– Oddaj mi swoją sukienkę, i tak się w nią już nie mieścisz – powiedziała teściowa
Od kiedy Jerzy przedstawił swojej matce Natalię, życie stało się dla niego ciągłą strefą działań wojennych, w której musi bronić się na dwóch frontach jednocześnie.
Zwycięstwo, jak przechodzący sztandar, na przemian przypada raz matce, Marii, raz żonie.
Ojciec Jerzego, Eugeniusz, był niezwykle zadowolony z takiego obrotu spraw, ponieważ cała uwaga jego żony perfekcjonistki skierowana była na nową ofiarę – synową Natalię.
Maria i Eugeniusz są odnoszącymi sukcesy lekarzami. Mimo że małżeństwo trwało już ponad trzydzieści lat, nadal kochali się jak za młodych lat, tylko że ich burzliwe uczucia przekształciły się w czułość i troskę.
Jednak zawód odcisnął niezatarte piętno na Marii: w jej domu panowała nieskazitelna czystość, jak na sali operacyjnej, dlatego ani mąż, ani syn nie mogli sobie nawet wyobrazić przejścia do pokoju bez zmiany obuwia czy pozostawienia brudnych naczyń w zlewie po śniadaniu.
Wszystkie rzeczy miały swoje miejsce, a naruszyć porządek mogło jedynie kataklizm.
Jerzy, prawdopodobnie, z mlekiem matki przyswoił nawyk sprzątania po sobie, dlatego nawet w okresie nastoletnim starannie dbał o to, aby jego pokój odpowiadał matczynym standardom czystości. W przeciwnym razie musiałby wysłuchać długiej lekcji na temat tego, że nieład w rzeczach prowadzi do chaosu w myślach.
Drugim życiowym priorytetem Marii było zachowanie zdrowia, młodości i urody na długie lata. I kobieta odnosiła w tym sukcesy.
W wieku pięćdziesięciu pięciu lat wyglądała na przynajmniej piętnaście lat młodszą i praktycznie nie potrzebowała pomocy swoich kolegów z pracy w kwestii zdrowia.
Czy był to efekt zbilansowanej diety, regularnych wizyt w fitness klubie i salonie kosmetycznym, czy też wynik dobrych genów, trudno powiedzieć, ale przyjaciółki zawsze z zazdrością mówiły:
– Jak ty, Marysia, potrafisz się nie starzeć? Głodzisz się, odżywiasz się prawie jak Świętym Duchem, a kilogramy cię nie przybywają.
– Trzeba kochać życie, nie żywić do nikogo urazy, nie kłócić się, bo od tego pojawiają się zmarszczki – odpowiadała ona.
– Tobie dobrze mówić, masz wzorowego męża, cudownego syna, a ja… – potem zaczynały się narzekania na codzienne problemy.
– To tylko wymówki – przerywała usprawiedliwienia przyjaciół Maria – wychowałam swoich mężczyzn sama, wszystko jest w naszych rękach.
– Zobaczymy, jak wychowasz synową, kiedy się pojawi – powiedziała operacyjna pielęgniarka Ewa, która od wielu lat była bliską przyjaciółką Marii. Dobrze, jeśli masz szczęście i syn przyprowadzi do domu posłuszną dziewczynę, a jeśli trafi się jakaś buntowniczka, która nie będzie słuchać twoich rad, jak Jerzy? Oj, namęczysz się ze swoim charakterem. Tobie wszyscy ludzie powinni być idealni.
– Nie idealni, ale trzeba dążyć do doskonałości. Nawiasem mówiąc, trafiłaś w dziesiątkę: w weekend Jerzy właśnie zamierza nas poznać ze swoją narzeczoną.
***
Jak każda matka, Maria uważała, że jej jedyny syn zasługuje na najlepszą dziewczynę na świecie – piękną, inteligentną, dobrze wychowaną i, co najważniejsze, kochającą Jerzego.
W niedzielny poranek przyszła teściowa udała się do salonu kosmetycznego, gdzie wykonano jej profesjonalny makijaż, założyła jasną sukienkę z naturalnego jedwabiu, która podkreślała jej zgrabną sylwetkę, włożyła buty na szpilkach, spojrzała w lustro i była zadowolona.
