Przyszłam do przyjaciółki pół godziny wcześniej… i zobaczyłam samochód męża przed blokiem
Kiedy ich spojrzenia się spotkały, od razu poczułam, że między nimi przeskoczyła iskra…
—
Znam wiele historii, które zaczynają się słowami: „Wróciłam wcześniej z pracy i zastałam…”. Zawsze wydawały mi się one bajkami. Byłam pewna, że to nie dotyczy mnie, nie dotyczy nas z Witkiem…
To, że Tonia, moja przyjaciółka, spodobała się Witkowi, było oczywiste od razu. Od pierwszego spotkania, kiedy ich poznałam. Od tego momentu starałam się, aby ich spotkania były jak najrzadsze.
Zawsze wiedziałam, że Antonina jest piękniejsza ode mnie. Wysoka brunetka z długimi włosami, głębokim spojrzeniem i świetną figurą. Nieco zmysłowa, ale nie przesadnie. I wiesz, oni nawet mieli coś wspólnego. Ja i Witek jesteśmy zupełnie różni z wyglądu. Ale oni… Ten wzrok, który przenika cię na wskroś… Może właśnie to spojrzenie przyciągnęło mnie do obojga, do męża i przyjaciółki.
Z Antoniną, przyjaciółką, poznałam się wcześniej, jakieś dziesięć lat temu. Z Witkiem później. Oni spotkali się dopiero po naszym ślubie, dokładnie rok temu. Tak się złożyło. Tonia wyjechała na staż do Anglii zaraz po studiach.
Za chwilę będziemy z Witkiem obchodzić trzecią rocznicę ślubu, a dokładnie po naszej drugiej rocznicy… Kiedy ich spojrzenia się spotkały, od razu poczułam, że między nimi przeskoczyła iskra.
Ale… Witek jest niezawodny. Kocha mnie, trzyma się mnie, marzy o dzieciach. Byłam pewna Witka. Byłam…
Mówią, że serce nie sługa. Na wszelki wypadek ograniczyłam ich spotkania. Byłam pewna, że za moimi plecami nie zacznie szukać randek, nawet jeśli ktoś mu się spodoba.
Na szczęście Tonia nie lubi hucznych imprez. Z łatwością odmówiła zaproszenia na moje urodziny. Powiedziała, że jestem jej najbliższą przyjaciółką i chce spędzić wieczór tylko ze mną. Usiedzieć, pogadać… Z chęcią się zgodziłam.
– Tylko, ugoda, już się namęczyłaś z przyjęciami dla teściowej i rodziców, a potem w pracy. Tym razem ja przygotuję stół. Zorganizujemy twoje urodziny u mnie w mieszkaniu.
To, jak rozumiesz, było dla mnie jeszcze przyjemniejsze.
—
Szłam do Antoniny, aby razem spędzić wieczór przy kieliszku wina i torcie, w ramach moich minionych urodzin.
Chciałam zrobić przyjaciółce niespodziankę. Wyszłam wcześniej z pracy. W końcu, dlaczego miałaby męczyć się przy garnkach. Kupiłam wino i słodycze, owoce… Było ciężko je taszczyć, prawie się przeliczyłam, bo zwykle jeździmy na zakupy z mężem samochodem…
Już widziałam jej blok…
Ale… co to? Przed blokiem stoi znajomy samochód. Czas jakby stanął w miejscu, a serce zaczęło bić szybciej. Powoli podeszłam do samochodu, próbując się uspokoić: może to tylko zbieg okoliczności? Spojrzałam na tablice rejestracyjne…
Nie, to na pewno nasz samochód. Witek tu był. Gdzieś w tym bloku, może nawet w tym budynku. Serce prawie wyskoczyło mi z piersi. A jeśli…
Nie, nie! Odpędzałam od siebie tę myśl. Szybko na górę, szybko wszystko wyjaśnić!
Otworzyłam drzwi do klatki, powietrze stało się cięższe. Kroki dudniły, gdy wchodziłam po schodach do windy, rytmicznie uderzając w skronie. Jak na złość, winda długo nie przyjeżdżała. Na górze słychać było jakąś rozmowę, najwyraźniej jeden mężczyzna stał w windzie, a druga osoba, kobieta, żegnała go i coś mówiła…
Wybrałam numer męża i usłyszałam melodię jego dzwonka. W windzie na pewno stał on.
Wyleciałam jak strzała na zewnątrz.
– Halo, – odebrał Witek.
– Cześć! Gdzie jesteś? Słychać cię jakbyś był w studni, jest jakieś echo…
– Jestem w windzie.
– W windzie? Gdzieś wyjechałeś?
– Tak, mam tu parę spraw… A coś pilnego chciałaś?
– Eee, nie. Dzwonię tylko przypomnieć, że dzisiaj idę do przyjaciółki, wrócę późno.
– Pamiętam. Bawcie się dobrze!
Nie powiedział: “Przekaż pozdrowienia!” Zwykle nie zapomina o takich grzecznościach. Dlaczego tym razem nie powiedział? Może dlatego, że Tonia była obok?
—
Schowana za krzakami na placu zabaw, jak złodziej czy szpieg, czekałam, aż mąż wyjdzie z bloku.
