— Czy mój mąż mnie zdradza? — Ania schowała się w szafie i wstrzymała oddech
Tego dnia Ania w żadnym wypadku nie mogła być w domu w porze obiadu, ale przypadkowy zbieg okoliczności sprawił, że nieoczekiwanie wróciła.
— Karolina, co ty zrobiłaś! — Ania spojrzała gniewnie na koleżankę z pracy, która przypadkowo rozlała na nią kawę.
— Jak ja teraz wieczorem pójdę na wystawę z szefem? Jestem cała brudna. Prasowałam te spodnie przez godzinę! Jak mogłaś! — Ania z przekleństwem spojrzała na swoje piękne białe spodnie z idealnymi kantami.
— Aniu, przepraszam, to było przypadkiem. Opłacę ci czyszczenie. Filiżanka była gorętsza, niż myślałam… Niewłaściwie ją chwyciłam i wyślizgnęła mi się z rąk. — Karolina z zakłopotaniem wycierała kałużę na biurowej kuchni i zbierała kawałki filiżanki.
— Oczywiście, że zapłacisz. Numer karty znasz. Przelej co najmniej stówkę. — Burknęła Ania, patrząc na zegarek.
— Dobrze, mam jeszcze czas. Zdołam się przebrać. — Ania wybiegła z biura.
Wracając do domu, Ania przebrała się i już miała wychodzić. W drzwiach przypomniała sobie, że zapomniała telefonu na parapecie w sypialni obok deski do prasowania.
— Pięć metrów w butach się nie liczy. — Ania na obcasach i z torebką przeszła do sypialni. Nagle drzwi wejściowe się otworzyły i usłyszała głos męża.
— Wejdź, nie krępuj się. Moja żona jest w pracy, więc możesz się czuć jak u siebie.
— Czy mój mąż mnie zdradza? — Ania była w szoku po usłyszanych słowach. Była gotowa wyjść i zrobić awanturę, ale wewnętrzny głos podpowiedział jej, żeby schować się w szafie i obserwować, co się dzieje.
Ania chwyciła telefon i cicho weszła do szafy.
— Idę pod prysznic… — Ania usłyszała nieznajomy kobiecy głos.
— Dobrze, ja wtedy pojadę do pracy. Myślę, że sobie poradzisz. — Krzyknął mąż Ani, Marek, i wyszedł z domu.
— Mój mąż przyprowadził do domu jakąś kobietę. Ta kobieta myje się teraz w mojej łazience. A on wyszedł do pracy i nic mi nie powiedział. — Ania ścisnęła telefon i zaklęła.
— Kochanie, jak tam u ciebie? — Ania napisała mężowi wiadomość.
— Wszystko dobrze, jak u ciebie, słońce? — Prawie natychmiast przyszła odpowiedź.
Ania chciała coś jeszcze odpisać, ale nagle do sypialni weszła wysoka blondynka, która założyła szlafrok Ani.
— Gdzie ta kura trzyma suszarkę do włosów? Marek napisał, że w dolnej szufladzie. — Powiedziała na głos kobieta, otwierając szufladę.
— Co za staromodne majtki? — Blondynka podniosła eleganckim paznokciem bieliznę Ani i skrzywiła się.
— Jego żona nie ma w ogóle gustu. Nie zdziwiłabym się, gdyby była o dwadzieścia lat starsza od mojego Marka. — Blondynka pokręciła głową.
Ania, która z drugiego końca sypialni obserwowała nieznajomą przez małą szparę w szafie, już była gotowa rzucić się na blondynkę, ale wewnętrzny głos znowu ją powstrzymał.
— Posiedź jeszcze w szafie, Aniu. Przecież nie chce ci się pić ani do łazienki… Więc możesz jeszcze posiedzieć. Obserwuj, nasłuchuj, studiuj wroga…
Nieznajoma kobieta w sypialni Ani znalazła suszarkę i zaczęła suszyć swoje długie, kręcone włosy. Kobieta coś mruczała pod nosem.