Dziewczyna, którą przyprowadził Jerzy, była zupełnie inna od obrazu, który Maria miała w swojej głowie. Zbyt prosta twarz z minimalną ilością makijażu, fryzura zrobiona w zwykłym salonie, sukienka ładna, ale bez pretensji do ekskluzywności.
Chyba na jej twarzy pojawiło się rozczarowanie, ponieważ Eugeniusz mocno chwycił ją za rękę, jakby ostrzegając przed nieprzemyślanymi słowami, a twarz Marii natychmiast rozświetlił uśmiech.
Jednak znajomość przebiegła dobrze i po rozmowie Natalia nawet spodobała się przyszłej teściowej.
– Nic, z wyglądem coś zrobimy – pomyślała. – Ale widać, że kocha Jerzego.
W dniu poznania Maria postanowiła nie robić żadnych uwag przyszłej synowej. Tego wieczoru złamała swoje zasady i nie położyła się spać punktualnie o 23:00. Poczekała na syna, który odprowadził Natalię, i zaprosiła go na herbatę.
– I jak ci się podoba moja narzeczona? – zapytał.
– Wspaniała dziewczyna – prawie szczerze odpowiedziała Maria. – Myślę, że dokonałeś właściwego wyboru, musimy szybko poznać jej rodziców i porozmawiać o ślubie. Tylko że…
Tych słów Jerzy obawiał się najbardziej. Wiedział, że właśnie za nimi kryje się prawda.
– Co jest nie tak? – zapytał zrezygnowany, wiedząc, że teraz matka zacznie metodycznie dowodzić, że jej opinia jest jedyną słuszną.
– Jerzy, nie żyjemy już w czasach socjalizmu, kiedy wszystkim dziewczynom wmawiano, że najważniejsza jest skromność. A twoja narzeczona jest zbyt blada i niepozorna.
– Ale ja ją zauważyłem – odpowiedział Jerzy.
– Jerzy, teraz jest piękna swoją młodością, a potem? Nie chcesz chyba, żeby za dziesięć lat zamieniła się w ciocię? Trzeba nauczyć ją przynajmniej korzystać z kosmetyków.
Słowo “ciocia” w ustach Marii było prawie obelgą. Tak nazywała kobiety, które nie spełniały jej wymagań co do wyglądu, wszystkie cierpiące na nadwagę lub niechlujnie ubrane.
– Mamo, Natalia nie zamieni się w “ciocię”. Chcesz, żebym jej nie rozpoznał, kiedy zmyje z siebie tonę makijażu? – nie poddawał się Jerzy.
– Chcesz powiedzieć, że wyglądam tak tylko dzięki kosmetykom? – obraziła się Maria.
Jerzy zrozumiał, że zbliża się mały skandal, a obrażona matka mogła każdego doprowadzić do nerwowego tiku.
– No co ty, kochana, jesteś najpiękniejszą i najmłodszą mamą na świecie. “We wszystkich strojach, kochanie, wyglądasz dobrze” – zacytował, starając się zmienić temat na żart.
Maria nie mogła się oprzeć pochlebstwu syna. Niedługo tłumaczyła mu, jak ważne jest, aby kobieta dbała o siebie od młodości, a na koniec wzięła od niego słowo, że Jerzy namówi Natalię do dbania o siebie.
Oczywiście Jerzy rozmawiał z narzeczoną, ale nie w taki sposób, jakiego oczekiwała matka. Poprosił Natalię, aby nie zwracała uwagi, jeśli Maria będzie jej wskazywać wady.
***
Przygotowania do ślubu trwały pełną parą. Państwo Siniakowie zgodnie z tradycją jako pierwsi udali się do domu narzeczonej, aby uzyskać zgodę na małżeństwo.
I tu Maria dokonała heroizmu, nie komentując przy stole sałatek z majonezem, tłustej
smażonej wieprzowiny, wędlin i innych niezdrowych produktów, którymi zastawiony był stół.
Nawet spróbowała kilku przysmaków, a Eugeniusz, mimo nieprzychylnych spojrzeń żony, urządził sobie ucztę.
Jednak w drodze powrotnej Maria zauważyła jakby żartobliwie:
– Natalio, masz niezbyt dobre geny, a jeśli będziesz się odżywiać jak rodzice, szybko stracisz swoją smukłość, a Jerzy zacznie się oglądać za innymi kobietami.
