Tak się złożyło, że w piątek wieczorem Anna została pilnie wezwana do pracy. Na całą dobę. Był to ten rodzaj sytuacji, gdy odmowa nie wchodziła w grę. Wynikało z tego, że mąż po raz pierwszy zostanie sam z dwójką dzieci na tak długi czas. Dlatego Anna się martwiła
– Na pewno sobie poradzisz? – zapytała Anna męża.
– Na pewno – odpowiedział pewnie Wiktor.
– Bo mogę zadzwonić do mamy albo taty. Któreś z nich przyjedzie i pomoże.
Propozycja żony, by wezwać teściową lub teścia, poważnie zdenerwowała Wiktora.
Tylko tego by brakowało, żeby twoi rodzice tu przyjechali, żeby dopełnić obraz szczęścia – krzyknął. – Mało tego, że zostawiasz mnie samego z dziećmi, to jeszcze chcesz mnie obciążyć swoimi rodzicami. Dziękuję bardzo, kochanie, ale nie. Poradzę sobie sam. Nie jestem dzieckiem.
– Jeśli nie chcesz, żeby przyjeżdżali moi rodzice, możemy zadzwonić do twoich.
Wiktor jeszcze mniej chciał widzieć swoich rodziców.
– Nie trzeba nikogo wzywać, Anno, jak mam ci to jeszcze wytłumaczyć! I dlaczego jesteś taka uparta? Poradzę sobie sam. Co w tym niejasnego?
– Nie krzycz na mnie. Po prostu się martwię.
– Nie martw się. Jedź do pracy. Jeśli coś się wydarzy, na pewno zadzwonię, nie martw się. Ale obiecuję, że wszystko będzie dobrze.
Mimo to Anna postanowiła na wszelki wypadek się zabezpieczyć. Gdy mąż nie patrzył, zostawiła w pokoju dzieci włączony telefon. Na wszelki wypadek. Żeby sama mogła wszystko widzieć i słyszeć.
Oczywiście nie powiedziała mężowi o tym, ponieważ doskonale rozumiała, że taki czyn jest daleki od przyzwoitości, i nie miała wątpliwości, że Wiktor go nie pochwali. Ale niepokój o dzieci, z których jedno miało trzy lata, a drugie cztery, i obawa, że mąż nie poradzi sobie z powierzonym zadaniem, zmusiły ją do zapomnienia o jakiejkolwiek przyzwoitości i podjęcia takiego kroku.
„Tym bardziej – uspokajała się Anna – że zostawiam telefon nie w jego gabinecie, nie w salonie, nie w naszej sypialni ani nawet nie w kuchni, tylko w pokoju dzieci. Więc jeśli wkraczam w jego przestrzeń osobistą, to tylko minimalnie, ponieważ dotyczy to naszych dzieci. A to jest dozwolone, ponieważ jestem mamą.”
Aby nie obudzić dzieci w nocy, gdy będą spały, Anna wyłączyła dźwięk w telefonie. Telefon został umieszczony w taki sposób, że pokazywał prawie cały pokój dziecięcy. Aby bateria wystarczyła na długo, Anna podłączyła go do sieci.
– Dzieci już śpią – szeptał Wiktor, żegnając się z żoną w przedpokoju. – I nie obudzą się do rana.
– Wiktorze, uważaj – szepnęła surowo Anna. – Liczę na ciebie.
– A ja cię nie zawiodę – odpowiedział Wiktor.
Zanim wyszła z mieszkania, Anna jeszcze raz poważnie spojrzała na męża, przeżegnała go i dopiero potem wyszła.
Zamknąwszy za żoną drzwi, Wiktor wyszedł na balkon, żeby zobaczyć, jak wsiądzie do taksówki i odjedzie.
Anna wyszła z klatki schodowej. Spojrzała w górę. Zobaczyła męża. Pomachała mu ręką. Wiktor odpowiedział tym samym. W tym momencie podjechał samochód i zabrał Annę do pracy.
Wiktor wrócił do mieszkania i zadzwonił do Marty. Powiedział, że dziś nie będzie jego żony, i mogą się u niego spotkać.
– To takie niespodziewane! – powiedziała Marta, wchodząc do mieszkania. – Cała się trzęsę.
– Trzęsiesz się? Ale dlaczego?
– Pierwszy raz jestem u ciebie w domu – powiedziała tajemniczo Marta, zrzucając płaszcz na podłogę i zostając niemal bez niczego, w wysokich butach. – To takie ekscytujące. Co się stało? Gdzie jest twoja żona?
– Sam się tego nie spodziewałem, kochanie – szeptał podekscytowany Wiktor, patrząc na Martę z pożądaniem. – Żona dostała telefon dosłownie godzinę temu. Ktoś tam nie mógł przyjść, więc poprosili ją o pomoc.
– Czyli oprócz nas nikogo nie ma w mieszkaniu?
– Dzieci.
– Twoje dzieci?
– A czyje? Sąsiedzkie?
– Boże, jakie to interesujące. Nigdy ich nie widziałam. Mogę na nie spojrzeć? Przecież ja też kiedyś zostanę mamą.
– Oczywiście, kochanie. Spójrz, ile chcesz. To ci się przyda. Tylko cicho, żeby się nie obudziły.
– Będę cicho.
– I szybko, bo ledwo się powstrzymuję.
Weszli do pokoju dziecięcego.
– Czy jesteś pewien, że to Twoje dzieci?
– Pewien. A dlaczego pytasz?
– Tak. Po prostu. Sama nie wiem dlaczego. Nagle zrobiło mi się ciekawie. Mam wiele koleżanek, których mężowie nie wiedzą, że wychowują nie swoje dzieci.
Jestem pewien mojej żony.
– Masz piękne dzieci – powiedziała Marta, gdy wychodzili z pokoju dziecięcego.
Godzinę później pod budynek podjechał samochód. Wysiedli z niego rodzice Anny.
Weszli do budynku bez słowa. Bez słowa wjechali windą na odpowiednie piętro. Bez słowa otworzyli drzwi swoimi kluczami i weszli do mieszkania. Bez słowa otworzyli drzwi do sypialni, weszli i zapalili światło.
Wiktor obudził się tylko dlatego, że Marta go popychała. Leżała, naciągając kołdrę pod same oczy, i z przerażeniem patrzyła na bardzo groźnego mężczyznę i kobietę stojących w drzwiach.
– Co się stało? – zapytał Wiktor. Marta kiwnęła głową do przodu, pokazując w ten sposób, gdzie ma patrzeć.
Wiktor odwrócił głowę, drgnął i z przerażenia poczuł silną potrzebę pobiec do toalety. Chciał coś powiedzieć na swoje usprawiedliwienie, ale nie mógł. Język go nie słuchał. Gdy zdał sobie sprawę, że nie jest w stanie wypowiedzieć dwóch słów, rozpłakał się. Widząc Wiktora, Marta również zaczęła płakać.
