– A gdzie mój mąż? – zapytała teściową. – Żonie swojego brata pomaga, nie są obcy przecież…
Weronika obudziła się z powodu dziwnej ciszy w mieszkaniu. Zazwyczaj o tej porze dało się słyszeć jakieś dźwięki. Teść oglądał telewizję, nie ograniczając głośności, mąż mógł z nim rozmawiać, a teściowa hałasowała garnkami. Weronika się nie obrażała, przeciwnie, mówiła, że to nawet lepiej, bo nie powinna spać długo, obowiązki same się nie wykonają. Zwykle kładła się na godzinkę, gdy córeczka zasypiała. Mała pomyliła dzień z nocą i w nocy była aktywna, a w ciągu dnia spała kilka razy po kilka godzin. Teściowa proponowała, aby zabrać małą na wieś, do kurnika, gdzie miał być jakiś specjalny rytuał na takie przypadki, ale Weronika w to nie wierzyła, więc nie wnikała w szczegóły. Nocami pilnowała, żeby Katia nie hałasowała, głównie trzymała ją na rękach, bo reszta rodziny musiała rano wstać do pracy i się wyspać.
Teraz córeczka spokojnie spała w swoim łóżeczku, a Weronika ostrożnie uchyliła drzwi i wyszła z pokoju. Teściowa siedziała w salonie i robiła na drutach.
– A gdzie mój mąż? – zapytała z uśmiechem synowa.
– Pomaga Sylwii! – Teściowa znacząco skinęła głową. – Nie są obcy przecież. Olek jest w delegacji, więc Artur z ojcem pojechali złożyć meble, które Sylwia kupiła, chcąc zrobić mężowi niespodziankę!
– Ciekawe, skąd Sylwia miała tyle pieniędzy? – zastanowiła się Weronika, jakby mówiła do siebie. – Dzieci małe, tyle potrzeb…
– To ja jej dałam pieniądze – odpowiedziała teściowa. – Dostałam część sumy za działkę, postanowiłam pomóc Sylwii, od dawna marzyła o nowych meblach.
– Czyli sprzedała pani działkę? – Weronika była zaskoczona. Marzyła, że latem będzie mogła z córką pojechać na działkę, odpocząć na świeżym powietrzu, w ciszy, nad rzeką. Omawiali to z Arturem, miał do nich dołączać po pracy, a w weekendy spędzaliby spokojniej czas niż tutaj, pod okiem Nadziei.
– Sprzedałam! – oświadczyła dumnie teściowa. – Nie potrzebuję jej, a jeśli chcieliście tam spędzać całe lato, to kupcie sobie własną i róbcie, co chcecie, możecie nawet tam mieszkać przez cały rok.
Weronika westchnęła ciężko, przeszła do kuchni, zagotowała kakao i zrobiła sobie kanapkę z serem, po czym usiadła przy stole i zamyśliła się.
Jej mąż, Artur, był najstarszy w rodzinie, ale młodszego Olka matka kochała bardziej. Ojciec wydawał się traktować dzieci, synowe i wnuki jednakowo, ale teściowa faworyzowała Olka i nawet do swojego wnuka, niebiologicznego syna Sylwii, miała większy sentyment niż do własnej wnuczki Katii. Swoje mieszkanie, odziedziczone po matce, postanowiła oddać młodszemu synowi. Mogła je podzielić na dwa mniejsze, ale nie, Artur z rodziną mieszkali z teściami. Teść z teściową zajmowali salon, jak matka Artura nazywała to pomieszczenie po staropolsku, a Weronika z mężem i córką mieszkali w sypialni, która kiedyś była pokojem braci. Tymczasem Olek z Sylwią, jej synem z poprzedniego małżeństwa i ich wspólnym synkiem, mieszkali w przestronnej trzypokojowej.
Niedługo potem Artur wrócił zmęczony i po prysznicu padł na łóżko, zasypiając od razu. Rano, podczas śniadania, opowiedział żonie o nowych meblach, które kupiła Sylwia.
– A propos, Sylwia proponuje, żebyśmy kupili ich stare łóżko tanio, kupiła komplet z nowym, a to ma tylko rok. Zgodziłem się. Już mam dosyć tych dwóch zsuniętych jedynek, deski pośrodku są niewygodne.
