Synowa ustawiła na moim numerze melodyjkę z szczekaniem małego pieska i teraz dziwi się, czemu nie chcę jej pomagać
Do swojej synowej, Anny, Maria zawsze odnosiła się z miłością i szacunkiem. Pomagała im z dzieckiem, gdy Anna miała problemy po porodzie i leżała w szpitalu, a syn pracował i biegał do Anny do szpitala, a Maria zajmowała się nowo narodzonym wnukiem. Kiedy Anna znowu zaszła w ciążę, Maria postanowiła oddać im swoje dwupokojowe mieszkanie, które wynajmowała. Lokatorzy mieli się wyprowadzić za kilka tygodni, więc powiedziała dzieciom:
– Zróbcie remont i zamieszkajcie, skoro tak się sprawy mają, nie będę szukać nowych najemców! Nie będziecie przecież tułać się po wynajmowanych mieszkaniach z dwójką małych dzieci.
Pierwszy wnuk Marii wkrótce skończy dwa lata, a za cztery miesiące u syna i jego żony ma urodzić się drugie dziecko.
– Anna, moja synowa, to trudna osoba, ma ciężki charakter – wzdycha Maria. – Jest zarozumiała, kategoryczna, wybuchowa. Dopóki pomagam, wszystko jest w porządku, ale jeśli zrobię coś nie tak, jak ona chciała, od razu staję się wrogiem. Ale starałam się być mądrzejsza. Nie zwracałam uwagi, udawałam, że nie słyszę, nie widzę. I teraz myślę, że to był błąd, trzeba było od razu postawić synową na miejsce, może do tego by nie doszło.
Kilka tygodni temu Maria miała urodziny, przyszli goście – kilka koleżanek, przyjechał też syn z żoną i wnukiem, żeby złożyć życzenia. Maria upiekła mięso, kupiła tort, nakryła stół, wszyscy świetnie się bawili.
Syn z synową zaczęli się zbierać do domu, bo trzeba było położyć dziecko spać. Maria przygotowała dla nich kabaczki, kilka słoików dżemu, ogórki z działki. Syn z torbami poszedł do samochodu, a Anna została, żeby ubrać dziecko. Ubrali się, zbierali się do wyjścia, i wtedy Anna przypomniała sobie – nie ma telefonu.
– Przed chwilą był, leżał obok stołu, kiedy piliśmy herbatę. Może maluch gdzieś go schował?
– Poczekaj! Zadzwonię do ciebie i znajdziemy! – powiedziała Maria, sięgając po swój telefon.
– O nie, nie trzeba! Zaraz Michał przyjdzie i zadzwoni! – nagle zaczęła mówić Anna. – Sama poszukam, jest gdzieś tutaj, nie trzeba dzwonić.
Ale Maria już wybrała numer… i prawie upuściła telefon, kiedy nagle usłyszała spod poduszek na kanapie irytujące szczekanie małego pieska.
– Wyobrażasz sobie? – mówi Maria, prawie płacząc. – To u niej na mój dzwonek taki dźwięk – szczekanie psa. I to nie zwykłe szczekanie, ale takie cienkie i wkurzające. Moje koleżanki siedziały, wszyscy to słyszeli, wszystkim było niezręcznie. Anna chwyciła swój telefon, wzięła dziecko i wyszła z mieszkania bez słowa – a ja miałam łzy w oczach. Za co na to zasłużyłam? Moje koleżanki zaczęły mnie pocieszać, ale czułam się tylko gorzej. Myślałam – syn musiał o tym wiedzieć, dzwoniłam do niej setki razy, kiedy był obok. Pewnie słyszał to szczekanie. Pewnie razem się z tego śmiali.
Maria poważnie się obraziła.
– Następnego dnia dzwoni do mnie syn, jakby nic się nie stało! – opowiada. – Kupił jakieś materiały do remontu mieszkania. Pyta, czy może je od razu zawieźć do mieszkania. A ja mu mówię – wiesz co, kochany synu, zmieniłam zdanie. Podziękuj swojej żonie. Powiedziała ci, co się stało na końcu imprezy? Nie? To ją zapytaj.
Syn teraz nieustannie dzwoni do Marii, ale zamiast przeprosin słyszy tylko wyrzuty.
– Liczyliśmy na ciebie, a ty! Kupiłem materiały do remontu! Powiedzieliśmy właścicielowi, że się wyprowadzamy! Sama obiecałaś, tak się nie robi. Czy ty rozumiesz, w jakiej sytuacji nas teraz stawiasz?
A Anna milczy, jakby wody w usta nabrała. Rozumiem wszystko, ale po tym, co się stało, nie chcę iść na rękę. Może obraziłam się z głupoty? W końcu zdecydowali się na drugie dziecko, licząc na to, że będą mieli mieszkanie. Ale za takie zachowanie, trzeba postawić rozpuszczone dzieci na miejsce. A Anna nie czuje, że zrobiła coś złego. Nawet się nie przeprosiła. Jeszcze mają czelność mnie o coś oskarżać.
