— W mojej rodzinie zawsze pierwsi rodziły się synowie, a ty odważyłaś się urodzić córkę — powiedział mąż, podejrzewając żonę o niewierność

— Obiad gotowy? Idź, obsłuż męża, kobieto! — warknął Marek. Wrócił z pracy i zastał Irenę przy komputerze. — Znowu zajmujesz się głupotami? — zauważył, że przeglądała kanał w mediach społecznościowych.

— Szukałam pracy.

— A według mnie szukałaś nowych znajomości. Kto to jest? — wskazał palcem na chłopaka na zdjęciu.

— Nie wiem.

— A dlaczego na niego patrzysz?

— Po prostu pojawił się w kanale… — próbowała się wytłumaczyć Irena.

— Nie kłam. Patrzyłaś na niego! — Marek zaczął się złościć. — Zamiast zajmować się czymś pożytecznym, siedzisz w internecie i szukasz facetów! Liczysz na to, że znajdziesz sponsora?

— Przestań gadać głupoty. Niczego nie szukam. Nie rób scen bez powodu — powiedziała cicho Irena.

— Myślisz, że jestem zazdrosny? Kiedy ostatnio patrzyłaś na siebie w lustro? — chwycił za brzeg rozciągniętej, spranej koszulki domowej. — Poza mną nikt cię nie zechce. Gdzie ty, a gdzie oni? — Marek znowu skinął głową w stronę ekranu monitora. — Taki macho może ci się tylko w snach przyśnić. Rozmarzyłaś się…

Mąż ze złością zatrzasnął laptop.

— Ruszaj na kuchnię. Jestem głodny!

Irena nie chciała się sprzeczać. Marek był od niej fizycznie silniejszy, a w razie potrzeby mógł swoje słowa poprzeć czynem. Irena nic nie mogła z tym zrobić, więc starała się unikać konfliktów.

Mogłaby od niego odejść, gdyby nie pewne szczególne okoliczności.

Osiem miesięcy temu została mamą. Córka urodziła się przedwcześnie i często chorowała. Irena musiała poświęcać cały swój czas na opiekę nad maleństwem. Marek nie pomagał, jakby ktoś go podmienił. Z dawnych uczuć nie zostało nic.

A przecież przed ciążą wszystko było w porządku. Marek był zwykłym mężem, dobrze zarabiał i nalegał na potomstwo. Uważał, że kobieta nie powinna pracować, że jej zadaniem jest rodzenie i wychowywanie dzieci.

— Awansowali mnie, więc nie martw się o przyszłość. Jestem głową rodziny, mężczyzną, a z mną będziesz jak za murem — powiedział, gdy Irena wspomniała, że nie chce być zależna od męża.

— Może trochę poczekajmy? Mnie przeniosą na inne stanowisko i wtedy pójdę na urlop macierzyński — mówiła. Ale ciąża jednak przyszła.

Marek marzył o synu, nawet nie poszedł na USG, pewny, że urodzi się chłopiec.

— W naszej rodzinie zawsze pierwsi rodzą się synowie! — oświadczył dumnie.

Jednak gdy dowiedział się, że urodziła się córka o słabym zdrowiu, Marek stał się zupełnie inny. Wymyślił sobie, że Irena była mu niewierna i zaczął traktować ją jak służącą albo niewolnicę. Ciągle wyrzucał jej, że nie poradziła sobie z tak prostym zadaniem, jakim jest urodzenie dziecka. I na dodatek, nie dość, że „nie trafiła” z płcią, to jeszcze urodziła słabą dziewczynkę.

Marek może całkowicie by się ich wyparł, gdyby nie poważna rozmowa z ojcem. Michał Wojciechowski, ojciec Marka, miał autorytet, a do tego znał się na wartościach rodzinnych.

Irena nie skarżyła się, ale teść sam zrozumiał, że Marek jest zbyt surowy. Wytłumaczył synowi, że ten odpowiada za żonę i córkę. Michał Wojciechowski przypomniał przykład swojego pradziadka, w którego rodzinie pierwsza urodziła się dziewczynka, i Marek pogodził się z losem.

Ale swojego podejścia do żony nie zmienił.

Pod stałą presją męża Irena stawała się cieniem samej siebie. Na początku ledwo trzymała się na nogach ze zmęczenia i bardzo schudła. A potem, równie gwałtownie, zaczęła przybierać na wadze, mimo że jej dieta się nie zmieniła. Zmieniał się tylko stan emocjonalny. I niestety, zmieniał się na gorsze.

