Helena była wściekła, dowiedziawszy się, że młode małżeństwo przygarnęło kota. Uważała, że zwierzę miało zastąpić im dziecko, a ona marzyła o byciu babcią. Co zrobi zrozpaczona teściowa w takiej sytuacji?

– Kochanie, widziałaś moje skarpetki? – młody mężczyzna, przetrząsając całą półkę z ubraniami, głośno zapytał żonę.

– Myślisz, że noszę twoje skarpetki? Dlaczego zawsze mnie pytasz, gdzie są twoje rzeczy? – odpowiedziała zdziwiona kobieta, a potem cicho dodała: – Znajdziesz swoje skarpetki za trzy, dwa, jeden…

– O, znalazłem! Były na podłodze!

– Jak przewidywalne!

Lidia i Marek byli młodym małżeństwem. Pobrali się rok temu, ale przed ślubem mieszkali razem przez około dwa lata. Po ślubie postanowili mieć dziecko, ale przez 12 miesięcy im się nie udało.

Młodzi nie tracili nadziei. Dbali o swoje zdrowie i często chodzili do specjalistów. Na jednej z wizyt lekarz zasugerował, aby Lidia i Marek “odpuścili sobie”. Aby nie skupiać się na nieudanych próbach, lekarz polecił im przygarnąć jakieś miłe zwierzątko. Para pomyślała: dlaczego nie?

Tak więc w rodzinie Nowaków pojawił się kot Feliks. Bardzo go kochali i dobrze o niego dbali.

Rodzice Marka mieszkali na wsi. Mieli duży dom i ogromny ogród. Nowakowie często ich odwiedzali, a latem zostawali na kilka tygodni.

Helena, teściowa Lidii, zawsze cieszyła się z wizyt gości. Miała dobre relacje z synową, choć Lidia starała się trzymać dystans. Helena zbyt często narzucała swoje zdanie.

Kiedy Helena dowiedziała się, że młode małżeństwo przygarnęło kota, była wściekła. Po pierwsze, nie znosiła zwierząt. Nawet w dzieciństwie nie pozwalała Markowi przynosić żadnych zwierząt do domu. Po drugie, była przekonana, że kot miał zastąpić im dziecko. Helena od wielu lat marzyła o byciu babcią. Na jej słowa, dlaczego przygarnęli kota, młodzi tylko żartowali, mówiąc, że to ich syn. Helena wzięła to całkiem poważnie.

– Powinniśmy wyjechać wcześniej, teraz utkniemy w korku – martwiła się Lidia, siedząc w samochodzie przy wyjeździe z miasta. Para znów spakowała walizki i ruszyła do rodziców na kilka tygodni.

– Spokojnie, zaraz się rozluźni – odpowiedział Marek za kierownicą.

– Feliks, kici-kici – Lidia wyjęła kota z transportera i puściła go wolno po samochodzie. Po raz pierwszy wyjechali z domu z kotem. Nie mogli go zostawić samego w mieszkaniu na dwa tygodnie, więc postanowili zabrać “synka” ze sobą.

Kiedy Nowakowie dotarli do domu rodziców, była już południe. Marek zaparkował samochód na podwórku. Na powitanie wyszła uśmiechnięta teściowa:

– Wreszcie jesteście! Pewnie utknęliście w korku?

– Trochę – Marek objął matkę i ojca.

Lidia zatrzymała się w samochodzie, próbując złapać Feliksa i wsadzić go z powrotem do transportera.

– Co tam robisz, kochanie? – zapytała teściowa z uśmiechem. Ale kiedy Lidia wyszła z samochodu, twarz kobiety natychmiast się zmieniła.

– Przynieśliście kota? – widać było, że nastrój teściowej się pogorszył.

– Oczywiście. Nie zostawimy go samego w mieszkaniu na dwa tygodnie – Marek zaczął tłumaczyć. Wiedział, że jego matka nie lubi zwierząt, ale nie myślał, że to aż tak poważne.

