Wybierając z tego, co pozostało: kiedy nadmierne wymagania wobec mężczyzn są uzasadnione
Moja żona ma koleżankę z czasów studiów. Dość atrakcyjna, wesoła, dusza towarzystwa, z posagiem: domem i samochodem klasy biznes, podarowanymi przez ojca. Pracuje, nie przemęczając się, za 30 tysięcy miesięcznie. Rodzina również materialnie wspiera, więc nie ma motywacji do budowania kariery. Po co, skoro bez wysiłku dostaje to, na co inni pracują całe życie?
Ale jest pewna dziwność! Ma już dobrze ponad 30 lat, a na horyzoncie ani jednego kandydata na męża. Sama otwarcie mówi, że chciałaby wyjść za mąż i mieć dziecko, ale nie ma od kogo.
Na moje pytanie „Dlaczego tak jest?”, żona opowiedziała, że podczas studiów ta koleżanka była dość popularna wśród chłopaków. Gwiazda grupy: w markowych ubraniach, pierwsza miała samochód, z dobrym poczuciem humoru, znająca swoją wartość. Rudowłosa, z naturalną urodą. Z takimi atutami dziewczyna jest skazana na sukces.
I rzeczywiście tak było. Wielu chłopaków za nią biegało, byli w niej nieszczęśliwie zakochani. Mogła manipulować nimi jak chciała. Spotykała się z kilkoma jednocześnie, korzystając z ich sympatii, prosiła o przysługi, podczas gdy sama odpoczywała na wakacjach.
Potem zdecydowała się na związek z jednym chłopakiem, ale po kilku latach się rozstali. Nie zauważyła, kiedy jej dawni wielbiciele „rozdali się” mniej wymagającym dziewczynom. Założyli rodziny. Podobnie jej koleżanki wychodziły za mąż, rodziły dzieci.
A ona ciągle szukała i czekała na ideał. Majętność rodziny odegrała złą rolę. Poprzeczka była bardzo wysoko: potencjalny mąż musiał być dobrze sytuowany i traktować ją jak księżniczkę. Nie chciała znosić nawet najmniejszych wad.
Niepostrzeżenie minęło ponad 30 lat życia. Koleżanki już dawno założyły rodziny, mają dzieci. Tak, niektóre są już po kilku rozwodach, inne samotnie wychowują dzieci. Niemniej jednak, wszystkie znalazły swoje miejsce w życiu.
🤔 A ona wciąż jest sama. Wielbiciele już nie atakują jej stron w mediach społecznościowych ani nie dzwonią. Po prostu ich nie ma.
Bardzo przytyła. Wydaje się, że jedzenie kompensuje jej samotność. Pomaga starszej siostrze wychowywać bliźniaki. Mówi, że jeśli do 40 roku życia nie wyjdzie za mąż, to urodzi dziecko „dla siebie”.
I wiecie co? Zrozumiałem coś niezwykłego: po 35-40 latach mężczyźni i kobiety zmieniają role!
👦 Młodzi chłopcy są gotowi zakochać się i rzucić cały świat do stóp dziewczyny! Wydają pensję na prezenty i wspólne wyjazdy, przymykają oczy na pewne wady i sygnały w zachowaniu ukochanej, które są sprzeczne z ich zasadami, znoszą kaprysy i nawet uważają je za „urocze”, zabawne cechy charakteru.
Stopniowo dostrzegają, że miłość powinna być wzajemna. Gra do jednej bramki nie jest normą. Wybierają więc dziewczyny bardziej uległe, delikatne, troskliwe. Takie, przy których nie czują się „zasobem”.
Często taki wybór jest deprecjonowany, mówiąc, że mężczyźni nie chcą wiązać się ze „skomplikowanymi” przypadkami, preferując „wygodne” kobiety. Nie do końca tak jest. Po prostu chcą mieć możliwość bycia sobą. Ważne jest nie tylko kochać, ale i być kochanym, akceptowanym przez swoją kobietę.
👧 A dziewczyny nadal przebierają. Trzeba przyznać, że w umiarkowanym stopniu to właściwe. Mówię jednak o przypadkach, kiedy selektywność wobec potencjalnego partnera przekracza wszelkie dopuszczalne granice.
Stopniowo ciągłe przeszukiwanie staje się nawykiem. Dziewczynie wydaje się, że każdy kolejny wielbiciel będzie lepszy od poprzedniego.
Jest żart. Idealny mężczyzna jest dobry, kochający, hojny, przystojny, bogaty, mądry. I nie istnieje.
Zwykli, ziemscy mężczyźni, niepozbawieni swoich cech, wymagań i wad (podobnie jak same dziewczyny) ich kategorycznie nie interesują.
Tymczasem wymagania rzadko są adekwatne. Według mojej zdecydowanej opinii, kobieta ma prawo stawiać wysokie wymagania, jeśli sama im odpowiada.
W rzeczywistości jest jednak odwrotnie. Siedzi kobieta grubo po trzydziestce, o przeciętnej urodzie, bez większych sukcesów zawodowych i z ograniczonym wewnętrznym światem – i intensywnie czeka na księcia z bajki!
Z mojego doświadczenia wynika, że niekończące się „przebieranie” kończy się dwoma scenariuszami:
1. Obniży swoje wymagania, aby chwycić się „ostatniej szansy”. Kiedy kobieta zdaje sobie sprawę, że jej uroda przemija, a inni „niechciani” wielbiciele są „rozdzielani” przez inne kobiety, które szczęśliwie zakładają z nimi rodziny – głęboko zastanawia się, że naprawdę może zostać sama i niepożądana. Pojawia się obsesyjne pragnienie wyjścia za mąż, nieważne za kogo. Z ironią losu, wybór pada na mężczyznę, który jest o wiele gorszy od tych, których wcześniej odrzuciła.
Tutaj nadchodzi czas mężczyzn. Po trzydziestce to oni wybierają i nadają ton przyszłym związkom. Popyt na „normalnych” mężczyzn jest ogromny! A kobiety są gotowe na wiele ustępstw, aby tylko „znaleźć swoje miejsce”.
2. Będzie nadal selekcjonować potencjalnych partnerów, których z biegiem lat będzie coraz mniej. Istnieje szansa, że znajdzie tego „jedynego”, ale to bardziej przypomina szczęście i przypadek, co oznacza, że jest znikome.
Wniosek: stawianie wymagań mężczyznom jest uzasadnione tylko dla kobiet, które same spełniają swoje kryteria. W przeciwnym razie skończy się to wskakiwaniem do ostatniego wagonu.
Zgadzasz się, że nadmierna wybredność kobiet źle się kończy?
