W weekend zaprosiłam do siebie syna z wnuczką i synową. Podczas kolacji zaczęłam rozmowę, że zawsze jestem blisko i gotowa pomagać, ile tylko będzie trzeba. W trakcie tej rozmowy synowa się zdenerwowała. Powiedziała, że wtrącam się w cudzą rodzinę. Zaczęłam ją uspokajać, że jeśli moja pomoc nie jest potrzebna, to w porządku. Synowa powiedziała, żebym poszła do pracy i zarabiała pieniądze. Syn milczał, starając się nawet nie patrzeć mi w oczy. Kiedy wyszli, zrobiło mi się bardzo przykro
Mam 64 lata, jestem emerytką, ale nie przeszłam na emeryturę z powodu zmęczenia pracą, tylko dlatego, że tak zadecydowało moje kierownictwo. Miałam zamiar nadal pracować, więc z tą decyzją absolutnie się nie zgadzałam. Ale kierownictwo mówiło tylko o tym, że swoje już przepracowałam i teraz nadszedł czas, aby zająć się wnuczką, a nie pracować. Chętnie pomagałabym synowej i opiekowała się wnuczką, ale ten pomysł nie wszystkim przypadł do gustu.
W weekend zaprosiłam do siebie syna z wnuczką i synową. Mimo że mieszkamy blisko, rzadko się widujemy.
Wnuczka chodzi do pierwszej klasy, a synowa nie pracuje. Podczas kolacji jeszcze raz poruszyłam temat, że zawsze jestem blisko i gotowa pomagać, ile tylko będzie trzeba. Bardzo kocham moją wnuczkę i nigdy bym jej nie skrzywdziła. Jestem gotowa zaprowadzać ją na wszelkie zajęcia lub po prostu z nią spacerować. W trakcie tej rozmowy synowa zrobiła się smutna. Zaczęła się bardzo denerwować i powiedziała, że wtrącam się w cudzą rodzinę.
Zaczęłam ją uspokajać, mówiąc, że jeśli moja pomoc nie jest potrzebna, to w porządku. Na koniec wieczoru powiedziała mi, że powinnam poszukać sobie jakiejś pracy, gdzie przyjmują emerytów, bo widocznie w domu mi się bardzo nudzi. Nie mam co robić, dlatego wtrącam się w cudzą rodzinę.
Syn milczał, starając się nawet nie patrzeć mi w oczy. A kiedy wyszli, rozpłakałam się, jak nigdy dotąd. Było mi bardzo przykro. Może rzeczywiście mają rację, że dzieci powinny żyć własnym życiem.