– Przecież spaliśmy tak przez trzy lata i nie narzekaliśmy na niewygodę. Nie podoba mi się pomysł brania łóżka od Sylwii, zwłaszcza że mamy za nie płacić. Teściowa wymieniła im wszystkie meble, a nam proponują używane. Jeśli będzie trzeba, kupimy nowe.
– Wiesz, ile kosztuje nowe takie łóżko? Nie mamy na to pieniędzy. A tu symboliczna opłata.
– Nie! – Weronika zaczęła się denerwować. – Czy teściowa zapłaciła ci za złożenie tych mebli?
– Jesteś poważna? Przecież to nie są obcy ludzie!
– Ale dla nich my jesteśmy obcy, inaczej zaproponowaliby to łóżko za darmo. I teściowa traktuje nas jak obcych. Pobiera od nas całą kwotę za media, bo rzekomo zużywamy najwięcej wody i prądu, a im oddaje wszystko, nawet działkę sprzedała, żeby spełnić zachciankę Sylwii.
– Co masz na myśli? – Artur nie rozumiał.
– Nie wiedziałeś? Nie wiedziałeś, że te meble, które składaliście z ojcem, zostały kupione za pieniądze ze sprzedaży działki?
Artur zacisnął zęby, ale szybko się opanował.
– No cóż, działka należała do matki, mogła nią dysponować.
– Artur, przeprowadźmy się do moich rodziców. Tam jest większy pokój i ogród. Tutaj nawet wyjście na spacer z Katią to wyzwanie, muszę nosić wózek na czwarte piętro.
– Nie! Żona powinna mieszkać z mężem, a nie mąż z żoną!
– Ale to nie jest twoje mieszkanie, mieszkamy u twoich rodziców!
– Koniec rozmowy, spóźnię się. Nigdy więcej nie poruszaj tego tematu! Ustaliliśmy to przed ślubem.
Gdyby Weronika mogła przewidzieć, jak to jest mieszkać z teściową taką jak Nadzieja, może nie wyszłaby za mąż. Ale teraz musiała to znosić, bo tak się umówili. Nadzieja ciągle troszczyła się o młodszego syna, opiekowała się dziećmi Sylwii, gdy musiała gdzieś wyjść, przywoziła jej zakupy, gdy Olek był w delegacji. A Weronikę wysyłała na rynek, niezależnie od pogody.
– Ugotuj dzisiaj ziemniaki – zażądała teściowa.
– Nie mamy ziemniaków, chciałam zrobić pilaw – odpowiedziała Weronika.
– Idź na rynek i kup, to takie trudne?
– Mogę iść, ale proszę, żebyś przypilnowała Katię, właśnie się obudziła.
– Dziecku też dobrze zrobi świeże powietrze – zmarszczyła brwi teściowa. – Przejdziecie się razem, nic się nie stanie.
Weronika ustępowała. Nie umiała się sprzeciwić, ale coraz bardziej uważała to za swoją słabość. Nie chciała nikomu opowiadać o swoim smutnym życiu. Wiedziała, że rodzice zabraliby ją do siebie z Katią, a przyjaciółki by ją wyśmiały, bo same żyły inaczej. Jedna miała złotą teściową, Weronika zawsze podziwiała ich relacje, gdy odwiedzała Olę, a druga nie miała teściowej, żyli z mężem we dwójkę, jak w bajce. Tylko Weronice się nie poszczęściło. Kochała swojego męża, ale ostatnio, gdy żona jego brata zaczęła narzekać na brak pieniędzy i zmusi
ła Olka do pracy na wyjeździe, Nadzieja ciągle angażowała to męża, to starszego syna: „Sylwii trzeba pomóc z przeprowadzką… Sylwię trzeba gdzieś zawieźć… Sylwia ma przeciekający kran… Sylwia kupiła nową pralkę, trzeba podłączyć”. To trwało już pół roku. Wszystkie problemy Sylwii pojawiały się, gdy jej męża nie było, a Weronika była zmęczona tym, że Artura często nie było w domu. Chciała gdzieś z nim wyjść, pójść na spacer, dawno nigdzie nie byli razem. Choćby do kina, czy na kawę. Oczywiście, teściowa odmówiłaby opieki nad Katią, ale rodzice Weroniki chętnie zajęliby się wnuczką w każdej chwili.
