— Dostałam! Muszę uciekać do pracy, żeby moi synkowie nie “zrzucili” na mnie wnuków. Ani w dzień, ani w nocy nie mam od nich spokoju. I co teraz robić, sama nie wiem
Niedawno przyjechała do mojej matki siostra. Rzadko ją widujemy – mieszka 200 km stąd. Tak więc, moja ciocia jest na emeryturze, męża straciła trzy lata temu. Synowie dorośli, mają swoje rodziny.
Zdawałoby się, że powinna cieszyć się życiem i zajmować się sobą – haftować, robić na drutach, ćwiczyć jogę, a ileż to można mieć pasji. Ale nie! Kobieta pracuje, mając 70 lat.
Myślicie, że nie wystarcza jej emerytury na życie? Wystarcza, nie narzeka. Więc w czym problem? Dlaczego ciotka na stare lata uparcie nie chce siedzieć w domu i podlewać kwiatków?
A problem polega na tym, że synowie, którzy „żyją swoim życiem”, w rzeczywistości nie dają żyć matce. Każdy z nich jest żonaty i ma po dwójkę dzieci.
I te dzieci ciągle są „przerzucane” na babcię. Babcia jest zmęczona. I to zrozumiałe – czwórka dzieci, spróbuj nadążyć za każdym.
I tak, żeby uchronić się od obowiązku opiekowania się wnukami dniem i nocą, babcia pracuje.
Kiedy ją żegnaliśmy, rozpłakała się na dworcu, powiedziała, że bardzo chciałaby żyć jak inni, jak na przykład moja mama – oglądać seriale i haftować koralikami.
Ale ona nie może. Jeśli przestanie pracować, będzie musiała siedzieć z wnukami. Tak, kocha wnuki. Ale nie może być z nimi cały czas. Już od dawna.
Pytanie – po co wtedy sprowadzać dzieci na świat, jeśli trzeba je ciągle na kogoś zostawiać?
Nie mogę tego zrozumieć. Po prostu nie mogę. Jeśli ktoś powie, że nie kocham dzieci, albo że nic o tym nie wiem, odpowiem, że kocham. Mam dwójkę własnych.
