Spotkanie z nią rok po rozwodzie, lepiej by było, gdybym jej nie zobaczył. Zmiany mnie zaskoczyły
Zawsze nie rozumiałem tych leniwych kobiet, które przestają o siebie dbać po ślubie. Wiedziałem na pewno: z taką kobietą nigdy się nie ożenię. Lepiej od razu zapiszcie mnie na starych kawalerów. Albo nawet na mnichów.
Ale spotkałem żonę i byłem zauroczony. Dziewczyna lubiła o siebie dbać. Pachniała cudownie, nosiła wspaniałe sukienki i modne spodnie, dwa razy w miesiącu biegła na manicure. Nawet jej brwi były dziełem sztuki, taka kobieta na pewno nie przestałaby o siebie dbać.
Przestałaby, nie uwierzycie. Zapomniała, jak robi się fryzury, na manicure nie była od kilku lat. Patrzę na jej rozciągnięte swetry, na przetarte poplamione spodnie i chce mi się płakać.
Nawet się nie maluje. Budzi się rano, myje się i zaczyna zajmować domem. Dużo przytyła. Nie ukrywa, że pojawiły się rozstępy. Nawet na depilację nie chodzi.
Gdzie podziała się ta kobieta, za którą mężczyźni się oglądali i patrzyli na mnie z zazdrością? Kim jest to stworzenie, które chodzi po moim domu? Gdzie są jej brwi, dzieło sztuki? Kiedy ostatnio je regulowała?
Nie, nie zamówiłem tego. Rozwiodłem się, oczywiście.
Ale po roku znów ją spotkałem, przypadkiem zabrała moje dokumenty. Od razu tego nie zauważyliśmy, a potem je znalazła. Umówiliśmy się na spotkanie w centrum miasta.
Nie rozpoznałem jej od razu, zmieniła kolor włosów, a ten rudy tak jej pasował!
Była elegancka, z delikatnym makijażem, mężczyźni znów się za nią oglądali. Jej figura się zmieniła, była bardziej smukła. Ale to już nie była ta chuda dziewczyna, lecz dojrzała, apetyczna kobieta, aż dostałem gęsiej skórki z zachwytu. Włosy lśniły, oczy błyszczały, miała piękne paznokcie, torebkę, pierścionki…
A ta królowa piękności jest matką trójki dzieci!
Oczywiście, dużo przemyślałem po rozwodzie. Zrozumiałem i wybaczyłem jej wygląd domowy.
To ja nie pozwoliłem jej po pierwszym macierzyńskim wrócić do pracy i odzyskać formę, nalegałem na drugie dziecko jak najszybciej. A potem przypadkowo zaszła w trzecią ciążę i żona zachowała nasze dziecko, długo oczekiwanego syna, mimo mojej histerii. Jak byłem jej wdzięczny, kiedy na USG zobaczyłem płeć!
Oczywiście, po trzech porodach z rzędu nie da się od razu odzyskać formy, próbowała schudnąć, ale hormony karmiącej matki jej przeszkadzały. Skóra wisiała, ale przez ten rok rozwodu zrobiła wiele i wyglądała niesamowicie.
Już nie obwiniałem jej za nieatrakcyjne domowe ubrania, przecież nosiła to, czego nie było szkoda. Dzieci wylewały na nią farby i ulewały, ona ciągle po nich sprzątała – żadnych eleganckich strojów nie wystarczy. I kiedy miała chodzić na manicure? Kiedy układać włosy?
Tylko kok na czubku głowy, tylko czyste paznokcie jak u pielęgniarki. Dbała o nasze dzieci, a ja patrzyłem na nią z niezadowoleniem. Jak mogłem być takim idiotą?
Nawet po tym, jak dzieci zasypiały, nie dawałem jej spokoju. Miała pół godziny dla siebie, żeby odpocząć lub poleżeć w wannie. Ale ja wymagałem uwagi, rozmowy. Jaką rozmowę mogłem jej zaoferować? Opowiedzieć, że mam ciężko w pracy? A ona słuchała, podpowiadała, pomagała z dokumentami.
A jej pewnie chciało się pospać te dodatkowe pół godziny, jeśli nie udało się poleżeć w wannie. Ale nie skarżyła się. Gotowała smaczne jedzenie. Dbała o czystość. O dzieci.
I teraz, kiedy najmłodszy poszedł do przedszkola, ona ma czas pracować, dbać o siebie i wygląda tak pięknie! Tylko że już nigdy nie zdołam jej przebłagać o wybaczenie.
