W końcu zaczęłam sama kierować swoim życiem i odnalazłam szczęście

„Co ty sobie wymyśliłaś, przecież możesz mieć własne dzieci. Pomyśl, te dzieci są porzucone, kto jak nie ja ma im pomóc? A co powiesz, jak mężczyzna cię zostawi?” — takie słowa słyszałam od znajomych.

Larysa nie była jeszcze zamężna z Wojtkiem. Nie spieszyli się z małżeństwem. Larysa zawsze lubiła dzieci i żałowała tych, które zostawały bez rodziców. Jej przyjaciółka często opowiadała historie o takich porzuconych dzieciach. W pewnym momencie Larysa postanowiła, że chce pomóc jednemu z nich.

„Jesteśmy razem już długo, mamy wszystko, pieniądze, duże mieszkanie. Może jednak weźmiemy dziecko, noworodka? Wiem, że szkoda tych dzieci, rozumiem to, ale możemy przecież mieć własne, po co brać adoptowane? Mam już dwoje dzieci, a korzyści z tego żadnej, tylko wydatki” — mówił Wojtek. Larysa zrozumiała, że nie ma na co liczyć z jego strony.

Siedząc w kuchni i popijając herbatę, Larysa wspominała lata spędzone z Wojtkiem. Zawsze żyli według zasady „teraz tak, a potem zobaczymy”, ale nic się nie zmieniało. Wojtek był zadowolony, a Larysa żałowała, że zostawiła wszystko po staremu.

W kuchni pojawił się Wojtek i zawołał ją do łóżka. Poszła do łazienki, a potem do sypialni. Tam zaczęli rozmowę: „Szczerze mówiąc, mam już dość dzieci, a adoptowane to już przesada. Musisz wybrać: albo my, albo dziecko” — powiedział, pocałował ją i odwrócił się do snu.

Larysa zaczęła przeglądać różne opcje adopcji i dokumenty, które były potrzebne. Poprosiła swojego szefa o referencje, ten się zgodził, i wróciła do domu.

W domu czekał Wojtek, który powiedział, że nie będzie więcej tolerował jej wybryków i odchodzi. To było dla niej niespodziewane, ale poczuła ulgę.

Zaczęła przestawiać meble i planować miejsca dla rzeczy swojego przyszłego dziecka.

Po pewnym czasie zadzwoniła przyjaciółka z wiadomością, że matka porzuciła swoje dziecko i uważa, że to dziecko idealnie pasuje do Larysy. Larysa zebrała dokumenty i po pewnym czasie mogła spotkać się z dzieckiem. Od razu poczuła, że to jej dziecko.

Proces adopcji był długi i trudny, ale nigdy nie żałowała swojej decyzji. Znalazła nianię dla swojego dziecka i przygotowała dla niej pokój, czekając na zakończenie procedur.

W końcu jej syn, Alek, był już w domu. Niania zajmowała się domem. Było trochę smutno, że mama Larysy nie chciała zaakceptować jej adoptowanego syna jako wnuka, ale kiedy widziała swojego synka, wszystkie troski znikały.

Po każdym dniu pracy Larysę w domu czekał jej ukochany synek. Nawet mama, która początkowo go nie akceptowała, zmieniła zdanie i po przyjeździe uznała, że Alek jest jej wnukiem, a ona babcią.

Larysa w końcu zrozumiała, czego jej brakowało. Znalazła swoje długo wyczekiwane szczęście i bezwarunkową miłość, która miała na imię Alek.

Alek rósł, stając się dobrym i mądrym chłopcem. Kochali się bezwarunkowo. Pewnego dnia, gdy spacerowali razem, Alek upadł. Larysa podeszła do niego, a kiedy go podniosła, przed nią stał dorosły mężczyzna z małym dzieckiem na rękach.

— Twój syn jest wspaniały, nawet nie zapłakał. — Tak, taki jest, dziękuję. — Larysa uśmiechnęła się do mężczyzny.

— Jestem Anton, a ciebie jak zwą? — zapytał mężczyzna.

— Jestem Larysa — odpowiedziała.

Dzieci bawiły się razem, a oni spędzili czas w kawiarni. Zaczęli się spotykać coraz częściej, a Larysa zrozumiała, że bardzo lubi spędzać czas z Antonem. Antonowi i jego córce podobała się Larysa i jej syn Alek, więc wszyscy byli zadowoleni z tych spotkań.

Pewnego dnia przyjaciel zapytał Antona: „Kiedy zrobisz pierwszy krok?” Anton odpowiedział: „Boje się, nie mogę nic poradzić.”

— Jeśli tak, to po co się spotykasz? — Nie martw się, zrobię to!

Tego dnia Larysa była ubrana elegancko. Dzieci bawiły się gdzieś indziej, zostali sami.

— Chciałam cię o coś zapytać, Antonie. Czy jesteś żonaty? — zapytała Larysa.

— Rozwiedliśmy się dawno temu. Ona nie mogła zaakceptować naszego dziecka, więc od razu po porodzie wyjechała w nieznanym kierunku. Ale jestem zadowolony, mam pomoc. A ty jesteś mężatką? — odpowiedział Anton.

Larysa opowiedziała swoją historię. Był już późny wieczór, a oni musieli się rozstać. Wtedy Anton wziął jej rękę i powiedział: „Nie traćmy więcej ani chwili razem!” Larysa uśmiechnęła się i zgodziła.

Teraz są małżeństwem, a ich historia miłości była od początku szczęśliwa. Po kilku latach urodziła się im córka.