– Artur, pójdziemy w sobotę do parku? Kupimy lody, przejedziemy się na diabelskim młynie? – prosiła wieczorem Weronika męża. – Zawiozę Katię do mamy, tata ma dyżur, a mama chętnie się nią zajmie, tęskni za nią.
– W sobotę? – Artur podrapał się po głowie i spojrzał na żonę z zakłopotaniem. – Nie da rady. Obiecałem Sylwii, że zawiozę Danika na stadion, ma jakieś zawody, a ona z małym nie może tam iść.
– Może w niedzielę? – zapytała niepewnie Weronika.
– W niedzielę muszę zawieźć Sylwię za miasto, do jakiejś wiedźmy, żeby zdjęła z niej urok. Mama się umówiła, a mnie poprosiła, żebym ją zawiózł, a sama zajmie się dziećmi.
– Artur, mam wrażenie, że żyjesz na dwie rodziny, a ta druga jest dla ciebie ważniejsza – Weronika nie wytrzymała.
– Weronika, co ty za bzdury wygadujesz? Oczywiście, że mam swoją rodzinę, ale bratu też trzeba pomóc, nie są obcy.
Weronika bez słowa poszła do łazienki, włączyła wodę i zaczęła płakać. Nie chciała kłócić się z Arturem, ale nie mogła tak dalej żyć. Jak to zmienić? Teściowa troszczyła się o młodszą synową jak o skarb, to już przekraczało granice. A jeszcze te wszystkie uroki i kurniki, które wymyślała.
W niedzielny poranek Weronika miała złe przeczucie. Nie spała więcej niż godzinę, a w tym czasie śniły się koszmary. Mąż z teściową szykowali się do wyjazdu. Nadzieja dawała synowi instrukcje, jak przywitać wiedźmę, gdzie czekać na Sylwię.
– Artur, może nigdzie nie jedź? – poprosiła Weronika, kiedy mąż wchodził do pokoju po klucze do samochodu. – Mam złe przeczucie, czuję narastającą niepokój.
– Weronika, to przesada. Matka z jej wiedźmami i przesądami daje nam do wiwatu, a teraz jeszcze ty? Spokojnie, obiecuję, że w tygodniu wezmę wolne i pójdziemy, gdzie tylko chcesz. Myślisz, że to dla mnie przyjemność, ale trzeba pomagać, zwłaszcza swoim.
– Swoim – wyszeptała Weronika i, nie chcąc kłócić się z mężem, gdy ten miał prowadzić, życzyła mu powodzenia, planując jeszcze raz porozmawiać z Arturem po jego powrocie. Jeśli nie zrozumie i dalej będzie pomagał Sylwii, a Weronika już zaczęła nienawidzić tego imienia, spakuje Katię i odejdzie do rodziców… Każda cierpliwość ma swoje granice, to tylko kwestia czasu.
Zamykając za mężem drzwi, Weronika poszła do kuchni, zaczęła przygotowywać obiad, żeby jakoś złagodzić uczucie niepokoju. Córka spała zaskakująco długo, więc Weronika poprawiła kocyk, którym była przykryta, usiadła w fotelu i wzięła do ręki książkę.
Telefon teścia zadzwonił, a potem wszedł do pokoju blady jak ściana.
– Matka dzwoniła, tam… Artur i Sylwia… Oni zginęli… Most zawalił się koło wsi…
Weronika powoli wstała, wypuszczając książkę z rąk. Katia zaczęła się wiercić, więc Weronika zakryła usta ręką, żeby nie krzyknąć. Potrząsała głową, bezgłośnie płacząc, a w jej głowie pulsowało tylko jedno: „To niemożliwe”.
Anatolij, teść, podszedł do synowej na drżących nogach, objął ją i szepnął, wtulając się w jej głowę:
– Trzymaj się, dziewczyno, trzymaj! Wszyscy teraz cierpimy. Jadę po matkę, musisz być silna dla Katii.
