Osiem lat temu wyjechałam do Wielkiej Brytanii do pracy. Pojechałam z konkretnym celem – zarobić na mieszkanie. Moja córka właśnie wyszła za mąż, więc postanowiłam, że oddam młodej parze nasze stare mieszkanie, a sama zarobię na nowe. Ale teraz moja córka chce, żebym oddała jej to nowe mieszkanie, bo uważa, że jej bardziej się przyda

– Córeczko, przecież doskonale wiesz, że wyjechałam do pracy właśnie po to, żeby zarobić na to mieszkanie. Nam z ojcem też potrzebna jest przestrzeń. Przepraszam, ale nie możemy oddać wam naszego mieszkania – powiedziałam córce, która przyszła znowu prosić mnie, żebyśmy zamienili się mieszkaniami.

Ale Anna, zamiast to zrozumieć, obraziła się i powiedziała, że jej nie kochamy. Co za absurd!

Osiem lat temu wyjechałam do Wielkiej Brytanii do pracy. Pojechałam z konkretnym celem – zarobić na mieszkanie. Moja córka właśnie wyszła za mąż, więc postanowiłam, że oddam młodej parze nasze stare mieszkanie, a sama zarobię na nowe.

Udało mi się to za sześć lat, kupiłam mieszkanie i od razu wróciłam do domu, bo tak ustaliliśmy z mężem, że nie będę tam siedzieć na zawsze.

Poza tym tęskniłam za domem, za córką, za wnukami. Myślałam, że kiedy wrócę, będę mogła spędzać z nimi dużo czasu. Tylko że moja córka nie bardzo chce ich do mnie przyprowadzać. A wszystko przez mieszkanie.

– Jeśli nie zależy ci na tym, gdzie mieszkają twoje wnuki, to nie musisz się z nimi spotykać, mamo – powiedziała mi Anna.

Chce, żebyśmy oddali jej nasze nowe, dwupokojowe mieszkanie. A jeśli tego nie zrobimy, to nie pozwoli mi widywać wnuków.

Córka jest mężatką od ośmiu lat. Zięć to taki człowiek, który nie potrafi zarabiać pieniędzy, jedynie dorywczo zarabia na chleb. Raz pracuje jako fotograf, raz jako mechanik samochodowy. Ogólnie rzecz biorąc, łapie się różnych zajęć, ale żadnego nie potrafi dobrze wykonywać.

Proponowałam córce, żeby się nie spieszyli. No, skoro się kochają, niech żyją razem, ale po co od razu brać ślub?

Ale kiedy postanowiła wyjść za mąż właśnie za tego człowieka, już jej nie odradzaliśmy i wzięliśmy na siebie wszystkie koszty wesela, pozwoliliśmy im zamieszkać w naszym starym jednopokojowym mieszkaniu, a ja wyjechałam do Grecji, żeby zarobić na nowe mieszkanie.

Remont w jednopokojowym mieszkaniu zrobili teściowie. Żyjcie i cieszcie się. Ale im było mało. Sami nie chcieli pracować i ciągle czekali na pomoc od nas.

Córka cały czas siedzi na urlopie macierzyńskim, najpierw z starszym synem, teraz z młodszym. Dzieci – to już osobna historia. Ileż to rzeczy trzeba, kiedy rodzi się dziecko – wózek, kołyska, ubrania, pieluchy, zabawki, a to wszystko kosztuje bardzo dużo, bez mojej pomocy na pewno by sobie nie poradzili.

Kupiłam kołyskę, wózek, przysyłałam wszystkie ubrania, zabawki i jedzenie. A teściowa przychodziła do nich i zajmowała się wnukami. Tak więc, pomogliśmy, jak mogliśmy, a im jeszcze było mało, chcieli naszego mieszkania.

Pewnego razu przyszłam do córki w gości, wymyśliłam, że chcę sprawdzić liczniki, bo inaczej by mnie nie wpuściła. Zobaczyłam, że rzeczywiście jest im ciasno w jednopokojowym mieszkaniu z dwójką małych dzieci. Ale co mogę im poradzić?

Przez osiem lat ich małżeństwa zięć mógł już coś wymyślić. Czyż nie? Zapewniłam im mieszkanie na start, a dalej muszą działać sami.

Córka nawet nie poczęstowała mnie herbatą, a z góry stwierdziła, że nie ma na to pieniędzy.

Jest mi bardzo przykro, bo nie tak ją wychowałam. Kiedy ona się tak zmieniła – po prostu nie mogę tego pojąć.

– Jest nam ciasno w jednym pokoju. Dzieci rosną, nie ma miejsca, żeby się obrócić. Gdybyście zamienili się z nami mieszkaniami, wszystko byłoby dobrze – mówi córka.

– Zacznijmy od tego, że my z ojcem przyzwyczailiśmy się już do komfortowego życia w nowym mieszkaniu i nie zamierzamy tego zmieniać, chcemy choć na starość dobrze żyć. Śpimy w różnych pokojach, bo mamy różny tryb dnia, więc nie zmieścimy się w jednym pokoju. Poza tym, już rozwiązaliśmy wasz problem z mieszkaniem, a teraz sami musicie coś wymyślić – odpowiedziałam.

– To znaczy, że nie kochacie mnie, skoro nie chcecie pomóc! – skarży się Anna.

Po prostu się spakowałam i wyszłam. Nie myślałam, że z mężem wychowaliśmy tak niewdzięczną córkę.

Mąż jest zły, nie zgadza się na zamianę mieszkań. Ja również. Jeśli córka się nie opamięta, nasze relacje całkowicie się zakończą. I kto będzie winny?

A jakie jest twoje zdanie? Czy jestem złą matką, bo nie chcę ustąpić miejsca własnemu dziecku? Czy postępuję słusznie?