Mam pięćdziesiąt lat, z czego dwadzieścia pięć spędziłam na emigracji zarobkowej. W domu mam dwoje dorosłych dzieci. Teraz stoję na rozdrożu – Włoch zaproponował mi małżeństwo. Chętnie bym się zgodziła, ale nie wiem, co zrobić, bo na pewno nie pozwoli mi pomagać dzieciom. Tutaj dorosłym dzieciom nikt nie pomaga

Wyjechałam stąd nie z dobrego życia. Cała rodzina pogrążyła się w długach, które zaciągał mój ówczesny mąż. Już nawet wstydziłam się wychodzić na wieś. W tamtym czasie kobiety z naszej wioski wyjeżdżały do pracy we Włoszech, więc pojechałam razem z nimi. Moje dwójka małych dzieci została u matki na jakiś czas, bo myślałam, że wrócę, jak tylko spłacę długi.

Ale tak się nie stało. Mąż szybko odszedł na tamten świat, a ja musiałam zarobić na wszystko. Najpierw trzeba było ubrać, obuwić dzieci, potem pojawiały się kolejne potrzeby. To remont u mamy w domu, to u nas, potem dzieci poszły do szkoły.

Wracałam do domu kilka razy w roku i za każdym razem obiecywałam, że jeszcze trochę i wrócę na stałe. Jednak moje zarobki rozciągnęły się na dwadzieścia pięć lat. Dzieci już dorosły, wyszły za mąż, a mamy już nie ma.

Tutaj, we Włoszech, poznałam Mario. Był sąsiadem starszej pani, u której pracowałam, więc często wpadał do niej w odwiedziny, ponieważ dorastał z jej synem. Nie jest bogaty, ale też nie bieduje. Pracuje w jakiejś firmie, nigdy nie był żonaty. Kiedy starsza pani odeszła, Mario od razu zaproponował mi, żebym zamieszkała u niego. W tamtym momencie nie miałam dokąd pójść, a choć znałam trudne historie rodzinne naszych rodaczek, postanowiłam zaryzykować.

Jesteśmy razem od pięciu lat. Nie wszystko jest idealnie, ale kochamy się nawzajem i naprawdę jestem z nim szczęśliwa. Niedawno Mario oświadczył mi się. Na początku bardzo się ucieszyłam, bo go kocham, ale potem zaczęłam się zastanawiać, co dalej.

Rzecz w tym, że we Włoszech nie jest w zwyczaju pomagać dorosłym dzieciom, a Mario szczerze nie rozumie, dlaczego przez tyle lat wysyłam wszystkie zarobione pieniądze mojej córce i synowi. Rozumiem, że jeśli za niego wyjdę, nie pozwoli mi już przesyłać dzieciom ani grosza.