— Tak, ma dobrą figurę… Ale ja też mam świetne ciało. Chodzę na siłownię cztery razy w tygodniu. Co mój mąż w niej znalazł? — Myślała Ania, siedząc w szafie.
Nieznajoma wzięła z półki ulubiony krem Ani i obficie posmarowała nim swoje ciało.
— Co za skandal! To jest krem do twarzy. Wystarczy odrobina. Ciekawe, z której strony jej lepiej przyłożyć, z lewej czy z prawej? — Intuicyjnie Ania zacisnęła pięść.
— Kochanie, co masz do jedzenia? Twoja żona umie gotować? — Blondynka wysuszyła włosy, założyła obcisłą sukienkę i zadzwoniła do Marka.
— Makaron z sosem pesto? Zrozumiałam. Zaraz sobie zrobię. Mogę wziąć wszystko, co chcę. Zrozumiałam cię! Uwielbiam cię, jesteś taki hojny! — Kręcąc biodrami, blondynka udała się do kuchni.
— Nie waż się brać mojego sosu pesto! — Z tyłu rozległ się ogłuszający krzyk.
Ignorując wewnętrzny głos, jak dzika Amazonka, Ania rzuciła się na blondynkę, która nie zdążyła nic zrozumieć. Scena przemocy była krótka i gwałtowna. Blondynka uderzyła głową o ścianę i natychmiast straciła przytomność.
— Chyba żyje… — Ania ostrożnie sprawdziła puls.
— Muszę ją stąd natychmiast zabrać… — Rodzice Ani byli na wakacjach za granicą, i kobieta nie wymyśliła nic lepszego, jak ukryć nieznajomą w garażu ojca. Na działce za miastem.
Ania założyła na głowę blondynki dużą letnią kapelusz i okulary. Trzymając nieznajomą pod ramieniem, ostrożnie wyszła na klatkę schodową.
— Ciężka jak kobyła. — Ania z trudem utrzymywała nieznajomą w pionie.
— Jeśli ktoś nas zobaczy, powiem, że się upiła. — Myślała Ania, zjeżdżając windą na podziemny parking.
Na szczęście Ani, nikt jej nie zauważył. Ania szybko wsadziła blondynkę do bagażnika i mocno związała taśmą.
— Mój sos pesto chciała zjeść. — Ania uśmiechnęła się i zakleiła nieznajomej usta. — Ciekawe, czym teraz będziesz jadła?
— Gdzie jesteś? Wystawa za godzinę? — Po drodze na działkę Ania odebrała telefon od szefa.
— Panie Andrzeju, miałam wypadek. Jechałam do pana. Poproś kogoś innego, żeby pojechał zamiast mnie. Przepraszam, nie mogę teraz rozmawiać. — Szybko powiedziała Ania i odłożyła słuchawkę.
Ania przyjechała na działkę ojca i ostrożnie przeniosła blondynkę do garażu. Blondynka już się obudziła i wytrzeszczyła oczy, krzycząc przez taśmę.
— Jeśli będziesz się rzucać, tu cię załatwię. — Ania spojrzała na kobietę ze złością. — Mojego faceta chcesz mi zabrać? No to zobaczysz, gdzie raki zimują!
— Siedź tu cicho w garażu, dopóki nie zdecyduję, co z tobą zrobić. Do rana bez wody nie umrzesz. — Ania posadziła związaną blondynkę na krzesło. Mocno przymocowała ją taśmą do krzesła i zamknęła ciężkie stalowe
drzwi na wszystkie zamki.
Otarłszy pot z czoła, Ania spokojnie wsiadła za kierownicę i wróciła do mieszkania. Działka rodziców była niedaleko od Warszawy, więc Ania zdążyła przed korkami. Wróciwszy do mieszkania, przygotowała mężowi kolację. Założyła najpiękniejszą sukienkę i czekała.
Po pół godzinie z pracy wrócił zmęczony mąż. Marek przytulił żonę i usiadł do stołu.
