Całe życie poświęciłam rodzinie – żadnej wdzięczności. Zdecydowałam się żyć dla siebie, a mąż zażądał rozwodu
Wyszłam za mąż w wieku dwudziestu dwóch lat. Rok później urodziłam pierwszego syna, a dwa lata później drugiego. Wszystko było jak u wszystkich. Wydawało mi się wtedy, że rodzina to najważniejsza rzecz w życiu kobiety. Poświęciłam wszystko na ołtarzu tej rodziny.
Mogę śmiało nazwać siebie wzorową matką i żoną, choć brzmi to nieskromnie. Wiele osób mi to powtarzało. Wydawało mi się, że to najwyższa forma uznania. Szukałam w tym satysfakcji i przez długie lata zmuszałam się do jej odnajdywania.
Mój mąż zawsze był czysto ubrany, wyprasowany. Dbałam, żeby w jego garderobie zawsze były ładne rzeczy, wyprasowane spodnie i wykrochmalone koszule. Umawiałam go do fryzjera, zanosiłam jego buty do naprawy.
Rano zawsze przygotowywałam śniadanie dla całej rodziny, co oznaczało, że wstawałam co najmniej godzinę wcześniej niż wszyscy inni. Na obiad mąż przychodził do domu, więc musiał być zupa, drugie danie i coś do herbaty. Wieczorem kolacja dla całej rodziny. Moi mężczyźni mogli jeść to samo tylko przez dwa dni z rzędu. Trzeciego dnia żadna siła nie mogła ich zmusić do zjedzenia resztek zupy czy ziemniaków.
Z dziećmi też było mnóstwo pracy. Zajmowałam się nimi całkowicie, od pierwszych dni aż do pełnoletności. Czasami pomagali dziadkowie, ale pomoc była rzadka i tylko w wyjątkowych przypadkach. Wszystkie prace ręczne, lekcje, zajęcia dodatkowe spadały na mnie. Mąż nawet nie wiedział, do której szkoły chodzą nasze dzieci.
Przy takim tempie życia nie zostawało mi czasu dla siebie. Dom, praca, ciągłe troski i zmartwienia bardzo na mnie wpłynęły. Cierpiała moja uroda, a także rozwój osobisty. Nie było czasu, żeby po prostu usiąść i poczytać książkę. Co najwyżej mogłam posłuchać radia podczas wykonywania prac domowych. Teraz można słuchać audiobooków, ale kiedyś takiego luksusu nie było.
Dzieci dorosły i rozjechały się w swoje dorosłe życie, emerytura zbliża się wielkimi krokami, a ja spojrzałam w lustro i zobaczyłam zaniedbaną kobietę z przygaszonym spojrzeniem. Boleśnie zdałam sobie sprawę, że życie minęło obok mnie, a co ja w nim widziałam? Garnki, żelazko, odkurzacz i papiery w nudnej pracy? I nikt nawet nie powiedział “dziękuję”.
Nie mogłam sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz byłam na wakacjach. W młodości nie było na to czasu – trzeba było pilnować dzieci, pomagać rodzicom czy teściom w ogrodzie. Potem nie było szczególnie pieniędzy na wakacje, trzeba było kształcić synów.
Doszłam do wniosku, że teraz z mężem nie mamy o czym rozmawiać. On zawsze miał dużo czasu dla siebie. Czytał książki, chodził z synami do muzeów i teatrów, gdy ja sprzątałam dom. W pracy brał udział w różnych wydarzeniach. Wyglądał młodziej ode mnie, choć był starszy o trzy lata.
Znudziło mi się to wszystko, postanowiłam zmienić swoje życie. Zamiast prać skarpetki męża, czytam książkę, zamiast sprzątać w weekendy, chodzę do teatru. Chciałam też wydać pieniądze na siebie – fryzura, manicure, nowa kosmetyczka. Moja garderoba była babcina, a nie miałam jeszcze sześćdziesięciu lat.
Zaczęłam realizować swój plan. Okazało się, że tyle przegapiłam, biegając w kółko dom-praca-dom! Teraz starałam się to nadrobić. Ale mężowi to się nie spodobało – zaczęłam poświęcać mniej czasu na obowiązki domowe.
Pranie po praniu może leżeć dwa dni nieprasowane, ciasta piekę teraz nie codziennie, a w weekendy nie sprzątam, tylko wysypiam się, dbam o siebie i wychodzę gdzieś, na przykład na wystawę.
Ostatecznie mąż wściekł się, kiedy odmówiłam zapisania go do okulisty, bo sam mógł to zrobić.
– Na starość ci się kompletnie w głowie poprzewracało? Zachowujesz się jak wariatka! Całkowicie zaniedbałaś rodzinę!
– Poświęciłam całe życie rodzinie, nie usłyszałam ani słowa
podziękowania. Chcę teraz żyć dla siebie.
– A jakiej wdzięczności potrzebujesz? – mąż wytrzeszczył oczy. – Za co? Za to, że wypełniałaś swoje obowiązki?
Okazało się, że mamy sobie wiele do powiedzenia. Wyjaśnialiśmy sobie nasze sprawy przez trzy godziny, a na koniec mąż oznajmił, że albo wszystko wróci do normy, albo się ze mną rozwiedzie.
– Potrzebuję normalnej żony, a nie wariatki, która zaniedbuje rodzinę!
Powinnam była się przestraszyć, zapłakać, ale nie jest mi wszystko jedno, oczywiście, ale też nie będę cierpieć, jeśli to się stanie. Zmęczyłam się byciem wygodną dla wszystkich, chcę poczuć się człowiekiem. Bardzo szkoda, że mąż tego nie rozumie.
