Moi rodzice żyli w małżeństwie przez 23 lata, a 5 lat temu się rozwiedli. Życie po rozwodzie ułożyło się im różnie. Mój tata nie ożenił się ponownie i żył szczęśliwie, a moja mama wyszła za mąż po raz drugi i jest mi jej bardzo żal
Chcę zacząć od tego, że od wielu lat mieszkam osobno od moich rodziców, mam już swoją własną rodzinę i dzieci, ale nadal martwię się o nich, nie było dnia, żebym nie myślała o własnych rodzicach. Mama i tata byli małżeństwem przez długie 23 lata, a rozwiedli się, niestety, prawie 5 lat temu.
Bardzo trudno mi było to zaakceptować, ale z czasem się z tym pogodziłam. Chcę im tylko dobra, więc uspokajała mnie myśl, że jeśli będą szczęśliwsi, mieszkając osobno, to niech tak będzie.
Jednak czas pokazał, że ich życie po rozwodzie nie stało się lepsze, przynajmniej moim zdaniem.
Tata być może stał się nieco szczęśliwszy, ponieważ mama zawsze go krytykowała i ciągle czegoś od niego chciała. Po rozwodzie poświęcił cały swój czas pracy i opiece nad moją babcią, swoją mamą.
Natomiast życie mojej mamy po rozwodzie to jedna wielka czarna seria: związała się z mężczyzną, który okazał się nie być dobrą osobą, nie szanuje jej i żyje tylko na jej koszt.
Nie wiem, kiedy się poznali, ale sądząc po wszystkim, stało się to około dwóch lat temu – wtedy mama zaczęła odmawiać mi pomocy przy wnukach i powiedziała, że chce żyć dla siebie.
O tym, że mam ojczyma, dowiedziałam się mniej więcej pół roku później – kiedy bez uprzedzenia przyjechałam do mamy i po raz pierwszy zobaczyłam tam tego nieznajomego mężczyznę.
Od razu mi się nie spodobał, bo nie był tak dobry i uprzejmy jak mój tata: nie miał stałej dobrej pracy, własnego mieszkania i z jakiegoś powodu nie utrzymuje kontaktu ze swoimi dziećmi.
Wydaje mi się, że mama wprowadziła go do swojego mieszkania tylko dlatego, że nie chciała na starość zostać sama i uważała, że lepiej żyć z mężczyzną niż być samotną.
Nie chcę wtrącać się w ich życie i starałam się maksymalnie odsunąć od ich relacji, ale wkrótce po naszym pierwszym spotkaniu z ojczymem, mama zaczęła ciągle na niego narzekać.
Mama zaczęła częściej do mnie dzwonić i przychodzić do mnie, żeby choćby po prostu się wygadać, opowiedzieć o swoim życiu: raz dowiaduję się, że wydał jej oszczędności na siebie, innym razem, że prosi ją, żeby wzięła dla niego kredyt.
Z jej opowieści wynika, że nie ma tygodnia, żeby ojczym nie mówił o rozwodzie. Za każdym razem jestem szczerze zdumiona jej opowieściami, bo tata zawsze dbał o mamę jak o kruchą istotę, i nie pamiętam żadnej podobnej kłótni, tylko drobne spory.
Nie rozumiem, jak inteligentna, rozumna i dorosła kobieta mogła sobie tak zepsuć życie. Mama i jej mąż ciągle się o coś kłócą, a wydaje mi się, że bez niego żyłoby jej się o wiele lepiej.
Rozmawiałam z mamą wielokrotnie, żeby się z nim rozwiodła, bo ma wszystko, czego potrzebuje, ma swoje mieszkanie, wszystko byłoby dobrze. Ale mama milczy. A ja nie rozumiem jednego: jeśli jest jej z nim tak źle, to dlaczego się nie rozwodzi? Co ją trzyma? Czy to możliwe?
