebie — nagle powiedziała Maria.
— Co masz na myśli? Maria, jak to? Jesteśmy już razem pięć lat!
— I przez te pięć lat ciągnę cię na swojej szyi. Nie mam już sił. Chcę żyć, a nie tylko istnieć.
Jan nie wiedział, jak się zachować. Próbował jakoś odpowiedzieć:
— Ale przecież nie siedzę bezczynnie, szukam pracy!
— I ile czasu już szukasz? Nic ci nie pasuje, bo jesteś artystą. Muzykiem!
Jan rzeczywiście był utalentowanym muzykiem. To dzięki jego umiejętnościom wokalnym poznali się z Marią. Gdy usłyszała jego głos w parku, nie mogła przejść obojętnie.
Śpiewał tak magicznie, że Maria jakby widziała to, o czym śpiewał. Kobieta całkowicie zanurzyła się w atmosferze i ocknęła się dopiero, gdy Jan zaczął z nią rozmawiać.
— Czy wszystko w porządku?
— Tak, wszystko świetnie. Masz piękny głos!
Od tego czasu zaczęli się spotykać. Maria lubiła spędzać czas w towarzystwie Jana, bo był bardzo interesującym i dobrym człowiekiem. Jednak na tych uczuciach nie można było zbudować rodziny. Ich romantyczne uczucie przerodziło się w małżeństwo, ale dobroć i naiwność męża zaczęły Marię irytować. Tak samo jak ciągły brak pieniędzy.
Na początku Maria nie miała nic przeciwko temu, by utrzymywać rodzinę. Prosiła męża, by zajmował się domem, podczas gdy ona będzie pracować. Ale nie! Jan udowadniał, że jest mężczyzną i powinien być żywicielem rodziny. Problem w tym, że nic mu nie odpowiadało. Nie chciał być hydraulikiem, tragarzem, robotnikiem.
Całe ich małżeństwo upłynęło na poszukiwaniach pracy przez Jana. Przez te pięć lat Maria zajmowała się utrzymaniem rodziny, a Jan żył na jej koszt. Oczywiście, nie pomagał też w domu, więc po powrocie z pracy Maria miała drugą zmianę.
Maria długo to znosiła. Ale dziś jej koleżanka zapytała:
— Marysia, opowiedz o swoim mężu. Jaki on jest?
Kobieta sama się nad tym zastanowiła: jaki jest Jan? Nie jest przystojny, nie jest żywicielem, i nie ma złotych rąk. Nic nie umie robić w domu, a do jedzenia jest bardzo wybredny. On jest naprawdę NIKIM! Muszę się rozwieść bez żalu!
Maria płakała i krzyczała na męża, że zmarnowała na niego swoje najlepsze lata. Żałowała, że uwierzyła temu pasożytowi i mu zaufała. Po wykrzyczeniu się, położyła się na poduszce i gorzko zapłakała. Było jej tak żal siebie, że nie mogła przestać płakać.
Tym razem postanowiła definitywnie zakończyć to wszystko. Ale piosenka z dnia ich poznania rozbrzmiewała w głowie Marii i odbierała jej determinację. Odrzuciła twarz od poduszki i spojrzała na Jana. Grał dla niej na gitarze.
— Marysia, a tobie naprawdę wszystko jedno, jaką będę miał pracę? — zapytał Jan, gdy skończył śpiewać ulubioną piosenkę żony „Moja kochana, leśne słonko”.
— Oczywiście, że nie!
— Mówiłaś, że na nocną zmianę szukają ludzi do waszej fabryki… Może pójdę?
— Idź! Zwłaszcza że Aleksander się uspokoił.
Rano Maria w doskonałym nastroju prowadziła męża do pracy. Cieszyła się tym. Pierwsza zmiana Jana poszła całkiem nieźle, ale potem dotarło do niego, że śpiewanie jest znacznie łatwiejsze niż praca fizyczna.
Zamiast wykonywać plan, Jan chodził po fabryce i śpiewał piosenki. Początkowo robotnicy się śmiali, ale potem zaczęło im się to nie podobać, bo musieli więcej pracować. Nawet najspokojniejszych irytował leniwy Jan.
— Janie, do roboty, samymi piosenkami się nie najesz. Praca stoi, kto będzie wykonywał plan? — zawołał brygadzista.
Na krzyk przyszedł Aleksander. Robotnicy zaczęli się skarżyć na nowego, który tylko śpiewa. Jan zaczął się tłumaczyć:
— Próbowałem tylko rozładować atmosferę. Nudno pracować w ciszy!
— Dość tego! Albo pracujesz, albo cię zwalniam!
Jan wziął się do pracy. Po zmianie wrócił do domu zły i zdenerwowany.
— Co się stało? — zapytała żona.
— Szef narzeka, brygadzista nudny… Nawet nie pozwalają śpiewać! Zwolnię się jutro, to nie dla mnie.
— Jak to? Pracowałeś tylko jeden dzień! Janie, czy będziesz tak skakał z pracy do pracy?
— Tobie chodzi tylko o pieniądze. Nie chcesz mnie zrozumieć! Śpiewam dla nich, a oni krzyczą, że jestem leniwy!
— Nie zatrudniałeś się jako śpiewak, żeby śpiewać. Ja też nie czerpię przyjemności z pracy, ale milczę. Chcę malować. Ale jeśli będę to robić w godzinach pracy, to mnie zwolnią tego samego dnia. Muszę harować w tej cholernej fabryce przez ciebie! Już dłużej tego nie zniosę! Żegnaj, Janie!
Kilka miesięcy później oficjalnie się rozwiedli. Od tego czasu Maria i Jan się nie widzieli. Wspólni znajomi opowiadali, że Jan nadal nie pracuje, ale poślubił inną kobietę. Nowa żona pracuje na budowie, żeby utrzymać twórczego męża.
Ciężka praca fizyczna odbiła się na zdrowiu i wyglądzie Marii, ale wie, że wszystko się unormuje. Najważniejsze, że w porę zdecydowała się odejść.
