Zmęczona walką z egoizmem teściowej, była gotowa odejść od męża, a przyczyna była na wierzchu
W czasach studenckich Maria była atrakcyjną kandydatką na żonę. Nie miała problemów ze znalezieniem adoratorów. Sami proponowali jej randki i inne romantyczne atrakcje. Jednak ona czekała na tego jedynego, który wywołałby u niej “motyle w brzuchu”. I co najważniejsze, spotkała go. Jan studiował na sąsiednim wydziale. Zakochani spotykali się przez dwa lata, a potem się pobrali.
Maria miała wielkie oczekiwania względem małżeństwa. Nie potrzebowała śniadań do łóżka, ale miłość i szacunek w rodzinie były dla niej najważniejsze. Marzyła też o życiu w osobnym, przytulnym mieszkaniu, gdzie nikt nie przeszkadzałby ich szczęściu. Jednak rzeczywistość mocno skorygowała jej oczekiwania.
Nikt nie zamierzał cudownie podarować młodym mieszkania. Dlatego musieli zacząć swoje życie rodzinne razem z rodzicami Jana. Teściowa przydzieliła młodym najmniejszy pokój, w którym ledwo mieściło się łóżko i szafa. Matka Jana uważała, że synowa nie powinna siedzieć w pokoju – niech pomaga jej w prowadzeniu domu.
– Jak obierasz ziemniaki? Jesteś niezdarna? – zwykle zaczynała teściowa. – Jeśli będziesz tak grubo obierać skórkę, to szybko zbankrutujemy. Mój syn miał pecha, że trafił na żonę z krzywymi rękami.
Maria łykała te gorzkie słowa i starała się obierać ziemniaki cieniej. Ale na tym nie kończyły się przytyki. Kiedy zaczynała sprzątać całe mieszkanie, co od pierwszych dni stało się jej obowiązkiem, zawsze robiła coś nie tak.
Czasami Maria skarżyła się mężowi, ale ten tylko wzruszał ramionami:
– Rozumiem, że ty i mama jesteście różne, ale trzeba to znieść. Na razie nie możemy sobie pozwolić na osobne mieszkanie.
Żona smutno wzdychała i wracała do szorowania sanitariatów. Teściowa przyglądała się jej pracy z wyjątkową skrupulatnością:
– Chcesz, żebyśmy żyli w brudzie? Tam jest żółta plama – to całe siedlisko zarazków. Staraj się bardziej. Przecież nie jesteś dzieckiem, a jeszcze nie nauczyłaś się, jak doprowadzać łazienkę do połysku.
Małżeństwo Marii trwało już trzy lata. Nie mieli jeszcze dzieci, ponieważ na pierwszym miejscu stało własne mieszkanie. Jan ciężko na nie pracował, bo pensja Marii była skromna.
Maria mogła liczyć na wsparcie z dwóch źródeł – książek i przyjaciółki. W powieściach odpoczywała duchowo. Tam wszystkie przeszkody i złoczyńcy znikali pod koniec książki, a główni bohaterowie byli szczęśliwi. Jednak teściowa nie pochwaliła czytania “takich głupot”, więc Maria cieszyła się wyimaginowanym światem potajemnie: podczas przerwy na lunch w pracy lub późno w nocy.
Przyjaciółka była dla Marii najlepszym powiernikiem i doradcą:
– Mam już dość takiego życia. Czasami nawet nie chce mi się wracać do mieszkania – często skarżyła się przyjaciółce. – Teściowa zawsze wie, jak zepsuć mi humor.
– Co za „wredna jędza”, a nie teściowa. Mówiłam ci już dawno, żebyś przestała czytać te książki o szczęśliwej miłości. Trzeba budować relacje w prawdziwym życiu, a teściową trzeba postawić na swoim miejscu – zwykle oburzała się przyjaciółka.
I pewnego razu cierpliwość Marii się skończyła. Wykręciła znajomy numer i z przygaszonym głosem oznajmiła:
– Nie mogę już tego znieść – wczoraj teściowa kazała mi trzy razy zmywać wszystkie naczynia. Powiedz mi, jak mogę postawić tę wredną jędzę na swoim miejscu?