Weronika zadzwoniła do rodziców i poprosiła, żeby natychmiast przyjechali. Kiedy tylko weszli do mieszkania, Weronika oddała Katię matce i uciekła do łazienki, płacząc, wypuszczając wszystkie zgromadzone emocje.
Teściowa, wracając do domu, usiadła na swoim kanapie i wpatrywała się w sufit. Młodszego syna Olega wniósł na rękach Anatolij, a Danik, zrzuciwszy kurtkę, zaczął biegać po mieszkaniu.
Wszystko działo się jak w gorączce. Weronika chciała pojechać do rodziców, ale Nadzieja ją zatrzymała:
– A kto mi pomoże z dziećmi? – zapytała lodowatym tonem.
Matka Weroniki, Elżbieta, postanowiła zostać, żeby pomóc zarówno Weronice, jak i teściowej. Teść starał się trzymać, choć widać było, jak bardzo cierpi. Ale wspólnie z Elżbietą dali radę. Zajmowali się dziećmi, uspokoili Danika.
Sprowadzili Olega z delegacji, potem pogrzeb, stypa, po której Weronika już nie wróciła do domu teściów.
– Przepraszam, Anatoliju, ale nie mogę tam wrócić – powiedziała do teścia, a ten pogładził ją po ramieniu.
– Rozumiem, nie masz za co przepraszać. Trzymaj się dla Katii!
W domu Weronika poczuła się znowu wolna. Jakby wróciła z niewoli do rodzinnych stron. Teraz mogła więcej odpoczywać. Rodzice z radością opiekowali się wnuczką i troszczyli się o córkę. Po dwóch tygodniach przyszła do nich Nadzieja. Rodzice Weroniki pojechali na zakupy, a córka spała.
Weronika zaprosiła teściową do kuchni, nalała herbaty, ale ta odmówiła.
– Przyszłam prosić – powiedziała, jak zawsze władczym tonem. – Wszyscy cierpimy, rozumiem cię. Ale życie idzie dalej, musimy sobie jakoś radzić, przecież nie jesteśmy obcy.
Weronika spięła się, nie lubiła ostatnio tego wyrażenia „nie jesteśmy obcy”…
– A więc – teściowa mówiła spokojnie – Olegowi jest ciężko samemu. Może byście się zeszli?
Weronika miała wrażenie, że oczy wyskoczą jej z orbit. Wstała, otworzyła usta i pochyliła się nad teściową:
– Co pani powiedziała? Nie dosłyszałam?
Czując, że miękną jej nogi, usiadła, starając się opanować drżenie.
– Nie! – stanowczo powtórzyła teściowa. – Posłuchaj, to dla wszystkich będzie korzystne. Katia będzie miała ojca, a Danik i Maciek matkę. Mieszkanie Olka jest duże, pomożemy wam z ojcem. Pomyśl, nie denerwuj się, Olek nie będzie miał nic przeciwko. Jemu też
będzie ciężko samemu, a tobie jak będzie bez męża, bez pracy wychowywać córkę?
– Nie chcę słuchać tych bredni. Proszę, proszę wyjść i nigdy więcej tu nie wracać. Pozwoliłabym pani odwiedzać wnuczkę, ale nigdy panią nie obchodziła. Więc proszę zajmować się swoimi ukochanymi wnukami, a o nas nie pamiętać.
Weronika wstała, ledwo trzymając się na nogach, otworzyła drzwi i krzyknęła, wskazując na wyjście:
– Wynocha!
Katia zaczęła płakać, więc Weronika rzuciła się do niej.
– Przepraszam cię, córeczko, przepraszam, mama nie wytrzymała, wybacz, kochana, nigdy cię nie skrzywdzę. Poradzimy sobie, jesteśmy silne, nie damy się więcej manipulować.
Córeczka uśmiechała się, słuchając matki, a jej uśmiech sprawił, że cała troska, która zagościła w sercu, zniknęła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Weronika pomyślała, że teraz jej życie będzie inne i zrobi wszystko, by córka nigdy nie powtórzyła jej błędów.