– Zniszczy mi cały dom!

– Nie zniszczy. Jest mądry i dobrze wychowany. Chodzi tylko do kuwety. I zabraliśmy drapak – powiedziała Lidia.

Helena nie chciała robić awantury, bo była zadowolona z wizyty jedynego syna.

Wieczorem teściowa przydzieliła gościom dużą sypialnię na piętrze. Zostawiwszy młodych, zeszła na dół do kuchni. Sprzątając po kolacji, nagle poczuła, że coś dotknęło jej nogi. Ze strachu upuściła filiżankę i odskoczyła. Pod stołem bawił się Feliks.

– Ach, ty paskudny kocie – wymamrotała gospodyni i od razu wpadła na pomysł. Wzięła kota i cicho wystawiła go za drzwi. Na dworze zaczynało już się ściemniać, kobieta miała nadzieję, że kot zgubi się w nieznanym miejscu. Nie polubiła biednego zwierzęcia.

Rano Helena wstała wcześniej niż wszyscy. Wstawiła czajnik i zaczęła robić kanapki.

– Kici, kici, Feliks! – nagle usłyszała w korytarzu. – Mamo, widziałaś Feliksa? – zapytała z niepokojem synowa.

– Nie. Zaginął?

– Tak, wczoraj wypuściłam go z pokoju, a potem zasnęłam i zapomniałam wpuścić z powrotem.

– Nie martw się, znajdzie się.

Ale Lidia nie posłuchała rady teściowej i wyszła na podwórko szukać ukochanego kota. Helena stała przy oknie w kuchni, obserwując synową. Nagle dziewczyna krzyknęła:

– Feliks! Och, mój kochany! Jak się tu znalazłeś? – kot wyskoczył z krzaków porzeczek i zaczął ocierać się o ręce właścicielki.

– O, drań! Nie uciekł – mruknęła z niechęcią kobieta. W głowie zrodził jej się nowy plan, jak zmusić syna do pozbycia się uciążliwego zwierzęcia.

Po południu, gdy młodzi korzystali z uroków słońca na podwórku, Helena po cichu weszła do ich pokoju. Tam znalazła ulubione słuchawki syna. Marek był wielkim melomanem, mógł słuchać muzyki całymi dniami.

Niedawno chwalił się matce, że kupił drogie i bardzo fajne słuchawki. Helena postanowiła je zniszczyć i zwalić winę na Feliksa. Według jej planu Marek miał się bardzo zmartwić, zezłościć i wyrzucić szkodliwego kota.

Kobieta wzięła nożyczki i przecięła kabel słuchawek. Następnie obdarła końce tak, aby nie było widać prostego cięcia. I żeby nie było żadnych wątpliwości, że to kot zniszczył słuchawki, Helena zrobiła kilka wyraźnych śladów zębami na kablu. Miękki przewód łatwo poddał się jej zębom, tworząc wrażenie, że został przegryziony przez zwierzę.

Położywszy słuchawki na podłodze, gospodyni wyszła i zamknęła drzwi, zostawiając Feliksa w pokoju.

Kiedy młodzi wrócili z opalania, poszli na piętro wziąć prysznic. Helena siedziała na dole w salonie i uważnie nasłuchiwała.

– Feliks! No do cholery! Coś ty zrobił?! – usłyszała spodziewane przekleństwo Marka.

Więcej nie słyszała, tylko cichy głos synowej, którego nie mogła zrozumieć.

Po chwili młodzi zeszli na obiad.

– Co się tam działo? Dlaczego krzyczałeś, Marek?

– Feliks, do diabła, przegryzł moje słuchawki.

– Te drogie?

– Nie, te zostawiłem w domu. To były stare. Gdyby

przegryzł tamte, zabiłbym go – śmiejąc się, mężczyzna spojrzał na żonę, która też się lekko uśmiechała.

Helena, zawiedziona, że nie udało się obwinić kota, postanowiła sięgnąć po ostateczne środki.

