Mój mąż niedawno oznajmił, że chce odejść z rodziny. Mieszkamy we własnym dużym domu, gdzie prawie wszystko zostało zrobione jego rękami. A on postanowił zamieszkać z nią w jej małym dwupokojowym mieszkaniu. Nasze dzieci bardzo boleśnie to odebrały, można powiedzieć, że bojkotują ojca i nawet nie chcą z nim rozmawiać. Co robić, przecież spędziliśmy razem 35 lat

Razem z mężem przeżyliśmy długie, niełatwe, ale szczęśliwe życie. W miłości urodziliśmy i wychowaliśmy dwoje dzieci, które są już dorosłe i mają własne rodziny. Teraz jesteśmy dziadkami dla dwojga wnucząt.

Przeżyliśmy razem tyle różnych trudności: biedne życie w latach 90., z małymi dziećmi na rękach, brak pracy, przeprowadzki… Było tego wiele, jak u wszystkich, ale wszystkie trudności przetrwaliśmy wspólnie, byliśmy, jak to się mówi, jedną drużyną.

Nieszczęście przyszło niespodziewanie. Nie wiem, w jakich okolicznościach mój mąż spotkał kobietę, z którą miał jakieś relacje w młodości, jeszcze przed naszym ślubem i naszym poznaniem. Nie wiem, co tam się działo i jak to się skończyło. Ale chyba coś w jego duszy tliło się do niej przez cały ten czas.

Pominę wszystkie jego wahania i rozterki. Niedawno oznajmił, że chce do niej odejść. Mieszkamy we własnym dużym domu, gdzie prawie wszystko zostało zrobione jego rękami. A on postanowił zamieszkać z nią w jej małym dwupokojowym mieszkaniu. Nasze dzieci przyjęły to bardzo negatywnie, można powiedzieć, że bojkotują ojca i nawet nie chcą z nim rozmawiać.

Przykro mi również z powodu samej siebie, że spędziliśmy razem prawie całe życie, a teraz on chce mnie zostawić samą. Nie potrzebuje już ani mnie, ani naszych dzieci, ani wnuków.

Ale martwię się też o niego. Myślę, że po prostu się pogubił i może popełnić fatalny błąd. On ma 60 lat, ja 58. Nie jesteśmy już młodzi, zdrowie nas coraz częściej zawodzi, przed nami starość. Czy tamtej kobiecie naprawdę zależy na jego starości? Czy wspomnienia z młodości są warte tego, aby przekreślić całe nasze wspólne życie? Czy są ważniejsze niż dobre relacje z dziećmi i wnukami?

A dzieci na pewno tego nie zaakceptują. U niego ciśnienie skacze, widzę, że bardzo to przeżywa. Pytam, czy przez całe życie mnie nie kochał. Mówi, że kochał, i wiem, że to prawda. To po co teraz wszystko niszczyć?

Jeśli odejdzie do niej, nie przyjmę go z powrotem. To byłaby zdrada. I on to rozumie. Od miesiąca żyje jak nie swój, męczy się, myśli. O podziale majątku na razie nie ma mowy, on zamierza odejść „z pustymi rękami”. O tej kobiecie wiem tylko tyle, że od dawna jest rozwiedziona, a jej córka mieszka w innym mieście.

Jak nie pozwolić mu popełnić tego błędu? Może powinnam porozmawiać z tą kobietą?