Rozkapryszona dziewczynka zniszczyła przyjaźń starych znajomych. Boli…
Kocham dzieci, ale nie cierpię kapryśnych. Kiedy widzę, jak dorośli ulegają swoim pociechom, wpadam w złość. Nie mogę patrzeć na tańce, które rodzice odstawiają przed swoimi książętami lub księżniczkami. Po prostu obrzydliwe! To właśnie przez jedną taką „księżniczkę” straciłam swoich najlepszych przyjaciół. Pokłóciliśmy się tak bardzo, że zablokowaliśmy się nawzajem w telefonach i zerwaliśmy wszelkie kontakty.
Przyjaźniliśmy się od wielu lat. Kasia była dla mnie jak siostra. Wszystkie radości i smutki przeżywałyśmy razem. Poznałyśmy się przypadkiem, świętując urodziny w tym samym miejscu, i od razu się zaprzyjaźniłyśmy. Wkrótce przedstawiłyśmy sobie mężów i oni również zaczęli się przyjaźnić. Mieliśmy też innych znajomych, którzy dołączyli do naszej grupy, tworząc zgraną paczkę.
Kilka miesięcy później musieliśmy wyjechać za granicę, bo mąż dostał atrakcyjny kontrakt, którego nie mógł odmówić. Kasia i jej mąż żegnali nas ze łzami w oczach. Na lotnisku przyznała, że jest w ciąży i chciałaby, żebym została matką chrzestną, ale niestety dystans między nami był zbyt duży.
Utrzymywaliśmy kontakt telefoniczny. Przed narodzinami Lenki wszystko było w porządku, ale potem cały świat Kasi zaczął się kręcić wokół córki. Na początku mnie to rozczulało, ale szybko zaczęło irytować. W ogóle nie rozmawialiśmy na inne tematy. Kiedy coś jej opowiadałam, nawet mnie nie słuchała. W jej głowie była tylko Lenka. Nawet nie brała pod uwagę, że może mnie to nie interesować.
Nasi wspólni znajomi potwierdzili moje przypuszczenia – Kasia tak bardzo skupiła się na córce, że wszyscy się od niej odsunęli. Rozmawiała tylko o pieluchach i kaszkach. Nie zrozumcie mnie źle: nasi znajomi nie są przeciwni dzieciom. Wielu z nich ma dzieci, ale nikt nie zachowywał się w ten sposób.
Znajomi mówili, że Lenka rośnie bardzo kapryśna i rozpieszczona, a rodzice spełniają każdą jej zachciankę. Cokolwiek chciała, dostawała natychmiast.
Kiedy kontrakt męża się skończył, postanowiliśmy wrócić do kraju. Zaraz po przyjeździe odwiedziliśmy przyjaciół, bo bardzo za nimi tęskniliśmy. Po drodze wstąpiliśmy do sklepu po prezenty i zabawkę dla Lenki.
— Oto miś pluszowy. Podoba ci się? — zapytałam Lenę, kiedy weszliśmy do domu.
— Fuj! — powiedziała i wyrzuciła zabawkę.
— Och, taka ona jest – ma charakter! — zaśmiała się Kasia.
Ale mnie nie było do śmiechu. Było mi przykro, bo na zabawkę wydaliśmy sporo pieniędzy. Gdybyśmy wiedzieli, jaka jest, w ogóle byśmy jej nic nie kupowali.
Kiedy usiedliśmy do stołu, Lenka zaczęła kaprysić, że jej się nudzi. Byliśmy głodni i zmęczeni po podróży, nie chcieliśmy się z nią bawić, ale rodzice natychmiast poszli do pokoju i zaczęli klękać przed córką.
Oczywiście, musieliśmy do nich dołączyć – nie będziemy przecież sami siedzieć w kuchni. Podczas zabawy Lenka zepsuła mi nowe rajstopy i rozbiła ekran telefonu. Kasia tylko się uśmiechała i powtarzała: „To tylko dziecko!”. Rodzice zaglądali jej w usta i słuchali jej niekończących się opowieści. Na nas w ogóle nie zwracali uwagi – byle tylko Lenka nie płakała i nie kaprysiła.
Nie wytrzymałam i poprosiłam Kasię, żeby czymś zajęła dziecko, bo bardzo chciałam coś zjeść. Nie podobało mi się, że wszyscy tańczą wokół rozpieszczonej księżniczki, więc nie zamierzałam milczeć. Zasugerowałam również Kasi, że powinna zająć się wychowaniem córki, bo później będzie tylko gorzej.
— Skąd ty wiesz, jak wychowywać dzieci, skoro ich nie masz? Nie masz prawa mówić tak o mojej córce! — zaczęła krzyczeć Kasia.
Z mężem postanowiliśmy wyjść. Nagle uświadomiłam sobie, jak bardzo zmieniła się Kasia, kiedy została matką. Przyjaciele nie próbowali nas zatrzymać – chyba nie powinniśmy byli w ogóle przychodzić.
Na tej smutnej nutce zakończyła się nasza przyjaźń. Jest mi bardzo przykro, bo gdyby nie ta kapryśna dziewczynka, nadal bylibyśmy blisko. Kasia nie rozumie, jakie mogą być konsekwencje ślepej miłości rodzicielskiej. Później będzie płakać, ale na zmiany będzie za późno.
Kiedy zostaniemy rodzicami, podejdziemy do wychowania zupełnie inaczej. Nie dopuścimy, aby nasze dzieci stały się domowymi tyranami.