— Marku, jak minął twój dzień? Co nowego? — Jak gdyby nigdy nic, zapytała Ania. Kobieta nie mogła się doczekać, by powiedzieć mężowi wszystko, co myśli, ale postanowiła poczekać na odpowiedni moment.
— Dzień jak dzień… Wszystko dobrze… Tylko jedna osoba miała do mnie zadzwonić, ale nie mogę się z nią skontaktować… — Marek wyjął telefon i sprawdził, czy nie ma nieodebranych połączeń.
— Kto to, Marku? Coś poważnego? — Ania nałożyła mężowi kolejną porcję kaszy gryczanej z sosem.
Wracając do domu, Ania postanowiła sama zjeść makaron z sosem pesto, a na kolację przygotować mężowi coś innego. Po powrocie z działki miała wilczy apetyt.
— Dziękuję, kochanie. Jak zwykle pyszne. — Marek z zadowoleniem jadł.
— Jedz, jedz. Gryka jest zdrowa, zawiera dużo żelaza. Przygotowałam to z miłością, od serca. — Ania pogłaskała męża po włosach i stanęła za jego plecami.
— Marku, co byś zrobił, gdyby pojawił się u mnie inny mężczyzna? — Nagle zapytała Ania.
— Jesteśmy razem od roku. Jestem twoją żoną. Szanuję cię, cenię, jestem wierna…
— Ale gdyby mi się znudziło i znalazłabym kogoś innego… Co byś zrobił? — Ania zamilkła, czekając na odpowiedź.
— Nie wiem, Aniu, pewnie bym was zabił… Albo przynajmniej jemu dał w kość… I od razu bym się rozwiódł… Nie potrzebuję niewiernej żony… Nie toleruję takich rzeczy… — Marek odpowiedział, nie odrywając się od gryki.
— Sam nie zdradzam i od swojej żony oczekuję uczciwości i wzajemności. — Marek kiwnął głową, obrócił się i spojrzał na żonę. — Dlaczego pytasz?
— Tak po prostu. — Ania uśmiechnęła się. — Jedz, jedz.
Marek kontynuował jedzenie.
— Dlaczego nie ma tego połączenia i wiadomości… — Marek automatycznie uderzył ręką w stół i znowu sięgnął po telefon.
— Marku, kim jest ta osoba… Kogo szukasz, kochanie? — Ania powtórzyła swoje pytanie.
— Moja młodsza siostra… Kasia. Opowiadałem ci o niej. Uczy się za granicą na wymianie. Przyjechała na tydzień pierwszy raz od roku. Pozwoliłem jej się u nas umyć i odpocząć… Miała potem pojechać do rodziców, ale zaginęła… — Marek westchnął i znowu spojrzał na telefon.
— Jaka siostra? — Zapytała Ania zdezorientowana. W tej chwili przez przypływy nienawiści i zazdrości zaczęła rozumieć, co się naprawdę stało.
— Mówiłem ci… Siedź w szafie, obserwuj, słuchaj… — W głowie Ani znów odezwał się wewnętrzny głos.
— Kiedy nauczysz się słuchać tego, co mówię? Teraz myśl, jak to wszystko rozwiązać. Nie pomogę ci. To twoje prywatne stajnie Augiasza, Aniu. Powodzenia, Herkulesie. — Wewnętrzny głos zaśmiał się i ucichł.
— Marku, muszę ci coś wyznać… — Zaczęła Ania z zakłopotaniem. — Nie miała pojęcia, jak to powiedzieć mężowi… Powiedzieć tak, żeby się nie obraził. Bo plan zemsty był podstępny i został już wprowadzony w życie.
— Ale najpierw musisz iść do toalety… — Podekscytowana powiedziała Ania.
— Dlaczego miałbym iść do toalety? Na razie nie chcę… — Marek nie zrozumiał pytania i zjadł ostatnią porcję gryki. Wziął kawałek chleba i zaczął zbierać nim resztki sosu.