Jedyną radością Ireny był mały świat mediów społecznościowych. Lubiła obserwować ludzi, śledzić ich życie. Irena lubiła marzyć, czuć się po drugiej stronie ekranu.

Dziś mogła „odpoczywać” nad morzem, a jutro „podróżować” po górach z plecakiem na plecach. Wyobrażała sobie, że jest na miejscu tych, których spotykała w kanale informacyjnym, cieszyła się razem z nimi, współczuła, zachwycała się pięknymi krajobrazami i znów wracała na ziemię. Do swojej ciasnej kawalerki z widokiem na stare szopy i przekrzywioną ławkę, na której zbierały się miejscowe „towarzystwa”.

Czasem dzieliła się swoimi przemyśleniami na blogu, ale jej blog był zamknięty i przypominał bardziej osobisty dziennik. Nigdy nie opublikowała żadnego wpisu pod swoim nazwiskiem, bo bała się, że Marek się o tym dowie, a nie chciała problemów.

Jeszcze przed ślubem Irena ukończyła studia dziennikarskie. Pisała całkiem nieźle, ale bez praktyki i znajomości było jej trudno znaleźć dobrą pracę.

Przed zamążpójściem Irena pracowała w małym wydawnictwie, ale potem zrezygnowała z pracy i poświęciła się rodzinie, chociaż dusza pragnęła realizacji.

Jednak z ciągle chorującym dzieckiem na rękach nie było czasu na realizację. Dlatego Irena wciąż marzyła, spełniając kaprysy męża. Miała nadzieję, że kiedyś córka dorośnie, a ona będzie miała szansę na szczęście.

— Niesłone. Bez smaku — powiedział Marek. Demonstracyjnie odsunął talerz z zupą. — Jaki z ciebie pożytek, skoro nawet prostych rzeczy nie umiesz zrobić? Co trudnego jest w normalnym posoleniu?

— Wydawało mi się, że jest słone…

— A co jeszcze ci się wydawało?

— Nic więcej. Mogę iść?

— Nie. Jeszcze nie skończyłem.

Ten bezsensowny dialog mógł trwać wiecznie. Marek czepiał się wszystkiego, a każda drobnostka mogła wywołać kłótnię, mimo że Irena starała się łagodzić wszelkie ostre sytuacje. Na szczęście, w odpowiednim momencie zadzwonił telefon. Marek rzucił talerz i wyszedł. Z kim rozmawiał, Irena nie wiedziała, bo zamknął się w łazience. Zresztą, było jej wszystko jedno. Nic poza zmęczeniem i irytacją Irena nie czuła.

Szybko pozmywała brudne naczynia i poszła do córki. Miała to szczęście, że mała była co prawda słaba, ale dość spokojna. Nie płakała dniami i nocami, co pozwalało Irenie zajmować się domowymi obowiązkami. Inaczej jej życie przypominałoby piekło.

Ale właśnie tego, prawdopodobnie, chciał Marek.

Pewnego dnia zapomniał złożyć jej życzenia z okazji urodzin. Tego dnia przyszedł do domu bez kwiatów, za to w stanie nietrzeźwym.

— Kogoś się spodziewałaś?! Dlaczego na stole jest tort?! — zbes

ztał ją, zapominając, że to jej święto. Irenie było tak przykro, że po policzkach popłynęły łzy, ale to tylko bardziej rozzłościło Marka. Zrzucił ze stołu naczynia i przeklinając, wyszedł, trzaskając drzwiami. Irena została sama pośród rozbitej porcelany. Od hałasu obudziła się córka… To były najgorsze urodziny w jej życiu. Dzień, w którym zrozumiała, że dłużej tak nie wytrzyma.

Kiedy zadzwonił telefon, nie od razu zorientowała się, że powinna odebrać.

„Marek” — było napisane na ekranie. Irenie nie chciało się odbierać. Ale jednak odpowiedziała.

— Tak?

— Dzień dobry… Irena? — głos po drugiej stronie był twardy i zimny.

— Tak… kto mówi?

— Pani mąż zginął. Miał wypadek samochodowy…

Dalej wszystko było jak we śnie. Mnóstwo informacji, jakieś pytania, kondolencje, telefon od Michała Wojciechowskiego i bezsenna noc. Ale najgorsze było to, że Irena nie czuła żalu. Nie było jej żal męża. Skrzywdził ją, wyszedł z domu, wsiadł za kierownicę pod wpływem alkoholu i… to wszystko. Jego życie skończyło się. Tak głupio i za wcześnie.

