Widziałam twojego męża w kawiarni z inną! – powiedziała przyjaciółka

Gorzkie łzy spływały po policzkach, zostawiając słony smak na jej ustach. Kasia siedziała w półmroku swojej sypialni, otoczona starymi fotografiami ze ślubnego albumu.

Tak naprawdę, nazywanie ich starymi to duża przesada – ich małżeństwo ledwo co przetrwało pierwszą rocznicę, ale wydawało się, jakby od ślubu minęła wieczność. W tym czasie przeszli przez wypadek, naprawę samochodu i duży dług, który zmusił jej męża do pracy do późnych godzin nocnych, kłótnie o wybór mebli do wynajmowanego mieszkania, wakacje w Tajlandii i złapaną tam infekcję żołądkową.

Podobne drobne trudności dla młodego małżeństwa mogą być uważane za uwalniające – kiedy mąż troskliwie trzyma twoje włosy, delikatnie mówiąc, że wszystko będzie dobrze, podczas gdy ty korzysz się nad sedesem z wymiotami, nieuchronnie przestajesz się krępować w przyszłości.

Kasia przeglądała zdjęcia, to płacząc, to niechcący się uśmiechając. Oto oni tańczą walca wiedeńskiego – pokłócili się sto razy, zanim go nauczyli (Kasia nigdy wcześniej nie tańczyła, a Staszek był świetnym tancerzem), ale w końcu wszystko wyszło znakomicie.

Goście byli zachwyceni, jak i ona sama, a nagranie z tańca nie wywoływało nawet u wymagającego Staszka przewracania oczami. Lokówki wypadły z jej fryzury, makijaż pod koniec wieczoru lekko się rozmazał, ale jej szczęśliwy uśmiech i błyszczące oczy sprawiały, że na wszystkich ślubnych zdjęciach wyglądała pięknie jak nigdy wcześniej.

„Gdzie teraz jesteśmy?” – Kasia zamknęła album.

Jej serce biło tak głośno, że wydawało się, że zaraz wyskoczy z piersi. Już od dwóch dni była pewna, że jej mąż ją zdradza. Podejrzenia wkradły się do jej serca jakby z opóźnieniem, ale teraz nie mogła się ich pozbyć.

– Widziałam twojego męża w kawiarni z inną! – powiedziała ostatnio przyjaciółka. – Rozmawiali sobie miło, omawiali coś przez ponad godzinę, a potem odjechali jego samochodem.

– Naszym samochodem! – podkreśliła Kasia.

Na początku nie przywiązywała do tego wagi. Mógł rozmawiać z kimkolwiek, na przykład z koleżanką z pracy, ale wątpliwości już zakiełkowały.

Wczoraj podeszła do męża i powiedziała:

– Chodźmy do kawiarni? Chcę cię poczęstować rafem pomarańczowym. Jestem pewna, że takiego jeszcze nie próbowałeś.

Staszek podniósł głowę, z trudem odrywając wzrok od laptopa.

– Tak, kochanie, chodźmy, jeśli chcesz.

– Od dawna nie piłam kawy! – kontynuowała Kasia, wpatrując się w męża. On już wrócił do pracy i tylko skinął głową, nie rozwijając tematu. – A ty? – zapytała z irytacją Kasia, czując, że jej pytanie jest niezwykle oczywiste.

– Dzisiaj piłem, przecież wiesz! – odpowiedział Staszek jakby nigdy nic. – Bardzo lubię naszą nową kawę.

– Poza domem, – sprecyzowała Kasia. – To coś zupełnie innego.

– Daj spokój. Chodzę do kawiarni na dobre dopio, którego nie da się zrobić w domu w kawiarce, a nie dla atmosfery. Oczywiście, jeśli nie z tobą. Z tobą to już wydarzenie! – poprawił się Staszek.

– Dawno byłeś w kawiarni? – ponownie zapytała Kasia.

– Dawno, – rzucił mąż. – Pewnie z miesiąc temu.

Serce zatrzepotało w piersi. Oto potwierdzenie. Teraz Kasia była pewna, że Staszek ją okłamuje.

Od tej pory każde jego krótkie nieobecności, każdy telefon, na który odchodził odpowiadać do innego pokoju, wydawały się jej nie do zniesienia zdradą. Nawet gdy słyszała, że rozmowa dotyczyła pracy, osad od podejrzanych myśli pozostawał i wisiał ciężkim ciężarem na jej sercu.

Dlatego dzisiejszego wieczoru Kasia tak bardzo się dręczyła podejrzeniami, że w łzach usiadła przeglądać zdjęcia ślubne, na których szczęśliwie się do siebie uśmiechali. Na jednym z nich była w jego ramionach, radosna i pewna przyszłości.

„Co się z nami stało?” – szeptała do siebie.