— Marku… Otrułam grykę. Wlałam do niej całą butelkę środka przeczyszczającego. Przez przyprawy nie poczułeś. To najsilniejszy i najszybciej działający środek po lewatywie… Kupiłam najlepszy w aptece.
— Co ty zrobiłaś? — Marek wsunął do ust kawałek chleba z sosem. Odchylił się na krześle, założył ręce za głowę i zaśmiał się. — Aniu, wiem, że masz świetne poczucie humoru, ale takiej żartobliwości się nie spodziewałem.
— Marku, to nie żart. — Ania na wszelki wypadek odeszła na drugi koniec pokoju.
— Dzisiaj w południe wróciłam do domu. Koleżanka oblała mnie kawą… Widziałam w domu twoją siostrę… Pomyślałam, że to twoja kochanka i że masz romans… Postanowiłam się zemścić… — Z zakłopotaniem powiedziała Ania.
W tej chwili Marek znalazł się na rozdrożu… Czy wierzyć słowom żony, czy nie…
Marek zawsze jadł powoli. Wszystko dokładnie przeżuwał i czerpał przyjemność z każdej łyżki. Tak nauczyli go rodzice w dzieciństwie. Był smakoszem. Nawet grykę z sosem jadł tak długo, jak najwytworniejsze danie w restauracji.
Odkrywszy rozdroże myśli… Marek nie musiał długo myśleć… Potężne pragnienie toalety jak lawina rzuciło go do łazienki.
— Chyba nie zdążyliśmy… — Ania szepnęła z przerażeniem, zasłaniając usta dłonią.
— Marku, jak się czujesz? — Po kilku minutach Ania podeszła do łazienki.
Mężczyzna brzydko przeklął w odpowiedzi.
— Marku, ważne, żebyś zwymiotował. Musimy jeszcze jechać ratować twoją siostrę… — Krzyknęła Ania przez drzwi.
— Co zrobiłaś mojej siostrze? — Marek krzyknął z łazienki.
— Wszystko po kolei. Najpierw musisz oczyścić żołądek. Postawiłam ci tu butelkę z wodą. Musisz ją wypić, chwilę poczekać, a potem wsadzić dwa palce do gardła. — Ania z trudem wyobrażała sobie, jak wytłumaczy mężowi swoje dalsze działania. Bo to nie była cała zemsta…
A wyjaśnić musiała. Marek wyszedł z łazienki tak zły, jakiego Ania nigdy nie widziała.
— Zanim powiesz choć słowo, wiedz, że to twoja wina. — Wypaliła Ania. Wewnętrzny głos jednak zlitował się nad nią i podpowiedział jej, że najlepszą obroną… Jest atak.
— Nie powiedziałeś mi, że przyjedzie twoja siostra. Nie miałam pojęcia, że będzie w domu. Naprawdę myślałam, że to twoja kochanka. — Na wszelki wypadek Ania wzięła do ręki poduszkę ozdobną. Aby się ochronić, jeśli Marek zamierzał na nią rzucić się.
— Nie mogłaś zapytać? Jak w ogóle znalazłaś się z nią w domu w tym samym czasie? Była tu tylko godzin
ę… Nie powinniście się spotkać… Co to za rozlana kawa? Co z moją siostrą? — Po spotkaniu z porcelanowym tronem Marek z trudem dochodził do siebie.
— Jest żywa. Związałam ją i wywiozłam na działkę do garażu ojca. I to wszystko twoja wina, Marku. Gdybyś normalnie mi wszystko powiedział, nic by się nie stało. — Ania spojrzała na męża z wściekłością.
— Co zrobiłaś? Uderzyłaś moją siostrę? Co z nią? Szybko, jedziemy na działkę! — Marek chwycił klucze i wybiegł na klatkę schodową.
— Marku, jedźmy moim samochodem. — Cicho dodała Ania.
