Matka mojego męża chciała zostać mamą dla mojego dziecka

— Po narodzinach dziecka, teściowa zaczęła zachowywać się w sposób nie do przyjęcia! Zachowywała się, jakby chciała zostać żoną mojego męża i matką mojego dziecka. Zabierała mi syna i nazywała się jego mamą. Poszliśmy do lekarza, a ona wpadła tam i zaczęła odpowiadać na pytania lekarza, jakby to ona rodziła. Oczywiście, z zewnątrz wyglądało to jak farsa, ale wtedy byłam na skraju wytrzymałości i gotowa ją zabić, przepraszam za dosadność. Chciałam, żeby mąż jakoś na nią wpłynął, żeby zrozumiała, że to przesada. A mąż na to powiedział, żebyśmy to po prostu zignorowali, bo nie chciał kłótni. Mieszkaliśmy z nią.

Byliśmy małżeństwem od roku, a nasz syn miał również rok.

— Nie planowaliśmy tak szybko brać ślubu, ale gdy zaszłam w ciążę, Wiktor powiedział, że powinniśmy się pobrać, więc wzięliśmy ślub cywilny. Zamieszkaliśmy u teściowej, bo u moich rodziców było zbyt ciasno. Myślałam, że teściowa będzie mogła pomóc z dzieckiem do momentu, gdy pójdzie do przedszkola. Teściowa była zachwycona, a my planowaliśmy zamieszkać tam chwilę, a potem kupić mieszkanie na kredyt hipoteczny.

Wszystko było w porządku z teściową aż do narodzin dziecka. Czekała na wnuka razem ze mną, kupowała wszystko, dbała o moje zdrowie, dobrze karmiła, wszystko było idealnie.

Ale gdy się urodził, zaczęły się problemy.

— Czułam się, jakbym spełniła swoją rolę i to było na tyle. Teściowa zaczęła na mnie krzyczeć. Jeśli wyrzuciłam chusteczki, nazywała mnie leniwą i kazała myć dziecko wodą. Ona decydowała, jak karmić dziecko, jak z nim spacerować, wszędzie mnie kontrolowała. Próbowałam z nią rozmawiać, ale ona zawsze kończyła, mówiąc, że jestem nikim i że powinnam zostawić dziecko, kiedy będę wychodzić. Doszło do tego, że chciałam ją uderzyć, bo nie oddawała mi mojego dziecka. Robiła to zawsze, gdy męża nie było, a on mi nie wierzył. Mówił, że ona mnie kocha i że wszystko jest w porządku.

Teściowa, widząc, że nikt jej nie ukarze, nawet w jego obecności, zaczęła na mnie krzyczeć na cały dom.

— Zaczęliśmy szukać mieszkania i wyprowadziliśmy się. Zamieszkaliśmy gdzieś pod Warszawą, wzięliśmy, co mogliśmy. Najważniejsze, że to był nasz dom, bez teściowej. Urządziliśmy mieszkanie, kupiliśmy meble. Teraz wszystko robię sama, panuje spokój i harmonia.

Dziecko jest spokojniejsze, chyba dorasta.

Mężowi było ciężko dojeżdżać do pracy, więc wrócił do matki. Stamtąd było szybciej i łatwiej.

— Jest z nami w weekendy, a w niedzielę wieczorem wraca, żeby normalnie dojechać do pracy. Daje pieniądze, widzi dziecko, mnie też, chociaż mi to nie bardzo odpowiada. Czuję się jak samotna matka, ojciec jest tylko w weekendy, ale lepiej tak niż z tą chorą kobietą.

Teraz pojawił się nowy problem, teściowa chce, żeby Wiktor przywoził jej wnuka na kilka dni. Żąda tego, nie wiadomo na jakiej podstawie, ale coraz poważniej to brzmi. Tłumaczyłam, że nie ma takiej możliwości, bo wożenie dziecka tam i z powrotem jest złe, a dziecko nie lubi samochodów. Wiktor sam nie poradzi sobie w podróży z dzieckiem, a ja nie mam ochoty jechać do teściowej.

Teściowa ciągle dzwoni do Wiktora, mówi, że bardzo tęskni, chociaż to ona nas wyrzuciła kilka miesięcy temu.

— Nie chcę jej widzieć u siebie! Nie chcę, żeby w jakikolwiek sposób uczestniczyła w naszym życiu. Chciałabym, żeby wnuk znał swoją babcię, ale ona jest szalona. Niech teraz ponosi konsekwencje swoich czynów.

Aleksandra chce utrzymać relacje z mężem, ale nie chce widzieć teściowej w swoim życiu. Mąż jest zły, że jej rodzice widzą wnuka, a jego mama nie może się z nim spotkać.

Czy to normalne, żeby żądać od żony czegoś takiego po tym, co zrobiła jego matka? Najpierw ich wyrzuciła, a teraz gra ofiarę i chce widzieć wnuka. Jeszcze mąż jej nie bronił, a teraz jest oburzony. Czy naprawdę wygoda jest ważniejsza od własnej żony?

Czy Aleksandra powinna ustąpić i spróbować nawiązać kontakt z teściową? Może teściowa się zmieni? W końcu są rodziną.