Po takiej “wolności” u babci, żona przez trzy dni przywracała dzieciom normalny harmonogram dnia
Mamy z żoną dwoje małych dzieci: Anię, która ma trzy lata, i Jasia, który ma dwa lata. Są prawie rówieśnikami. Żona bardzo chciałaby wrócić do pracy, ale synek jest jeszcze za mały, żeby posłać go do przedszkola, a na dodatek często choruje. Dlatego na razie musiała zapomnieć o pracy. Codziennie mówiła mi, że jej koleżanki już pracują, a babcie zajmują się dziećmi. My też mamy babcię, czyli moją mamę.
Porozmawiałem z moją mamą, która zgodziła się zająć dziećmi, ale postawiła swoje warunki. Powiedziała, że jeśli w jakimś momencie będzie musiała gdzieś wyjść, musimy być gotowi, aby ją zastąpić. Po naradzie z żoną uznaliśmy, że damy radę. Żona przygotowała na kartce instrukcje, kiedy i czym karmić dzieci, o której godzinie mają iść spać w południe i kiedy wychodzić na spacer.
Od razu było widać, że mojej mamie te wskazówki się nie spodobały, ale nic nie powiedziała. My z żoną, spokojni o dzieci, poszliśmy do pracy. Wieczorem po pracy pędziliśmy jak na skrzydłach, zastanawiając się, jak nasze aniołki spędziły dzień bez mamy. Kiedy weszliśmy do mieszkania, zobaczyliśmy przerażający widok. Babcia, czyli moja mama, leżała na kanapie i trzymała się za głowę, a dzieci bawiły się na środku pokoju. Zapytaliśmy, czy dzieci poszły spać i czy były na spacerze.
Moja mama zachrypniętym głosem powiedziała, że nic nie zdążyła zrobić z nimi, nie chciały spać, a na spacer nie było szans ich wyprowadzić. Dodała, że nie zamierza już więcej zajmować się dziećmi. Na to moja żona odpowiedziała, że sama również nie powierzy jej już więcej dzieci.
Po takiej “wolności” u babci, żona przez trzy dni przywracała dzieciom normalny harmonogram dnia. Od tamtej pory przestała myśleć o pracy, mówiąc tylko, że nie zostawi dzieci nikomu innemu.
