— Twoim obowiązkiem jest zajmowanie się dziećmi i domem. A ty tego nie robisz — zarzucił mąż

Mój urlop macierzyński trwał już piąty rok. Starszy miał już 4 lata, a młodsza rok. Przez długi czas nie mogliśmy mieć dzieci z powodu problemów zdrowotnych męża. Po leczeniu udało się i urodziłam syna. Po paru latach zaszłam w drugą ciążę. Mąż był zachwycony — pełna rodzina.

Oczywiście, nasze wydatki znacznie wzrosły. Mąż zaczął brać dodatkowe prace, żeby utrzymać rodzinę. Widziałam jego starania i zmęczenie, starałam się mu poświęcać czas i okazywać wsparcie. Sama zajmowałam się dziećmi i prowadziłam dom. Niektórzy uważają, że to nie praca i że tylko siedzę mu na karku. Ale każdy, kto był na urlopie macierzyńskim, wie, jakie to trudne.

Musiałam kłaść się późno i wstawać wcześnie, nocami karmić młodszą, a to z powodu ząbkowania, a to z powodu złego nastroju. Niczego nie mogłam zdążyć. Mąż na początku to rozumiał, nie narzekał, ale potem zaczęłam dostrzegać jego niezadowolenie z braku kolacji czy porządku. Zaczęły się kłótnie, awantury. Mąż wyrażał swoje niezadowolenie z powodu brudu, braku jedzenia, niewyprasowanego prania i braku uwagi.

— Co robiłaś cały dzień? — pytał.

To mnie złościło, ale cierpliwie tłumaczyłam, że dzieci są małe i zabierają całe wolne czasu, nie zawsze udaje mi się dokończyć pracę, nikt mi nigdy nie pomaga. Ale dla niego to nie były argumenty. Kiedy wracał z pracy, zaczynał się kłócić:

— Co będziemy jeść? — pytał Kamil.

— Nic nie ugotowałam, bo byłam z dziećmi u lekarza — odpowiedziałam. — Zamówiłam pizzę. Niedługo przywiozą.

— Znowu kupne jedzenie! — krzyknął. — Kiedy w końcu zjem normalne domowe potrawy?

— Przecież jutro jesteś w domu — powiedziałam spokojnie. — Pobędziesz z dziećmi, a ja będę miała czas posprzątać i ugotować coś smacznego.

— Chciałem jutro dłużej pospać. Jestem zmęczony po całym tygodniu. Potem idziemy z chłopakami do sauny — odpowiedział mąż.

To mnie oburzyło. Mógłby spędzić czas z rodziną, pomóc mi, a on planował iść z kolegami.

— Wiesz co, kochanie, tak nie może być! Musisz zostać i mi pomóc! Niczego nie nadążam!

— No jasne! — spierał się Kamil. — Codziennie pracuję na dwóch etatach, więc raz w tygodniu mogę odpocząć.

— A co ja tutaj robię według ciebie? — krzyknęłam. — Ty przynajmniej spokojnie śpisz w nocy, a ja mam co noc jakieś problemy! Chętnie bym się położyła i pospała!

— Twoim obowiązkiem jest prowadzenie domu i opieka nad dziećmi. A ty tego nie wykonujesz! — spierał się mąż.

Rozpłakałam się. Próbowałam postawić na swoim. Tak bardzo chciałam uciec od tego wszystkiego. Ale wiedziałam, że nie zostawię dzieci, bo bez mnie sobie nie poradzą.

— Rób, co chcesz — powiedziałam, trochę się uspokajając. — W ogóle, możesz się spakować i wyprowadzić. Mam dość życia z kimś, kto mnie nie rozumie i nie wspiera.

Starłam łzy i poszłam do pokoju dziecięcego. Od tego momentu staliśmy się dla siebie zupełnie obcy.