— Dlaczego? — Zapytał Marek z oburzeniem. — Twój samochód przyspiesza dwa razy wolniej… Będziemy dłużej jechać… Chcesz, żeby moja siostra była dłużej związana?
— Marku, wracając do miasta… Złożyłam na policję anonimowe doniesienie na twój samochód. Że niby przewozisz w nim nielegalne substancje w dużych ilościach. — Ania zamilkła na chwilę, a potem dodała…
— Dziś nie byłeś za kierownicą… Więc wrzuciłam ci do bagażnika pięć kilogramów mąki… I to nie w opakowaniach z napisem mąka… Tylko takich podejrzanych… Jak w filmach… — Ania jeszcze mocniej przycisnęła do piersi poduszkę ozdobną.
Marek krzyczał na całej klatce schodowej, dopóki potrzeba nie skierowała go z powrotem do łazienki. Trochę uspokojony, zszedł i wsiadł do samochodu żony.
Całą drogę Ania i Marek kłócili się i wyjaśniali sobie różne rzeczy.
Po przyjeździe na działkę Ania postanowiła pierwsza dotrzeć do siostry Marka. Dziewczyna wybiegła i rzuciła się do garażu.
— Kasiu, przepraszam cię. Nie wiedziałam, że jesteś siostrą mojego Marka. Zaraz zdejmę ci taśmę z ust, tylko obiecaj, że nie będziesz krzyczeć. Przysięgam, że to nie było celowe. Myślałam, że on ma z tobą romans. Proszę, obiecaj, że nie będziesz krzyczeć. Kiwaj, jeśli mnie rozumiesz.
Kasia skinęła głową, a Ania odkleiła taśmę.
— Nie będę krzyczeć? — Kasia wypluła taśmę i zaczęła łapczywie łapać powietrze.
— Wsadzę cię teraz do więzienia za porwanie. I za próbę zabicia mnie. Jesteś chora. Nie powinnaś być blisko mojego brata. — Kasia przeklęła nieprzyzwoicie.
— Kasiu, proszę, nie rób głupstw. Nie bądź brutalna. Nikt nie wiedział, że tak się stanie… — Marek pomógł Kasi się rozwiązać i mocno ją przytulił.
— Majtki mam staromodne… Ciekawe, jak wyglądają twoje… Sznurki dla mikrobów… — Warknęła Ania, gdy Kasia i Marek wyszli z garażu.
— Narzekasz jak stara baba. Co mój brat w tobie widzi… Jesteś chodzącym problemem… — Warknęła w odpowiedzi Kasia.
— Dziewczyny, dość. Lepiej się napijmy i pogodzimy. Aniu, jest w domu alkohol? — Marek spojrzał na żonę. — Proponuję, żebyśmy dziś tu zostali na noc.
— Ostrzegam, niczego w domu nie ruszać bez pytania… — Surowo powiedziała Ania, otwierając drzwi.
— Chcę grilla, zróbmy coś… Bo ja w zasadzie nie jadłem… Jestem głodny jak wilk. — Marek uśmiechnął się. — I bez urazów. Wszyscy są winni.
Po wypiciu kilku kieliszków i uspokojeniu się, Ania pierwsza zaprosiła siostrę brata do stołu pojednania.
— Żadnych urazów! — Ania podała rękę Kasi.
— Dobrze. Ale kupię ci normalne majtki. Jesteś żoną mojego brata. Czuję, że jesteś zbyt sztywna w sprawach łóżkowych. Nic, jestem tu przez tydzień… Pójdziemy na zakupy. A za to, co przeżyłam w garażu… Jesteś mi teraz winna przysługę. I za siniak też. Więc teraz masz dwa długi wobec mnie… — Kasia uścisnęła rękę Ani i na wszelki wypadek ponownie zaklęła na nieoczekiwane przygody.
Cała trójka usiadła przy ognisku pod rozgwieżdżonym nocnym niebem. Wielki, okrągły księżyc zawsze w ten sam sposób oświetla pasje i grzechy zarówno dobrych, jak i złych ludzi.
