W piątek teściowa uparcie do mnie dzwoniła, zapraszała w gości, pytała, co przygotować. W sobotę pojechaliśmy do niej na kilka godzin, i znów żałowałam, że jej posłuchałam. Więcej nie chcę chodzić do niej w gości w weekendy
Czasami tak bardzo chcę odpocząć od kobiecych obowiązków (mam tu na myśli gotowanie, sprzątanie, pranie).
Na przykład mogę odpocząć od tego wszystkiego tylko wtedy, gdy wybieramy się z mężem na spacer lub w gości.
Kiedy idziecie w gości, nie ważne czy do znajomych, czy do rodziny, nie zakładacie przecież, że staniecie przy kuchence i będziecie gotować dla wszystkich obiad?
Jestem tak wychowana i przyzwyczajona, że jeśli przychodzą do mnie goście, to ich koniecznie nakarmię, napoję, a jeśli goście wcześniej zapowiedzą swoje przyjście, to na pewno upiekę coś smacznego. I nie pozwolę, aby pomagali mi zmywać naczynia lub robić cokolwiek innego. Goście powinni u mnie odpoczywać – w końcu są gośćmi.
I uważam, że zasługuję na takie samo traktowanie. Ale ostatnio powstała sytuacja, która mi absolutnie nie odpowiada.
Niedawno pogodziłam się z teściową, z którą nie rozmawiałam przez ponad dwa lata.
No cóż, pogodziłyśmy się, po prostu zaczęłyśmy znów rozmawiać, po wyjaśnieniu, że nasze oddalenie od siebie było zaplanowane przez jej młodszego syna, a dokładniej przez jego żonę, która chciała oddzielić mnie i męża od jego rodziców. Widocznie uważali, że w ten sposób będą mogli wyciągnąć więcej pieniędzy od rodziców, nagadując na nas różne bzdury.
I tak wyjaśniłyśmy sobie sytuację i znów zaczęłyśmy się dobrze dogadywać, odwiedzać się nawzajem.
Ale jeśli ja przyjmuję gości tak, jak jestem przyzwyczajona – z otwartymi ramionami i pozwalam im u mnie odpoczywać, to kiedy przyjeżdżam do teściowej, to stoję przy kuchence i gotuję dla wszystkich.
Zaczyna się od tego, że przed naszym przyjazdem sypią się telefony od teściowej z pytaniami, co przygotować na nasz przyjazd. Oczywiście mówię, żeby nie przygotowywali nic nadzwyczajnego, po prostu wpadniemy ich odwiedzić. Napijemy się herbaty, porozmawiamy, więc gotujcie według własnego uznania, ale nie róbcie sobie zbytniego kłopotu.
A w końcu, kiedy już przyjeżdżamy, słyszę, że kupili takie a takie produkty i pytają, co najlepiej przygotować. I delikatnie, ale zdecydowanie stawiają mnie przy kuchence, żebym ugotowała dla wszystkich obiad lub kolację. I to w takiej ilości, że po naszym wyjeździe mogą spokojnie żyć cały tydzień bez martwienia się o gotowanie.
Gdybyśmy przyjechali na nocleg albo na weekend, to nie mam nic przeciwko gotowaniu, tym bardziej że muszę nakarmić męża, siebie, w końcu.
Ale kiedy po załatwieniu swoich spraw wpadamy na kilka godzin do rodziców męża, to uważam, że takie podejście jest, delikatnie mówiąc, bezczelne.
I teść też nie jest lepszy, przed moim przyjazdem koniecznie kupuje mięso, żebym ugotowała mu coś, co lubi, bo jak gotuje jego żona, to mu nie smakuje.
Nie mogę powiedzieć wprost, że jestem zmęczona i nie chcę gotować w takiej sytuacji. W końcu teraz mamy delikatny pokój i nie chcę go burzyć. A teściowa jest tak sprytna, że niby zaczyna gotować, a po pięciu minutach siedzi już przy oknie, a ja stoję przy kuchence.
Wszystkie moje sugestie skierowane do męża, że teściowa dobrze się urządziła i przekazała swoje obowiązki na mnie, przechodzą mimo jego uszu.
Nie chodzi o to, że trudno mi gotować, ale też chcę odpocząć i się zrelaksować.
Nie wiem, jak zmienić tę sytuację, nie psując relacji.