Następnego dnia poprosiła młode małżeństwo, żeby pojechali do miasta po zakupy na weekend. Niczego nie podejrzewając, Marek i Lidia chętnie się zgodzili. I tak musieli wybrać się do sklepu – Feliksowi skończyła się karma.

Matka dała im listę zakupów i patrzyła, jak odjeżdżają. Potem Helena szybko wróciła do domu:

– Kici, kici, Feliks! – długo szukała kota. Pamiętając, jak wcześniej wystawiła go za drzwi, zwierzę starało się jej unikać.

Po długich poszukiwaniach wyciągnęła przestraszone zwierzę spod łóżka syna i mocno przycisnęła do piersi. Feliks próbował się uwolnić, ale nie miał szans. Helena okazała się silniejsza.

Wybiegła na podwórko, rozejrzała się. Ważne było, żeby nikt z sąsiadów nie widział, jak pozbywa się zwierzęcia. Oczywiście, Helena nie miała zamiaru zrobić nic złego kotu. Chciała tylko odnieść Feliksa daleko od domu, żeby znalazł nowych właścicieli.

Po kilku godzinach młodzi wrócili z zakupami. Nie zauważyli od razu, że kota nie ma. Lidia myślała, że Feliks, jak zawsze, śpi w ich sypialni. Jakie było jej zdziwienie, gdy nie znalazła go w łóżku.

– Mamo, nie widziałaś Feliksa? Znów nie mogę go znaleźć!

– Nie martw się. Ostatnio znalazłaś, teraz też się znajdzie.

Ale Lidia była bardzo zaniepokojona. Marek również się martwił. Nie znalazłszy kota w domu, oboje poszli szukać go na podwórku.

Zaczęło się ściemniać, gdy do poszukiwań dołączyła Helena.

– Kici, kici, Feliks! – wołali małżonkowie i matka. Nagle Marek zatrzymał się i spojrzał na dach domu:

– Mamy przecież kamerę! Możemy sprawdzić, gdzie poszedł.

– Synku, ta kamera nie działa od lat – oznajmiła gospodyni. I rzeczywiście, po zeszłorocznym huraganie kamera przestała działać.

– Tydzień temu ją naprawiłem – nagle odezwał się ojciec z głębi podwórka.

Helena zamarła. Wydawało jej się, że serce przestało bić. Syn i synowa z ulgą podbiegli do ojca i zajrzeli do aplikacji na telefonie. Znaleźli odpowiednie nagranie bardzo szybko.

Zapadła cisza. Małżonkowie i ojciec spojrzeli na gospodynię z zaskoczeniem.

– Mamo, gdzie zabrałaś Feliksa? A przede wszystkim – dlaczego?

Kobieta nerwowo się poruszyła, a potem, ledwo powstrzymując łzy, powiedziała:

– Zamiast dziecka przygarnęliście kota! Co miałam zrobić? Trzeba mieć prawdziwego syna, a nie bawić się z kotem!

– Mamo, lekarz zalecił nam kota, żebyśmy się nie skupiali na nieudanych próbach zajścia w ciążę! I wiesz co? To zadziałało! Lidia jest w ciąży! Chcieliśmy ci dzisiaj powiedzieć, a ty? Co zrobiłaś?

Słysząc tę nowinę, kobieta rozpłakała się. Czy to z radości, że zostanie babcią, czy z żalu, że syn się od niej odwróci przez Feliksa.

– Przepraszam, nie wiedziałam!

Nie roztrząsając dłużej sprawy, wszyscy członkowie rodziny ruszyli na poszukiwania zwierzęcia. Było już dobrze po północy, gdy Feliks wybiegł do Lidii z sąsiedniej stodoły.

Helena przestała mieć pretensje do kota. Za to narosły one u synowej, ale tylko wobec matki Marka. Młodzi długo byli obrażeni na gospodynię domu, ale z narodzinami długo wyczekiwanego dziecka, wybaczyli jej wszystko.