– Dziwne – odpowiedziała Natalia – a mój tata nadal nosi mamę na rękach, mimo jej wagi.
– Marysiu, nie masz racji, ja też nie zamierzam się oglądać za innymi, nawet jeśli będziesz ważyć sto kilogramów – wsparł dziewczynę Eugeniusz. – A jeśli będziesz gotować taką wieprzowinę raz w tygodniu, będę najszczęśliwszym mężem na świecie.
– To ci nie podoba się, jak gotuję – zwróciła uwagę Maria. – Dlaczego milczałeś przez trzydzieści lat?
– Tata pewnie nie wiedział, że oprócz filetów z indyka, brokułów i jogurtu istnieją inne produkty – zażartował Jerzy, ale żart się nie udał. Matka nie odezwała się przez całą drogę powrotną.
Następnego dnia Maria z niepokojem opowiadała Ewie o buncie swoich mężczyzn:
– Ewa, wyobraź sobie, wczoraj wszyscy poparli Natalię. Jeśli teraz są po jej stronie, co będzie dalej?
– Nic nie będzie. Przecież młodzi zamierzają mieszkać osobno? To ty przestań uczyć synową, będzie lepiej. Wy macie swoje życie, oni swoje – odpowiedziała przyjaciółka.
– I mam milcząco patrzeć, jak Natalia niszczy zdrowie mojego syna smażonymi kotletami i ziemniakami?
– Nikt jeszcze nie umarł od kotletów i ziemniaków. Ja jeszcze żyję.
W domu Maria próbowała poważnie porozmawiać z synem, ale ten powiedział, że w Natalii wszystko mu odpowiada, że nie zamierza jej wychowywać. I w tej chwili obudził się w Marii macierzyński egoizm.
Uświadomiła sobie, że ta cicha dziewczyna rozwiała jak dym jej wpływ na Jerzego, a jej zdanie nie jest już dla niego najważniejsze.
Urządziła scenę, udowadniając, że wcale nie sprzeciwia się wyborowi syna, ale nie można zrezygnować z rodziny.
– Nikt nie zamierza z nikogo rezygnować, mamo. Bardzo cię kocham, ale jestem dorosły, a Natalia też jest dorosła, pozwól nam samym decydować, jak żyć.
***
Maria wzięła na siebie główną rolę w organizacji wesela. Zamówiła wodzireja, starannie sprawdziła scenariusz, objeździła dziesiątki butików, aby kupić stroje dla syna, męża i siebie. Natomiast Natalia odmówiła takiego zakupu, powołując się na przesąd.
– Mario, nie wiedziałaś, że rodzina pana młodego nie powinna widzieć narzeczonej w sukni ślubnej przed ślubem? – powiedziała jak najłagodniej. – Poza tym z mamą już wszystko kupiłyśmy.
– Jerzy, przekonaj Natalię, żeby pokazała mi swój strój. Bardzo się niepokoję – poprosiła pewnego wieczoru.
– Nawet nie myślę o tym. Nawet mi nie pokazała sukni. Mamusiu, nie martw się, lepiej zadbaj o to, żebyś wyglądała najlepiej.
Maria rozumiała, że jej wpływ na syna zanika, ale nic nie mogła na to poradzić.
W stroju Natalii nie podobało jej się wszystko. Suknia była zbyt prosta, nieekskluzywna.
Buty nie na szpilce, jak chciała, ale na niewysokim obcasie, brakowało welonu, zastąpiła go mała tiara. Maria długo ukrywała swoje niezadowolenie.
Uśmiechała się do nowych krewnych, do Natalii, do gości.
Jednak wieczorem, kiedy Jerzy gdzieś wyszedł, a one zostały na balkonie restauracji we dwie, kobieta powiedziała słodkim głosem, w którym wyczuwalna była gorycz:
– Natalio, proponowałam ci, żebyśmy razem poszły po strój, a teraz wyszło jak wyszło. W tej sukni trudno cię odróżnić od zwykłych gości.
– Mario, uznałam, że dwie superpiękne kobiety na jednym weselu to już przesada. Wy wyglądacie tak wspaniale w swoim białym kostiumie, że możecie przyćmić wszystkie gwiazdy.