Przyjaciółka od razu się ucieszyła:
– Nareszcie dojrzałaś. Dobrze, że chcesz sama przejąć stery waszej rodziny. I teściowa do niej nie należy. Musisz to powiedzieć jasno i stanowczo.
Maria zamarła zdezorientowana:
– Po prostu powiedzieć i tyle?
– No nie, oczywiście samo powiedzenie to za mało. Najważniejsze, jak to przedstawić. Trzeba przygotować odpowiednią sytuację i w odpowiednim momencie oznajmić swoją niezależność od teściowej – wyjaśniła przyjaciółka.
– Brzmi nieźle, ale nie wiem, jak to zrobić w praktyce – wahała się Maria. – Teściową nie tak łatwo przechytrzyć. Trochę się boję.
– Nie będziesz musiała robić scen i rzucać talerzami. Musisz znaleźć słaby punkt swojej teściowej. Co lubi? Nigdy nie uwierzę, że jest stalową kobietą. Każdy ma swoje słabości, które sprawiają, że jest rozczulony – rozwiała wątpliwości przyjaciółka. – Najpierw to ustal, a potem wymyślimy, co dalej.
Maria odłożyła telefon i zagryzła wargi. Nie zauważyła żadnych słabości u teściowej. Według niej teściowa nie potrafiła się rozczulać. Pozostało jedno – zapytać męża o jej słabości mimochodem. Wieczorem, zamiast jak zwykle przeglądać telefon, zaczęła rozmowę z Janem.
– Kochanie, myślę, że powinniśmy znaleźć wspólny język z twoją mamą. Chcę zrobić pierwszy krok. Może podpowiesz, co lubi twoja mama, a czego nie znosi?
Mąż ucieszył się z inicjatywy żony – pojawiła się szansa na pogodzenie dwóch najważniejszych kobiet w jego życiu. Oderwał się od tabletu i uśmiechnął:
– Podoba mi się twój pomysł. Mama bardzo lubi śliwki w każdej postaci. Może je jeść talerzami. A jej ulubione danie to placek ze śliwkami.
Maria zmarszczyła brwi:
– Dziwne, nigdy nie widziałam, żeby piekła placki, zwłaszcza ze śliwkami. Na pewno się nie mylisz?
– Po naszym ślubie postanowiła nauczyć cię gospodarstwa domowego, dlatego prawie nie gotuje – wyjaśnił mąż.
Maria uśmiechnęła się i skinęła głową. Okazało się, że nie tak trudno nawiązać dobre relacje z matką Jana. Synowa znalazła w internecie przepis na placek, kupiła śliwki, dobrała czas, kiedy teściowej nie było w domu, i zabrała się do pracy. Placek wyszedł wspaniale: rumiany i puszysty.
Synowa zostawiła go w kuchni i poszła do pokoju, czekając na swoją wygraną. Potem do domu przyszła teściowa i zajrzała do kuchni. Po pięciu minutach rozległ się gniewny krzyk:
– Chodź tu, wstrętna – synowa rozpoznała głos teściowej. Maria zrozumiała, że to ją wołają. Teściowa czasami tak ją nazywała, gdy była wściekła. Synowa nie mogła zrozumieć, co mogło wywołać taką reakcję.
– Tak, mamo – odpowiedziała posłusznie, wchodząc do kuchni.
– Kto ci kazał włożyć śliwki do placka? – zaczęła teściowa groźnym tonem. – Chcesz się mnie pozbyć? Nie mów, że nic nie wiedziałaś. Nienawidzę śliwek, od nich mam problemy z żołądkiem.
Planowany miły niespodzianka okazał się koszmarem. Teściowa nie mogła się uspokoić przez cały wieczór, a Maria poznała wiele nowych przezwisk.
– Jan
ie, dlaczego mnie tak wystawiłeś z tymi śliwkami? Teraz twoja mama nienawidzi mnie dwa razy bardziej – zapytała wieczorem żona, kiedy mąż wrócił z pracy.
– Przepraszam, nie zrobiłem tego celowo – wzruszył ramionami Jan. – Pamiętam, że kiedyś mama bardzo lubiła śliwki. Nie wiedziałem, że teraz zmieniły jej się gusta.
