My z Andrzejem planowaliśmy wziąć ślub, ale powiedział, że musimy jeszcze trochę poczekać, aż kupi mieszkanie przed ślubem, żeby miał gdzie przyprowadzić żonę. Jednak coś mi w tym nie pasuje, bo jeśli Andrzej wyrzuci mnie po ślubie, to zostanę z niczym. Wszyscy moi bliscy mówią mi, żebym się tym nie przejmowała, ale czy naprawdę powinnam teraz inwestować pieniądze w cudze mieszkanie?

Z Andrzejem spotykamy się już ponad 2 lata. Nie mieszkamy razem, a on nie spieszy się, by mnie prosić o rękę, tylko ciągle mówi, że najpierw musi się usamodzielnić, kupić własne mieszkanie, żeby mieć gdzie przyprowadzić żonę, bo jest odpowiedzialnym człowiekiem, jak to mawia.

Ja też staram się nie koncentrować wyłącznie na naszych relacjach i żyję swoimi zainteresowaniami i życiem – uprawiam sport, uczę się angielskiego i buduję karierę, bo jestem młoda i też chcę sobie zapewnić dobre przyszłe życie.

Nas oboje taki układ przez jakiś czas zadowalał, ale ostatnio Andrzej zaczął myśleć o kupnie nowego mieszkania, i teraz uważa, że powinnam mu we wszystkim pomagać.

Andrzej nie proponuje mi, żebym przeprowadziła się do jego nowego mieszkania, tylko prosi, żebym jeździła z nim i pomagała w wyborze mieszkania, materiałów budowlanych i mebli, bo chce wziąć spory kredyt, na który teraz go stać, bo awansował w pracy.

Nie rozumiem, dlaczego mam być obecna przy tych oględzinach i planowaniu, skoro najważniejsze decyzje Andrzej podejmuje sam.

Kupuje mieszkanie dla siebie, więc niech sam podejmuje wszystkie decyzje. Zaczynam się zastanawiać, czy on w ogóle chce, żebym to ja była jego żoną i jakie są jego plany.

Kiedy odmawiam, Andrzej obraża się i mówi, że nie doceniam naszych relacji i nie pomagam mu w budowaniu naszego przyszłego dobrobytu.

Ale co to ma wspólnego? To będzie jego własność, nie nasza wspólna, a ja w jego nowym mieszkaniu będę tylko gościem.

Niedawno zapytałam go: „Proszę mnie wybrać mieszkanie, żeby potem razem w nim mieszkać?”

On bez zastanowienia odpowiedział: „Zobaczymy, jak nam się uda.”

Oczywiście widziałam, że żałuje swoich słów, potem się tłumaczył, że żartował, ale te słowa głęboko zapadły mi w pamięć.

Kiedy kategorycznie odmówiłam jeżdżenia z Andrzejem, zaczął wysyłać mi opisy nieruchomości i zdjęcia, pytając: „Co myślisz?”

Odpowiedziałam mu zdjęciem pięknej wystawy z drogimi ubraniami i zadałam to samo pytanie. Próbowałam mu wyjaśnić, że nie jestem jeszcze jego żoną i nie mam nic wspólnego z jego mieszkaniem – on zaczął mnie uspokajać, że to tylko tymczasowe, a kiedy zbuduje nasze gniazdo rodzinne, wtedy weźmiemy ślub, bo jest odpowiedzialnym człowiekiem i chce mieć gdzie przyprowadzić żonę.

Ale z tymi wszystkimi rozmowami pojawiły się u mnie wątpliwości, nie wiem, co on planuje. Nie chcę tracić sił i czasu na jego sprawy. Lepiej poświęcę dodatkową godzinę na coś, co jest dla mnie korzystne, niż pomagać mu w kupnie i remoncie mieszkania, w którym może zamieszkać zupełnie inna kobieta.

Już nie ufam Andrzejowi, bo znam wiele przypadków, kiedy kobiety pomagały w urządzaniu mieszkań swoich partnerów, kupowały meble, robiły remonty razem z nimi, a potem były wyrzucane i partnerzy żenili się z innymi.

Gdybyśmy najpierw wzięli ślub, a potem myśleli o mieszkaniu: kupowali je razem, urządzali razem, to oczywiście bym pomogła i też włożyła swoje pieniądze. Ale tak, to mieszkanie jeszcze nie wiadomo, komu przypadnie. Dlaczego więc już teraz mam w nie inwestować?

Niech najpierw Andrzej się określi, a potem mnie wprowadza we wszystkie te kwestie domowe. Mam swoje mieszkanie, które mogłabym teraz urządzać, ale nie mam na to ani czasu, ani pieniędzy.

Powiedziałam Andrzejowi, żeby sam rozwiązywał swoje problemy, i jeśli teraz interesuje go tylko jego nowa nieruchomość, to niech zadzwoni do mnie, kiedy wszystkie związane z nią kwestie będą rozwiązane.

Po prostu myślę, że Andrzej może znaleźć sobie inną, więc chcę być mądrą kobietą. Czy warto teraz pomagać mu z mieszkaniem, kiedy jeszcze nie jesteśmy małżeństwem?