Maria zrozumiała, że Natalia nie będzie tą posłuszną dziewczyną, o której mówiły jej koleżanki, i że wkrótce może się okazać, że jej zdanie będzie dla Jerzego ważniejsze.
– No cóż, wyzwanie przyjęte, zobaczymy, kto wygra.
Nie zamierzała knuć ani skłócać syna z synową. Maria chciała jedynie udowodnić, że jej spojrzenie na życie jest jedynym słusznym, i wszyscy powinni słuchać jej rad. Najpierw postanowiła sprawdzić, jak dobrze synowa prowadzi dom.
Jak przystało na dobrze wychowanych ludzi, Maria wcześniej zapowiadała swoje wizyty, a kiedy przyjeżdżali z mężem, w domu syna panował idealny porządek, a w lodówce zawsze były świeże warzywa, owoce i garnek z bulionem.
– Gotujemy różne zupy każdego dnia – wyjaśniła Natalia – Jerzy jest przyzwyczajony do jedzenia świeżych potraw.
Jednak matczyne serce podpowiadało Marii, że coś tu jest nie tak. Kilka razy przyjeżdżała bez zapowiedzi, jakby po coś, ale zawsze zastawała idealny porządek.
Gdyby tylko wiedziała, że mądry Eugeniusz zawsze wcześniej uprzedzał synową, a Natalia zdążyła posprzątać, tak że ani razu teściowa nie zastała brudnych naczyń ani plam na lustrze w łazience.
Zwykle Maria przynosiła ze sobą cały worek jedzenia: parowane kotlety, gotowaną fasolkę szparagową, kalafior, owsiane naleśniki i inne zdrowe potrawy.
Wszystko to stało jakiś czas w lodówce, a potem produkty trzeba było wyrzucić.
– Mamo, nie musisz nas tak rozpieszczać – powiedział kiedyś na prośbę żony Jerzy. – Wykańczasz się w pracy, a jeszcze gotujesz dla nas. Lepiej poświęć ten czas sobie, Natalia dobrze gotuje, a teściowa przynosi nam przysmaki.
– Tak, Marysiu – poparł syna Eugeniusz, doskonale rozumiejąc go i wspominając kuchnię teściowej. – A my lepiej będziemy częściej spacerować.
– A więc nie smakuje wam moje jedzenie? – wybuchła Maria. – To radźcie sobie sami. Chciałam tylko dobrze.
Jednak teściowa nie zamierzała się poddawać. Teraz czasem zamawiała w drogim restauracji ekskluzywne dania, przynosiła je do domu synowej i mówiła:
– Natchnęło mnie i ugotowałam.
Następowały okrzyki zachwytu, chociaż Eugeniusz dawno wyjawił, jak to jego żonie obudził się talent kulinarny.
***
Kiedy Natalia i Jerzy ogłosili rodzicom, że wkrótce zostaną dziadkami i babciami, radości nie było końca.
Na jakiś czas Maria porzuciła swoje zamiary przeorganizowania życia syna i synowej według swoich zasad.
Jednak czasem przypominała Natalii, żeby ograniczała jedzenie, podczas gdy teściowa powtarzała:
– Jedz, co chcesz, to nie twoje kaprysy, to dziecko wymaga. A jak trochę przytyjesz, to nic, staniesz się kobietą.
Po narodzinach Wani Maria naprawdę polubiła synową. Przychodziła teraz, żeby
pomóc, a nie sprawdzić czystość, ale jej pragnienie uczynienia z Natalii supermodelki nie zniknęło.
Kiedyś Jerzy sam udał się na spotkanie klasowe. Mimo że Maria przekonywała Natalię, żeby poszła z nim, synowa odpowiedziała:
– Muszę karmić Wanię, a poza tym nie będzie mi ciekawie wśród nieznajomych ludzi.
Dwa dni później teściowa przyłapała Natalię na przeglądaniu zdjęć z bankietu.
– Och, jaka śliczna ta Swietłana – zaczęła Maria. – A w szkole była szarą myszką. Oto przykład, że wszystko jest w naszych rękach. A to Tatiana – wskazała na brunetkę obejmującą Jerzego. – Na balu maturalnym wyznała mu miłość.