Następnego dnia Maria, nie czekając na przerwę obiadową, zadzwoniła do przyjaciółki:
– Twój pomysł był zły. Po nim relacje z teściową stały się jeszcze gorsze. Rozumiem, że chciałaś dobrze, ale moja teściowa chyba jest wyjątkowa – pozbyła się wszelkich słabości. Wydaje się, że jedyną rzeczą, którą lubi, jest czepianie się mnie.
– Dobrze – zgodziła się przyjaciółka. – Pójdziemy inną drogą. Dowiedz się, kogo lub co ona nienawidzi bardziej niż ciebie. Ale tym razem nie działaj pochopnie, tylko zadzwoń do mnie. Wymyślimy sposób, aby twoja teściowa wyładowywała się na kimś innym.
Okazało się, że teściowa ma jedną rzecz, którą nienawidzi bardziej niż synową – psy. Była maniakiem czystości, a z pupilami trudno to osiągnąć.
Tylko że los pomógł Marii. Do sąsiadki wprowadził się bernardyn. Główne cechy tej rasy: długie futro, duża ilość śliny i dobroduszność.
Pierwszy dzień, kiedy teściowa spotkała się z miłośnym psem, wszyscy zapamiętali na długo. Gospodyni wróciła do domu z odciskami brudnych łap na nowej sukience. Jej gromki głos nie cichł do północy. Tego wieczoru dostali wszyscy, a nie tylko synowa.
Ten wariant również nie przyniósł rezultatu – relacje między Marią a teściową nie poprawiły się. Wręcz przeciwnie, pogorszyły się. Maria zmęczyła się walką z egoizmem teściowej i była gotowa odejść od męża. Podzieliła się swoimi myślami z przyjaciółką. Wyszła do najbliższego skweru, aby porozmawiać w spokoju, bo w domu atmosfera była napięta do granic możliwości.
– Czy twój mąż jest taki nieczuły? Nie widzi, jak ci ciężko? – zapytała przyjaciółka.
– Wraca późnym wieczorem, jest bardzo zmęczony. Zjada coś, przegląda tablet i idzie spać. Staram się go nie niepokoić – przyznała Maria.
– To źle – oburzyła się przyjaciółka. – On jest twoim wsparciem i obroną. Może nie stanie przeciwko matce, ale powinien wymyślić, jak zmienić sytuację. Wiesz, pora na poważną rozmowę z mężem. Jeśli tylko wzruszy ramionami, to nie będę cię odwodzić od rozwodu.
Tak Maria postąpiła. Następnego dnia zaproponowała Janowi spotkanie po pracy i spacer. Mąż nie wiedział, o co chodzi, ale po tonie żony domyślił się, że czeka go trudna rozmowa.
– Janie, moje siły i cierpliwość się skończyły – powiedziała Maria, gdy usiedli na ławce w skwerze. – Wciąż cię kocham, ale nie mogę już dłużej żyć w domu, gdzie jestem ciągle upokarzana i wykorzystywana. Decyduj sam, kto jest dla ciebie ważniejszy: ja czy twoja matka. Jeśli wybierasz mnie, zacznę szukać wynajętego mieszkania. Jeśli mnie nie poprzesz, zamieszkajmy osobno na jakiś czas.
To była dla męża nagła i bardzo nieprzyjemna wiadomość. Oczywiście widział, że teściowa i synowa nie dogadują się, ale nie spodziewał się takiej reakcji żony.
– Mario, nie wiedziałem, że jest ci tak ciężko mieszkać z moimi rodzicami – szczerze zdziwił się Jan. – Daj mi trochę czasu. Najpierw porozmawiam z mamą i dowiem się, co się dzieje. Potem zdecydujemy, co dalej.
Żona skinęła głową. Sam fakt, że mąż chce zająć się sprawą, cieszył ją. Oznaczało to szansę na uratowanie rodziny.
Wieczorem tego samego dnia synowa bez uwag ze strony teściowej szybko przygotowała kolację. Dziś Maria miała wreszcie dobry nastrój. Co ciekawe, teściowa też to zauważyła:
– Dlaczego świecisz jak wypolerowany but? – zapytała podejrzliwie. – Czy planujesz coś przeciwko mnie?
