— Naprawdę widziałam, co robisz w domu, gdy mnie nie ma. Zamontowałam ukrytą kamerę — oznajmiła Ania mężowi

— W delegację? — Ania zdziwiona i nerwowo obracała w rękach telefon, co było jej nawykiem od dzieciństwa, gdy była czymś zaniepokojona. — Nie rozumiem, przecież nigdy nie wysyłali cię służbowo do innych miast.

— Tak, ale teraz szef… — zaczął się jąkać Sławek, — rozumiesz, postanowił rozpocząć budowę naszych obiektów w Poznaniu. I żeby uzgodnić rozpoczęcie prac, muszę pojechać na miejsce. Sam nie chcę tego robić, to wszystko jest takie trudne. Ale co zrobić, muszę wytrzymać kilka tygodni.

— To jakiś absurd — tylko tyle mogła powiedzieć żona.

— Zgadzam się, ale na urlopie pojedziemy gdzieś razem odpocząć, a teraz jest jeszcze zimno. — Odpowiedział mąż. — I tak Irka jest w szkole, ty w pracy, więc czas szybko minie, nawet nie zauważysz.

— No dobrze — pokręciła głową Ania. — Powiedz, co spakować ci na drogę, żeby nie wydawać niepotrzebnie pieniędzy na zakupy. Tam pewnie teraz jest jeszcze zimniej niż u nas.

— Tak, włóż kilka ciepłych swetrów i wystarczy — odpowiedział mąż, wyglądając na zbyt beztroskiego. W ogóle nie martwił się, co zabrać do innego miasta.

Żona zauważyła, że takie zachowanie nie pasuje do pedantycznego męża, ale nie dała tego po sobie poznać ani nie zwróciła uwagi.

— Tato, gdzieś jedziesz? — Z łazienki wybiegła dziesięcioletnia córka z szczoteczką do zębów. Ewidentnie nie rozumiała, co się dzieje.

— Tak, jadę w delegację — Sławek skrzywił się, pokazując, że mu się to nie podoba — praca taka jest, zmuszają. Nie mogę przecież zwolnić się z powodu odmowy wyjazdu.

— Nie, oczywiście, tato — powiedziała Irena. — Dobrze, będziemy z mamą tęsknić i czekać na ciebie. Przyjedź jak najszybciej i przywieź mi coś ciekawego.

— Nie wiem, co przywieźć — zająknął się ojciec. — Poznań to zwyczajne miasto, nie ma tam żadnych szczególnych rzadkości. Lepiej zarobię więcej pieniędzy i przywiozę je tobie, a ty sama sobie wybierzesz prezent.

— Dobrze, umowa stoi — powiedziała córka i pobiegła dalej się przygotowywać. Wybierała się do koleżanki.

W poniedziałek Sławek wyjechał i zaczęła się zwykła robocza tygodniówka. Ania wróciła z pracy o ósmej wieczorem i zastała w kuchni oszołomioną córkę.

— Mamo, czy byłaś tutaj, gdy byłam w szkole? — zapytała. Dziewczynka wyraźnie była przestraszona.

— Nie, oczywiście, kto by mnie wypuścił z pracy? Dlaczego pytasz? — zdziwiła się Ania.

— Wiesz, tutaj dzieją się jakieś cuda. Przyszłam ze szkoły i zobaczyłam, że garnek z pilawem, który mi zostawiłaś, jest w połowie pusty. Myślałam, że zwolniłaś się z pracy i przyszłaś do domu zjeść. A w moim pokoju był silny wiatr, usłyszałam trzaskające okno. Przecież sama mnie uczyłaś, żeby nigdy nie zostawiać szeroko otwartych okien — opowiadała Irena.

— No tak, masz rację — powiedziała Ania, zamyślając się, ale potem przypomniała sobie, że nauczycielka w szkole narzekała na dziewczynkę. Mówiła, że ta dużo fantazjuje. Ania nie przywiązała szczególnej wagi do słów córki.

— Irka, może coś pomyliłaś — powiedziała matka, by nie urazić córki.

Irena bardzo się obraziła, nadęła usta.

— Znowu mi nie wierzysz? — oznajmiła matce. — Zawsze tak jest. Czyli chcesz powiedzieć, że to ja zjadłam pilaw rano, pół garnka, otworzyłam szeroko okno, chociaż mi nie pozwalasz, a potem zapomniałam, no dobrze.

Dziewczynka obrażona pobiegła odrabiać lekcje. Ania próbowała znaleźć wytłumaczenie dla tajemniczego wydarzenia, ale nic nie przychodziło jej do głowy. Postanowiła przypisać to wyobraźni córki. Tym bardziej, że niedawno przeczytała książkę o poltergeistach, pewnie wciąż była pod wrażeniem.

Jednak po kilku dniach sama Ania odkryła w mieszkaniu dziwne rzeczy. Kiedy przyszła do domu, zauważyła, że w łazience zniknęła połowa butelki żelu pod prysznic. Zawołała Irenę, by wszystko sprawdzić od razu.