Według Marii, wszystkie koleżanki z klasy Jerzego były w nim zakochane w szkole, a teraz wszystkie z brzydkich kaczątek przemieniły się w piękne łabędzie. A Natalia całkowicie się zaniedbała, aż strach pomyśleć, że mąż od niej ucieknie.
Natalia postanowiła się nie poddawać. Kiedy Wania spał, znalazła w Internecie zdjęcia pięknych kobiet i zapisała je w folderze. Na kolejną wizytę teściowej była gotowa.
– Och, Mario, moi koledzy z roku też postanowili się spotkać, teraz przygotowujemy filmik z wykładowcami, chcesz zobaczyć?
Natalia zaczęła przeglądać zdjęcia i wymyślać historie:
– To Irina Pietrowna, ma ponad sześćdziesiąt lat, a jak wygląda. A to Nina Pawłowna, jest jeszcze starsza – Natalia przeniosła wzrok na teściową i dodała – a wygląda jak twoja rówieśniczka lub nawet młodziej.
Przegląd przerwał wracający z pracy Jerzy. Zmartwiona teściowa natychmiast zapytała go:
– Jerzy, naprawdę tak bardzo postarzałam się przez ostatni rok?
– Co ty mówisz? Nadal jesteś młoda i piękna – odpowiedział i pocałował matkę.
– Nie, popatrz na wykładowców Natalii. Wszyscy są znacznie starsi ode mnie, a wyglądają lepiej.
Wszystkie zapewnienia syna nie miały na nią wpływu i wychodząc, zatrzymała się przy lustrze, a potem machnęła ręką.
Maria cierpiała przez kilka dni, a potem postanowiła pocieszyć się tym, że ktoś wygląda jeszcze gorzej od niej.
Bawiąc się z wnukiem, teściowa mimochodem powiedziała synowej:
– Natalio, zaproszono mnie na babskie spotkanie, a nie zdążyłam kupić sobie nowej sukienki. Oddaj mi swoją sukienkę, tę kaszmirową ze złotymi zdobieniami, i tak się w nią już nie mieścisz.
Natalia przełknęła obelgę, ale odpowiedziała z uśmiechem:
– Oczywiście, Mario, tylko że tata wczoraj zawiózł nasze rzeczy do pralni chemicznej, więc oddałam i sukienkę. Kiedy ją potrzebujesz?
– Na piątek – zmieszała się teściowa.
– Na piątek będzie gotowa, rano możesz odebrać.
W piątek przed południem Maria była w domu syna. Na wieszaku wisiała sukienka, jedna z nielicznych eleganckich sukienek Natalii.
– Proszę, Mario, przymierz, będzie ci świetnie pasować.
Nic niepodejrzewająca teściowa założyła strój synowej i o, zgrozo! Sukienka krępowała ją, była za mała.
– Co się dzieje, Natalio, naprawdę tak bardzo przytyłam? Przecież przed twoją ciążą miałyśmy ten sam rozmiar.
– Może, Mario, z troski o mnie przybierałaś kilogramy razem ze mną. Ale nic się nie martw, przejdziesz na dietę i wszystko wróci do normy.
Od tego dnia Maria nie tylko przestała podchodzić do lodówki po szóstej wieczorem, ale i ograniczyła swój jadłospis do nielubianego brokułu, jagód i jogurtów.
Przyzwyczajona do tego, że zawsze jest w świetnej formie, nie pomyślała o zważeniu się. Nie wiedziała, że synowa trzy dni wcześniej zadzwoniła do swojej koleżanki, właścicielki zakładu krawieckiego.
– Lilka, ratuj, natychmiast zwęź mi sukienkę o dwa rozmiary! – poprosiła.
– No, ty jesteś niesamowita, dopiero co urodziłaś, a już tak schudłaś, jak ci się to udało? Wieczorem wpadnę, żeby zobaczyć Wanię.
– Nie, to dla ukochanej teściowej – odpowiedziała Natalia.
Dzień później do Natalii zadzwonił Eugeniusz.
– Natalio, wiesz, co się dzieje z Marią? Uważa, że bardzo przytyła, całkowicie przestała jeść, a mi każe drugi dzień jeść tylko szparagi. To znowu wasze podstępne gry?
– Nie martw się, Eugeniuszu. Na wojnie jak na wojnie. A jeść zawsze możesz u nas.