To wydarzenie podzieliło jej życie na „przed” i „po”.

— Nie martw się. Mieszkanie, w którym mieszkaliście, przypadnie tobie i waszej córce. W najbliższym czasie przepiszę je na was. Poza tym będę przekazywał ci pieniądze, abyście z córką nie miały żadnych potrzeb. Oczywiście, nie zastąpię wam Marka, ale postaram się, abyście były szczęśliwe — powiedział Michał Wojciechowski po pogrzebie.

Dotrzymał słowa.

Michał Wojciechowski wpadł w złość, gdy dowiedział się, że jego syn nie dawał żonie pieniędzy i że całą wypłatę wydawał na nową kobietę. To wyszło na jaw tydzień po śmierci Marka, kiedy zadzwoniła nieznajoma i wszystko wyznała.

Irena nie chciała z nią rozmawiać, odłożyła słuchawkę. Nie chciała więcej wracać do przeszłości.

Michał Wojciechowski był dla niej życzliwy. Córka rosła, a Irena miała coraz więcej wolnego czasu. Pewnego dnia, spacerując z małą w parku, spotkała swoją koleżankę ze studiów.

Olga wyglądała dużo lepiej niż Irena: szczupła, modnie ubrana, z fryzurą i makijażem.

— Jak leci? — zapytała, patrząc na Irenę ze współczuciem.

— Jakoś leci…

— Słyszałam, że twój mąż zginął… współczuję.

— Dziękuję — Irena odwróciła wzrok. Rozumiała, że bez męża w pewnym sensie jest jej lżej. — A co u ciebie?

— U mnie wszystko dobrze. Pracuję w dużym holdingu, ciągle na zdjęciach… wychodzę za mąż — pokazała piękny pierścionek. — Właściwie to jestem tu tylko przejazdem. Wpadłam do rodziców na kilka dni, żeby dostarczyć zaproszenia na ślub. A tak to mieszkam tutaj — pokazała Irenie zdjęcie domku z widokiem na góry.

— Gratuluję. To wspaniale…

— A ty nie pracujesz?

— Nie. Ale chciałabym… Ale kto zatrudni mnie z dzieckiem i bez doświadczenia?

— Dziecko można oddać niani. A nie musisz pracować od rana do wieczora, tak jak sobie wyobrażasz. Przecież dobrze pisałaś… Pamiętam, jak pomogłaś mi zdać egzaminy. Poczekaj chwilę — wyciągnęła z torebki wizytówkę — Tu, wyślij swoje CV i esej. Napisz coś niezwykłego, co poruszy serce. No dobrze, muszę już biec…

Znajoma odeszła, a Irena została z kartką w dłoni.

Kilka dni Irena myślała. Walczyła z sobą, ze swoimi lękami, kompleksami, niepokojami i niską samooceną. A potem jednak kliknęła „wyślij”. E-mail z CV i krótką historią Ireny został wysłany. Już następnego dnia zadzwonili.

— Praca jest zdalna, ale czasem trzeba będzie przyjechać do biura.

— A gdzie znajduje się biuro? — zapytała Irena. Serce zabiło jej mocniej, gdy zobaczyła miejsce, gdzie miała zamieszkać.

Dwa lata później.

Irena zaczęła dzień od porannego biegu. Lubiła wstawać wcześnie i obserwować wschód słońca nad morzem. Z prawej strony widać było góry, i Irena znów zauważyła, że mieszka w najpiękniejszej i malowniczej okolicy, gdzie było wszystko, co kochała. Już nie musiała żyć cudzym życiem. Mogła żyć tak, jak chciała. W końcu miała szczęście…

Praca okazała się idealna. Irena pisała artykuły, a także zaczęła wreszcie prowadzić swojego bloga. Nie ukrywała go już przed ludźmi. Czytano go i dzielono się swoimi przeżyciami, wielu odnajdywało w jej historiach siebie. A niektórzy nawet zmieniali swoje życie, zainspirowani jej przykładem.

Córka rosła, Irena mogła łączyć swoją ulubioną pracę z wychowywaniem malutkiej. Chociaż na początku było trudno, bardzo pomogło jej wsparcie Michała Wojciechowskiego. Nie miał nic przeciwko jej przeprowadzce i gorąco popierał pomysł z pracą. Dotrzymał słowa i pomagał Irenie we wszystkim. Jej życie zaczęło przypominać bajkę, a w tej bajce na pewno miał się zdarzyć szczęśliwy koniec.