Potem znowu weszłam do budynku, weszłam na odpowiednie piętro. Ręka drżała i była jak pod prądem, gdy nacisnęłam przycisk dzwonka. Można by pomyśleć, że izolacja elektryczna została naruszona, ale wiedziałam, że to nerwy.
– Witek! Zapomniałeś czegoś?
Nie mogłam dłużej ustać na nogach. Osunęłam się na kuckach przy ścianie. Przyjaciółka otworzyła drzwi i zdziwiła się:
– Kasia?
– Spotkałam Witka.
– Dlaczego jesteś tak wcześnie?
– Chciałam zrobić niespodziankę. I, szczerze mówiąc, niespodzianka się udała!
– Rozmawiałaś z mężem?
– Tak! Powiedział mi wszystko! – skłamałam.
– No to dobrze! Już miałam dość tego ukrywania! Właściwie, dziś zamierzałam ci wszystko powiedzieć. Wiesz, nie obrażaj się na niego…
– Nie obrażam się!
– Dobrze. Ale dlaczego siedzisz na klatce schodowej, wejdź do mieszkania.
W milczeniu weszłam, byłam w szoku.
Przyjaciółka zdawała się nie zauważać mojego zamieszania i zachowywała się jak zwykle. Przeszłyśmy do salonu. Stół był już prawie nakryty, nie za dużo potraw, ale wszystko bardzo wyszukane. Rozmawiałyśmy o pracy, o życiu, ale mój umysł był zajęty tylko jednym pytaniem: jak długo to trwa? Dlaczego nic o tym nie wiedziałam?
Postanowiłam nie pokazywać, że jestem wytrącona z równowagi. Może to było głupie, ale urządzenie histerii wydawało mi się jeszcze głupsze. Kontynuowałyśmy wieczór, a ja starałam się skupić na rozmowie, chociaż w środku wszystko we mnie kipiało i wrzało.
Byłam u Toni niedługo. Zaczęłam się zbierać do wyjścia.
– Ojej! Prawie zapomniałam o najważniejszym!
– Co takiego?
– Prezent… Mój prezent dla ciebie. Niespodzianka…
„Dzięki, niespodzianek na dziś wystarczy,” – pomyślałam.
Antonina kontynuowała:
– Proszę! Noś na zdrowie!
– Co to jest?
Tonia podała mi czerwone aksamitne pudełko.
– To te same kolczyki. Czy Witek tylko powiedział ci o naszym pokrewieństwie?
– O pokrewieństwie?
Znowu byłam zszokowana…
—
Okazało się, że Antonina i Witek są rodzeństwem. Mają tego samego ojca. Ale mama Witka zabroniła mu po rozwodzie widywać się z ojcem i jego nową rodziną. Witek zawsze robił
to potajemnie.
Moja teściowa była naprawdę surową i przesadnie zazdrosną kobietą. Udało mi się jednak nawiązać z nią przyjacielskie stosunki.
Mąż początkowo nie opowiedział mi o swojej siostrze, ponieważ jej nie było w kraju. Potem… nie zdążył – sama przyprowadziłam Tosię do domu i przedstawiłam Witkowi. Przyjaciółka bała się, że jej brat będzie miał problemy z mamą, jeśli się dowie, i poprosiła mnie, żebym nic nie mówiła. Powiedziała, że zna mnie dłużej niż Witek, więc znajdzie odpowiedni moment…
Okazało się, że znali się nawzajem i byli nawet podobni, jak to zwykle bywa z bliskimi ludźmi. A mnie wydawało się, że między nimi przeskoczyła iskra…
Na moje urodziny Antonina postanowiła powiedzieć mi wszystko. A żeby złagodzić opowieść, ona i Witek postanowili dać mi w prezencie zestaw biżuterii. Mąż – naszyjnik, a przyjaciółka – kolczyki, które pasowały do tego naszyjnika. Na początku myślała, że dobierze je na podstawie zdjęcia, ale zdjęcia często zniekształcają kolor. Dlatego poprosiła Witka, żeby przyniósł jej naszyjnik na jeden dzień, znalazła i kupiła kolczyki… A dziś Witek przyszedł po naszyjnik. Przecież, wracając do domu, na pewno chciałabym przymierzyć całą biżuterię razem…
Zgodnie z planem Antoniny miało to wyglądać tak:
ona wręcza mi kolczyki, a ja „ocham” z zachwytu. Mówię, jak wspaniale pasują do prezentu od męża. Wtedy Tonia prosi mnie o wybaczenie, że nie powiedziała od razu, a jeszcze poprosiła Witka o milczenie, i wyjawia prawdę. Gdyby naszyjnik wciąż był u niej, byłoby to jeszcze bardziej niezręczne… Kto by pomyślał, że przyjadę wcześniej i spotkam męża na klatce…
Taka to historia…
Teraz już nie boję się, że moja przyjaciółka będzie się spotykać z moim mężem. Wręcz przeciwnie, często spędzamy czas we troje, razem. A za tydzień do Tosi przylatuje jej przyjaciel (z Anglii), mamy nadzieję, że on też dołączy do naszej paczki.
