Córka męża mówi, że zawsze traktowaliśmy ją jak Kopciuszka

Larysa przeprowadziła się do nas, gdy miała 17 lat. Powiedziała, że trudno jej żyć z ojczymem. Wcześniej często u nas bywała i mieszkała przez tygodnie. Na wakacje też często przyjeżdżała, dopóki nie znalazła sobie innych zainteresowań.

Mój mąż zawsze był gotów oddać córce ostatnie pieniądze. Nie ograniczał się tylko do alimentów. Płacił za wszystkie zajęcia dodatkowe, korepetytorów, kupował jej ubrania i wysyłał na różne wycieczki na własny koszt. Ja z Larysą utrzymywałam normalne relacje. Nie mogę powiedzieć, że byłyśmy bliskimi przyjaciółkami, ale miałyśmy dobrą relację. Kiedy przyjeżdżała, potrafiła mi pomóc w domu, coś ugotować czy odkurzyć.

Kiedy urodziło się nasze wspólne dziecko, Larysa miała 16 lat. Nie była zazdrosna. Wręcz przeciwnie, była szczęśliwa i cieszyła się z narodzin brata. Pomagała wybierać mu imię i aktywnie uczestniczyła w jego życiu. Zawsze interesowała się, jak mu się wiedzie, i długo się z nim bawiła, kiedy przyjeżdżała.

Nie miałam nic przeciwko temu, żeby Larysa mieszkała z nami. Była samodzielna i dobrze wychowana, więc jej obecność mnie nie stresowała. Mąż nie przejmował się już alimentami, bo Larysa miała już 17 lat.

Po ukończeniu szkoły Larysa dostała się na uniwersytet. Żeby dobrze się przygotować, mąż zatrudniał jej korepetytorów. Pasierbica starała się, uczyła się i nie prowokowała konfliktów. Pomagała mi w domu i opiekowała się bratem.

— Natalio, ugotuję zupę, a ty sobie odpocznij. Natalio, umyłam naczynia. Natalio, pójdę na spacer z bratem, żebyś mogła spokojnie pójść do sklepu.

Wszystkie życzenia Larysy były spełniane od razu. Mąż jej niczego nie odmawiał. A ja również chciałam wynagrodzić jej dobre podejście. Naprawdę mi pomagała, zwłaszcza gdy wróciłam do pracy. Odbierała syna z przedszkola, a ja mogłam spokojnie pracować i nie spieszyć się. Udało jej się nawet posprzątać i coś ugotować na kolację. Nikt jej do tego nie zmuszał.

Nigdy nie wchodziłam do pokoju pasierbicy. Sama tam zarządzała. Kiedy syn podrósł, też sprzątał swój pokój i pomagał mi w domu. Wszyscy w naszej rodzinie mieli swoje obowiązki, aby było sprawiedliwie.

Córka męża wyprowadziła się od nas, gdy znalazła pracę. Zamieszkała wtedy ze swoim chłopakiem. Przyszłego zięcia widywaliśmy wcześniej, bo nie raz u nas nocował.

Po sześciu latach Larysa wyszła za mąż. Nadal utrzymywaliśmy kontakt. Larysa aktywnie utrzymuje relacje z bratem i czasami zabiera go do siebie na weekendy, bo sama nie ma jeszcze dzieci.

I nagle od wspólnych znajomych dowiedziałam się, że Larysa rozpuszcza plotki. Opowiada wszystkim, że traktowałam ją jak Kopciuszka, gdy mieszkaliśmy razem. Ale przecież nikt jej do niczego nie zmuszał! Dlaczego kłamie?

Larysa tłumaczy się, że robiła wszystko sama, żeby nikt jej nie zmuszał. Jej mama ciągle krzyczała i wymagała idealnego porządku, więc myślała, że ja będę taka sama. Czuła się jak Kopciuszek i jakby odpracowywała dobre traktowanie.

Jestem w szoku. Po co takie wyznanie? Nie ma sensu nas z mężem o cokolwiek oskarżać. Przeprowadziła się do nas w wieku, w którym głupotą byłoby zmywać za nią naczynia i biegać wokół niej. Każdy członek rodziny powinien mieć swój wkład w życie domowe, bo jednej osobie byłoby za ciężko.

Zawsze cieszyłam się, że Larysa jest blisko z bratem, a okazuje się, że robiła to z przymusu. Pomagała, żeby jej nie zmuszano do pomocy. To brzmi głupio, prawda? Dlaczego wtedy nie wyprowadziła się od nas wcześniej i mieszkała prawie do samego ślubu? Mogła wcześniej uwolnić się i wyjść z naszego „niewolnictwa”. Nikt jej nie trzymał.

Mam nadzieję, że z synem nie będę miała takich problemów. Mój syn sam je, sprząta i dba o swój wygląd. Czy to znaczy, że też go wykorzystuję? Ale przecież nie można obsługiwać dziecka do 18 roku życia, bo co wtedy zrobi w dorosłym życiu?