Pomagam córce, a w zamian słyszę tylko pretensje!
Kiedy moja córka nauczyła się dobrze chodzić, zaczęłyśmy chodzić na różne place zabaw. Na jednym z nich poznała dziewczynkę w swoim wieku. Dziewczynka była z babcią. Ponieważ często się spotykałyśmy, rozmawiałyśmy o życiu.
— A wychodzicie na spacer wieczorem? — zapytała mnie pewnego razu.
— Nie, bo chodzimy na zajęcia rozwojowe.
— Jasne. Ja sama zajmuję się wnuczką. Ale córka i tak się złości.
— Dlaczego? — zdziwiłam się.
— Mówi, że źle tłumaczę, skoro Milana nie rozumie od razu. Wieczorem sprawdza, czy wszystko zrobiłyśmy. Jeśli coś jest nie tak, mamy zapewniony skandal.
Czyli mało tego, że babcia cały dzień zajmuje się dzieckiem, to jeszcze musi ją uczyć? A rodzice do czego są?
Okazuje się, że rodzice dziewczynki ciężko pracują, bo mają kredyt hipoteczny. Wolnych pieniędzy brak, więc o zajęciach rozwojowych nie ma mowy. Zawalili matkę obowiązkami i uznali, że skoro jest na emeryturze, to powinna gotować, sprzątać, zajmować się dzieckiem.
Pewnego dnia przyszłam na podwórko, a Milany z babcią nie było. Kiedy pojawiły się po kilku dniach, babcia skarżyła się na złe samopoczucie — skoki ciśnienia. Ale córka ją zbeształa i kazała wyjść z dzieckiem na spacer. Mówiła, że już kilka dni siedziały w domu.
— A oni wam płacą? — zapytałam moją nową znajomą.
— Jakie pieniądze, kochana? Ledwo wiążą koniec z końcem i jeszcze pasą się na mojej kieszeni! — odpowiedziała kobieta.
Czas mijał. Moja córka już chodziła do przedszkola, a Milana nadal spacerowała z babcią. Kiedy zapytałam ją, dlaczego nie oddają małej do przedszkola, odpowiedziała:
— Córka odmówiła. Powiedziała, że nie chce wozić do przedszkola i ciągle leczyć dziecka. A mnie nikt nie pyta, ale jestem tak zmęczona!
Po jakimś czasie córka nawet wynajęła mamie mieszkanie w pobliżu, żeby ta nie traciła czasu na dojazdy. Okazało się, że długo dojeżdżała, a oni z mężem przez to spóźniali się do pracy. W planach kobiety jest sprzedaż mieszkania, bo wynajem jest dla niej za drogi. Córka nie opłaca wynajmu — po prostu uznała, że mama powinna mieszkać blisko. Wera rozumie, że w tej okolicy będzie mogła kupić tylko kawalerkę, jeśli sprzeda swoje dwupokojowe mieszkanie. Nie chce sprzedawać, ale czy ma inne wyjście?
Mało tego, sama córka jest przeciwna sprzedaży. Chce odziedziczyć dwupokojowe mieszkanie, a nie kawalerkę.
Jak można tak traktować matkę? Aż mnie trzęsie z nerwów. Czy to normalne zachowanie? Co myślicie?