Jej podejrzliwość osiągnęła absurdalny poziom. Zauważała każdą najmniejszą rzecz, każdy znak zdrady. Czasami wydawało jej się, że słyszy ciche rozmowy przez telefon, chociaż Staszek był w sąsiednim pokoju.

Wychodząc, widziała, że Staszek milczy, a w pokoju słychać tylko stukot jego palców na klawiaturze. Niezwykłe ustawienie fotela w samochodzie sprawiało, że Kasia była przekonana, że jeździł nim ktoś inny – może rano, może godzinę temu. I nie wiadomo, co robili w samochodzie…

Serce Kasi rozrywało się na kawałki, ale nie mogła znaleźć dowodów na jego zdradę. Przyjaciółki doradzały jej różne rzeczy: jedna mówiła, żeby nie panikować, druga radziła odejść od zdradzającego.

Kasia nie mogła znaleźć spokoju. Bała się stracić kogoś, kto był dla niej wszystkim, ale nie mogła też znosić roju myśli w głowie i ukrywać problemu.

Musiała znaleźć odwagę, by porozmawiać ze Staszkiem, wyrazić swoje obawy i wątpliwości. Jednak za każdym razem, gdy myślała o tej rozmowie, zaczynała płakać, żałując siebie i czując się zraniona, albo, przeciwnie, jej obawy wydawały się bezpodstawne, głupie i niewarte rozmowy. Tak, w nerwach, Kasia spędziła jeszcze kilka dni.

W dniu rocznicy Staszek został dłużej w pracy. Przynajmniej tak powiedział. Pierwsze dwadzieścia minut Kasia spokojnie przygotowywała kolację rocznicową, ciesząc się, że dzięki temu zdąży upiec kurczaka w piekarniku.

Kolejne czterdzieści minut biegała nerwowo z kąta w kąt mieszkania, wyobrażając sobie męża z inną w restauracji, w samochodzie, w hotelu.

„Nie, zdecydowanie trzeba to rozwiązać, inaczej oszaleję, – podsumowała Kasia. – Skoro nie umiem wyrazić wszystkiego wprost, napiszę list, w którym podzielę się wszystkimi swoimi obawami i podejrzeniami, mając nadzieję, że są one bezpodstawne i będziemy mogli przezwyciężyć ten koszmar. Jest mi ciężko i trudno, ale mój mąż jest tego wart. Do diabła, mamy tylko rok! Papierowa rocznica. Nie pięć i nie dziesięć, tylko rok… Dopiero się przyzwyczajamy, dopiero poznajemy. Zawsze myślałam, że ludzie oziębiają się po około trzech latach… Jeszcze dwa tygodnie temu powiedziałabym, że w naszym małżeństwie wszystko jest idealne. Gdzie teraz jest ta szczęśliwa i beztroska magia, która może ocalić nas przed cieniami podejrzeń i przywrócić szczęście, które kiedyś dzieliliśmy?..”

Podczas pisania ostatnich słów listu, jej łzy przestały być łzami smutku, a stały się łzami nadziei. Wszystko się ułoży, wszystko na pewno się ułoży.

Zapaliła świece, wyjęła kurczaka z piekarnika i czekała na męża.
Wrócił z bukietem kwiatów, długo i namiętnie ją całował, a potem usiedli do stołu.

– Wymiana prezentów? – Kasia wyciągnęła bawełniany chusteczek. – Pamiątka na rocznicę, papierowa rocznica.

– Pamiętam, kochanie! – mąż podał jej kopertę ozdobioną bawełnianymi koronkami. Rozwinęła papiery w niej leżące i długo się w nie wpatrywała z niedowierzaniem.

– Co to jest? – w końcu zapytała Kasia. – To przecież niemożliwe.

– Tak, kochanie, nie będziemy musieli już mieszkać w wynajmowanym – kupiłem mieszkanie. Będzie tam biblioteka, jak zawsze chciałaś. Wszystkiego najlepszego, kochanie!

– Jak to wszystko zorganizowałeś? – zapytała Kasia, mrugając oczami.

– Zacząłem dość dawno temu. Nie bez powodu brałem dodatkowe zlecenia do późnej nocy, – mąż uśmiechnął się. – Uzbierało się. Mieszkanie wybierałem już w tym miesiącu. Żona Michała, ona jest agentką nieruchomości, pomogła. Przejechaliśmy razem pół miasta! W zeszłym tygodniu właśnie przy kawie omówiliśmy ostatnie szczegóły i sprawa była załatwiona.

– Boże, jaka ja głupia! – Kasia uśmiechnęła się do męża, zdumiona swoją głupotą.

– Nie mów tak! – Staszek pogroził jej palcem. – A co to za kartka?

– To? – Kasia wzięła swój list i podsunęła go do świecy. – To nic, kompletna bzdura.

W płomieniach zgasły wszystkie jej wątpliwości. Kasia w myślach zganiła siebie za te dni pełne męczących podejrzeń. Wyszła za wspaniałego człowieka. Musi o tym pamiętać i nie zapominać.