– Ależ nie, mamo, po prostu dziś był dobry dzień – odpowiedziała Maria. Jednak w głowie miała myśl: „Wkrótce będziesz musiała pożegnać się z ukochanym synkiem, więc ciesz się póki możesz”.
Po kolacji Maria szybko umyła naczynia i poszła do sypialni. Jan wszedł do pokoju matki. Rozmowa trwała tylko kilka minut.
– Wszystko załatwiłem – mrugnął do żony i uśmiechnął się. – Zobaczymy, jak mama będzie się zachowywać. Myślę, że teraz się dogadacie.
Maria spojrzała zdezorientowana na męża:
– Co się stało? Co jej powiedziałeś, że nagle zmieniła nastawienie do mnie?
– To tajemnica. Zobaczymy, jak minie jutrzejszy dzień – odpowiedział szerzej się uśmiechając, i poszedł do łazienki.
Maria wstawała zwykle bardzo wcześnie. Musiała przygotować śniadanie dla całej rodziny. Ale gdy zajrzała do kuchni, osłupiała. Teściowa krzątała się po kuchni. Na kuchence coś się gotowało i smażyło. Teściowa kroiła ser na cienkie plasterki.
– Dzień dobry, mamo – powiedziała synowa, nie mogąc ukryć zdziwienia. – Dlaczego wstałaś tak wcześnie? Nie mogłaś spać w nocy czy bardzo chciałaś zjeść i nie chciałaś czekać na mnie?
Maria spodziewała się surowej nagany lub nudnego kazania. Ale stało się coś niespotykanego – teściowa podniosła głowę i uśmiechnęła się:
– Po prostu przypomniałam sobie, że dawno nie robiłam śniadań – powiedziała łagodnym głosem. – Postanowiłam wszystkich nakarmić plackami.
Te słowa sprawiły, że synowa zastygła jak zaczarowana księżniczka – w jednej ręce trzymała kubek, a druga ręka zawisła w powietrzu. Po kilku sekundach otrząsnęła się i niezręcznie odpowiedziała:
– Może pomogę?
Ale i tu teściowa ją zaskoczyła:
– Nie trzeba, lepiej jeszcze trochę poleż w łóżku, a ja sama sobie poradzę – kontynuowała tym samym łagodnym tonem.
Zmiany w zachowaniu teściowej były tak drastyczne, że Maria przetarła oczy. Ale wizja nie zniknęła. Matka Jana nadal krzątała się po kuchni, przygotowując śniadanie.
„Chyba pora zapytać, o czym wczoraj rozmawialiście z teściową” – pomyślała synowa i poszła do sypialni. Jan jeszcze spał.
– Wstawaj – powiedziała Maria i lekko szturchnęła męża w bok. – W kuchni dzieją się cuda, a ty śpisz.
Jan niechętnie przewrócił się i uchylił oczy:
– Co się stało? Co cię tak zdziwiło? – zapytał.
– Wyobraź sobie, twoja mama wstała wcześniej ode mnie i robi śniadanie – odpowiedziała żona i spojrzała pytająco na męża. – Powiedz, co jej powiedziałeś, że z furii zamieniła się w łagodną i troskliwą gospodynię? Może znasz jakiś magic
zny sekret?
Mąż przeciągnął się i ziewnął:
– Wszystko jest całkiem realne i bez mistycyzmu – wzruszył ramionami, siadając na brzegu łóżka. – Po prostu powiedziałem jej, że jesteś w ciąży i rozważamy przeprowadzkę do innego miasta, żeby zarabiać więcej. Moja mama ma dwa wielkie marzenia. Jedno z nich to zostać babcią. Z tego powodu czepiała się ciebie. A drugie to mieszkać z nami.
Informacja była tak niepojęta, ale jednocześnie prosta, że nie od razu ułożyła się w głowie Marii. Na wszelki wypadek upewniła się:
– Czy to zachowanie twojej mamy będzie trwałe, czy to tylko miły wyjątek?
– Nie martw się, taka będzie przez długi czas, ale musimy pomyśleć o powiększeniu naszej rodziny – uśmiechnął się tajemniczo mąż i potarł ręce. – Nie chcemy rozczarować mamy.
Od tego czasu problemy w relacjach między teściową a synową zniknęły. A po narodzinach wnuka wręcz się zaprzyjaźniły.