— Obrażasz się na mnie? Ale jak mogłaś wylać na siebie pół butelki żelu? Czy specjalnie chciałaś zrobić mi na złość? — zapytała poważnie i z wyrzutem Ania. — Jeśli coś ci nie pasuje, lepiej porozmawiaj ze mną i powiedz szczerze.

Dziewczynka roześmiała się:

— Mamo, oczywiście, że jest mi przykro, że mi nie uwierzyłaś, ale nigdy nie używam twojego żelu. Nie lubię zapachu lotosu, a teraz też go nie używałam. Nie wierzyłaś mi, że w domu dzieją się dziwne rzeczy, możesz nie wierzyć i teraz, dopóki wszystko nam nie zniknie. — I z dumą dziewczynka wyszła z łazienki.

Ani przestało być do śmiechu, zaczęła się domyślać, że córka nie kłamie ani niczego nie zapomina. W domu rzeczywiście ktoś bywał. Ale kto? Mąż był w delegacji, młoda rodzina nie miała krewnych w mieście. Mieszkanie nigdy nie było wynajmowane, nikt nie mógł mieć kluczy. Chyba że… Ania odsunęła od siebie te myśli i poszła przygotować kolację. Nie mogło być tak, żeby jej mąż tylko udawał wyjazd służbowy, a w rzeczywistości przychodził do domu podczas jej i córki nieobecności. W takim razie, gdzie nocuje? I po co mu to wszystko?

Była północ, ale Ania nie mogła zasnąć. Postanowiła zadzwonić do męża, który codziennie o tej samej porze rozmawiał z nią i opowiadał, jak mu idzie w delegacji. Jednak w słuchawce ciągle słychać było jakieś zakłócenia, a kobieta nie mogła zrozumieć, co mąż mówi.

Rozumiejąc, że mąż może już spać i że może przesadza, kobieta wzięła telefon i zadzwoniła do męża. Wolała, żeby się zezłościł na nią, niż gdyby jej przypuszczenia okazały się prawdziwe. Po trzech sygnałach ktoś podniósł słuchawkę.

— Tak, kochanie, co się stało? Już spałem — słodkim głosem odpowiedział mąż. Dziwnie dobrze było go słychać.

— Nic takiego, po prostu tęskniłam — odpowiedziała Ania, rozczarowana, że może niepotrzebnie obudziła i podejrzewała ukochaną osobę.

— No dobrze, skoro zadzwoniłaś, opowiadaj, co u ciebie w pracy, co u Irki.

— Wszystko w porządku. Tylko, wiesz, nasza córka opowiada jakieś dziwne historie. — Odpowiedziała żona. — Chyba się naczytała tych książek, o których ci mówiłam. Twierdzi, że po domu same przesuwają się przedmioty, przemieszczają się z miejsca na miejsce, pojawiają i znikają.

Sławek roześmiał się:

— A

, to nastoletni wiek, to jej przejdzie. Nie bądź dla niej surowa. Pamiętasz, jak ci opowiadałem, że w dzieciństwie sam wzywałem Czarną Damę, wierzyłem w różne duchy i inne bzdury. Niedługo wrócę i gdzieś razem pojedziemy, Irka będzie miała nowe wrażenia i nie będzie musiała wymyślać takich rzeczy jak poltergeisty — uspokajał żonę mąż.

— No dobrze, przepraszam, że cię obudziłam. Tęsknię za tobą, całuję — odpowiedziała Ania i rozłączyła się.

Przekonała siebie, że to tylko puste obawy, nikt nie mógł przychodzić do domu podczas jej nieobecności. Następne trzy dni w mieszkaniu były spokojne, córka nie opowiadała żadnych dziwnych historii. Ania też nie zauważyła niczego niezwykłego.

— Na pewno to nastoletnie fantazje — powiedziała do siebie kobieta po raz kolejny.

Jednak po trzech dniach wydarzyło się coś, czego Ania nie potrafiła w żaden sposób wyjaśnić. Otóż perfumy, które kupiła kilka dni wcześniej, zniknęły, chociaż Ania dokładnie pamiętała, że zostawiła je na komodzie. Tym razem nie zamierzała przesłuchiwać córki w sprawie perfum. Postanowiła sprawdzić to w inny sposób.

Kobieta poszła do sklepu z elektroniką i poprosiła sprzedawcę, aby dobrał jej małą przenośną kamerę oraz przyjechał do niej do domu i zainstalował ją. Urządzenie było umieszczone wysoko i nie można było go zauważyć, nie wiedząc o jego istnieniu.

Po dobie Ania podłączyła kamerę do komputera i wyświetliła nagranie. To, co zobaczyła, przyprawiło ją o zawrót głowy. Nie mogła uwierzyć, wszystko wydawało się jej złą żartem. Kamera zarejestrowała, jak do mieszkania wszedł Sławek z nieznaną szczupłą dziewczyną o długich włosach.

Zaraz po wejściu do mieszkania, bez zbędnych rozmów i herbaty, mocno się przytulili, jak nie robią tego przyjaciele ani krewni. Dalszego nagrania Ania już nie oglądała, bo było jej bardzo nieprzyjemnie.

