Swoje mieszkanie teściowa pozostawia córce i zięciowi, a sama zamierza przenieść się do nas, tylko mnie takie szczęście nie jest potrzebne
Z matką mojego męża starałam się utrzymywać neutralne, uprzejme relacje, chociaż ona swojej antypatii do mnie nie ukrywała nawet pod płaszczykiem grzeczności. Głównym jej zarzutem było to, że niby omotałam jej synka. Tak, jestem starsza od męża o całe pięć lat, wyobrażacie sobie? Mam teraz trzydzieści sześć lat.
Jesteśmy z mężem małżeństwem od sześciu lat, mamy dwoje dzieci – syna, który ma pięć lat, i córkę, która ma rok. Mieszkamy w mieszkaniu, które kupiłam jeszcze przed ślubem. Ten fakt również nie podobał się matce mojego męża, bo jej syn wprowadził się do mnie i jeszcze do innego miasta. Przedtem mieszkał z mamą i siostrą, zapewniając im utrzymanie, a tu taka porażka.
Poznaliśmy się, gdy przyjechał do naszej filii w delegacji. Nie mogę powiedzieć, że to była miłość od pierwszego wejrzenia, ale szybko się porozumieliśmy. Różnica wieku nie przeszkadzała ani jemu, ani mnie. Oboje nie mieliśmy wcześniej małżeństw ani dzieci.
Przeprowadził się do mnie, mieszkaliśmy razem przez rok, a potem zalegalizowaliśmy nasz związek. Teściowa do ostatniej chwili nie mogła się pogodzić z wyborem syna, wróżąc nam szybki rozwód, nawet gdy urodził się wnuk. Nasze relacje były chłodne.
Starałam się nie jeździć do teściowej w gości, tak samo jak ona do nas. Zwykle mąż zabierał syna do babci, wnuczkę zobaczyła na żywo dopiero pół roku temu, wcześniej nie puszczałam jej, bo była za mała.
W zasadzie takie równorzędne relacje mi odpowiadały, nigdy nie starałam się podobać teściowej, wychodziłam za mąż w zbyt świadomym wieku. Teściowa też nie rwała się do zaprzyjaźniania się ze mną.
Dlatego zaskoczyła mnie wiadomość, że na nowy rok matka mojego męża postanowiła przyjechać do nas. Nie powiem, że byłam kategorycznie przeciwna, ale sama inicjatywa mnie zaniepokoiła. Jak się okazało, słusznie.
Od pierwszych dni w gościach teściowa zaczęła narzekać, jak trudno mi samej z dwójką dzieci. Owszem, jest ciężko, ale nie narzekam. Pomaga mi mąż i moja mama. Poza tym starsze dziecko jest już dość duże, jest z nim dużo mniej problemów niż rok temu. Powiedziałam o tym teściowej, ale ona nie ustępowała.
Przewidywano, że będzie u nas do świąt, a potem wróci. Czekałam na ten dzień z niecierpliwością, bo obecność matki męża wydawała mi się zbyt natrętna. Starannie wtrącała się do domowych obowiązków i opieki nad dziećmi.
Kosztowało mnie to wiele wysiłku, aby nie wybuchnąć, tłumacząc sobie, że to z najlepszych pobudek, że chce tylko pokazać się z dobrej strony, a poza tym wkrótce wyjedzie.
Jednak teściowa nie zamierzała wyjeżdżać. A dokładniej, zamierzała, ale tylko po swoje rzeczy. Tę sprawę poruszyła dzień przed wyjazdem. Rozpoczęła rozmowę z daleka.
– Remont by wam się przydał, oczywiście. A mieszkanie ładne, przestronne. Tam z jednego pokoju można zrobić dwa, nie myśleliście o tym? Kiedyś trzeba będzie dzieciom rozdzielić pokoje.
– Może później się tym zajmiemy. Poza tym z remontem też poczekamy. Jak wyjdę z urlopu macierzyńskiego, wtedy się zastanowimy – odpowiedziałam neutralnym tonem.
Teściowa pokiwała głową, a potem powiedziała, że już przeszła na emeryturę, więc może wziąć na siebie opiekę nad dziećmi, żebym szybciej wróciła do pracy.
– Teraz nikt na ciebie nie czeka w karierze. Tylko się obejrzysz, a na twoje miejsce już kogoś zatrudnili. Twoja mama jeszcze pracuje? No właśnie, a ja już jestem na emeryturze, mogę pomóc. I z wnukami się nasiedzę, bo ich prawie nie widziałam.
Mąż był zdziwiony i zapytał, jak sobie to wyobraża, skoro mieszkamy w różnych miastach.
– Przeprowadzę się do was, macie wystarczająco dużo miejsca.
Tak więc krok po kroku dowiedzieliśmy się, że siostra męża jest w ciąży, a od trzech miesięcy jest już żoną. Ale tego nie ogłaszali, żeby uniknąć zbędnych plotek. Nawet męża nie poinformowali, że siostra wyszła za mąż i spodziewa się dziecka. Ale to drobiazgi, jak mi się wydaje.
Główny problem polega na tym, że młodzi nie mają gdzie mieszkać. Do rodziców męża siostra nie chce, na wynajem potrzebne są pieniądze, a z teściową zięć się nie dogaduje, młodzi regularnie się kłócą z tego powodu. Więc troskliwa mama postanowiła, że dla dobra córki powinna zostawić jej mieszkanie, a sama przeprowadzić się do nas. Uważała, że ten wariant zadowoli wszystkich.
Oczywiście, powiedziałam swoje kategoryczne “nie”. Mieszkać pod jednym dachem z matką męża tylko po to, żeby siostra, którą widziałam raz w życiu, mogła ułożyć sobie życie? Nie, dziękuję. Takiej radości mi nie trzeba.
– No cóż, nie wszystkim się poszczęściło zdobyć mieszkanie przed ślubem – powiedziała teściowa, z której po mojej odmowie zniknęła maska dobroduszności.
– Tak się składa, że i mnie się nie poszczęściło. Na to mieszkanie zarobiłam własną pracą. Tak się zdarza, że nikt nikomu nic na tacy nie przynosi.
Teściowa wyjechała od nas niezadowolona ze mnie i obrażona na syna. Prawie całą noc przed jej wyjazdem spędzili na kuchni, wyjaśniając sobie sprawy.