Następnego dnia Ania wzięła urlop i nie poszła do pracy. Ucieszyła się, że Irena jest w szkole i nie zobaczy tego wszystkiego. Kobieta zamknęła drzwi od środka i czekała. O jedenastej rano ktoś zaczął przekręcać klucz w zamku, ale wyraźnie nie mógł wejść do mieszkania.

Ania wyszła do korytarza i usłyszała za drzwiami zaniepokojone głosy, męski i kobiecy.

— Może twoja żona jest w domu — powiedziała jakaś dziewczyna.

— Nie, co ty? Po co miałaby przychodzić, ma surowego szefa, nawet na obiad dostaje tylko trzydzieści minut wolnego. Nie mogłaby dojechać z pracy do domu w tak krótkim czasie, znam ją. Jest bardzo odpowiedzialna, pewnie zamek się zaciął. Jak żona i córka wrócą dzisiaj do domu… jak to wszystko niewygodnie.

I wtedy Ania otworzyła drzwi i zobaczyła przed sobą dwie osoby z wyrazem twarzy, jakby właśnie złapano ich na gorącym uczynku. Zwłaszcza dziewczyna była zdezorientowana, nie wiedziała, czy uciekać, czy udawać, że jest panią tego domu.

Ania nie zamierzała rozmawiać z tą dziewczyną, było jej obrzydliwie na nią patrzeć. Rodzice od dzieciństwa wyjaśniali Ani, jak nazywają się takie dziewczyny i co sobą reprezentują. Wstręt nie pozwalał Ani zbliżyć się do niej na bliżej niż metr. Teraz takie samo uczucie miała wobec własnego męża.

— Kochanie — powiedziała Ania, starając się zachować spokój, zwracając się do kochanki męża i próbując się uśmiechnąć — bardzo cię rozczaruję, on jest wielkim sknerą. Ma pieniądze, dobrze zarabia, ale skąpił nawet na wynajęcie hotelu czy mieszkania na spotkania. A tak w ogóle, kochany, ciekawe, gdzie sam nocowałeś, udając, że jesteś w delegacji? Co, na dworcu? Nawet nie masz gdzie przyprowadzić dziewczyny? Dobra ta twoja praca. A może w ogóle cię zwolnili?

— Aniu, poczekaj, wszystko ci wyjaśnię — wyjąkał mąż, zupełnie nie zwracając uwagi na dziewczynę i próbując wymyślić wytłumaczenie przed żoną. Ale nic nie przychodziło mu do głowy. Sytuacja nie była odpowiednia do improwizacji.

— Widziałam, co robisz w domu, gdy mnie nie ma. Zamontowałam ukrytą kamerę — oznajmiła Ania mężowi.

— Będziesz się tłumaczył jej — spokojnie kontynuowała Ania. — Dobrze, że córka jest jeszcze w szkole i nie widzi tego wstydu. Wychodzę z mieszkania, nie chcę cię widzieć. Za dwie godziny wrócę, a jeśli cię tu zastanę, wezwę policję. Spakuj swoje rzeczy i wyjdź. Idź do niej, idź na dworzec, gdzie pewnie i tak spałeś.

— Gdzie mam iść? — zapytał Sławek.

— Nie mój problem — Ania rozłożyła ręce. — Bo to mieszkanie kupili mi rodzice. Nie masz do niego żadnych praw, właścicielką formalnie jest moja mama.

— Ale nie mam gdzie mieszkać — powiedział Sławek. — A co z Irenką?

— Kiedy przyprowadzałeś tutaj dziewczyny, nie interesowała cię ani ja, ani Irenka, ani mieszkanie. I teraz też cię nie zainteresuje. Uwierz, jestem bardzo poważna. Mogłabym wybaczyć jakieś drobne sprawy, ale to, co zrobiłeś… i jeszcze próbowałeś okłamać córkę. Mówiłeś, że to ona wymyśla różne bzdury, wiedząc dobrze, że rzeczy się przesuwają przez twoje eskapady. I swoją drogą, twoja ukochana ukradła moje perfumy. Natychmiast wyjdź, pakuj rzeczy — powtórzyła Ania stanowczym tonem.

— A co ze mną, Sławek? — zapytała dziewczyna, wciąż stojąca obok mieszkania.

— Idź do diabła! — krzyknął na nią Sławek, ale to pokazowe przedstawienie mu nie pomogło. Musiał zrobić to, co powiedziała żona.

Po dwóch godzinach rzeczywiście nie było go ani jego rzeczy w domu, co Ania sprawdziła na kamerach. Sławek musiał wyjechać na wieś do swojej matki.

Ania oficjalnie zakończyła z nim związek, ale pozwoliła córce utrzymywać kontakt z ojcem. Jednak Sławek przez cały rok nie zadzwonił do Irenki ani nie pamiętał o jej urodzinach. Prawdopodobnie wciąż się złościł, że żona zamontowała ukryte kamery w mieszkaniu.