Mąż poszedł na imprezę, mówiąc, że spotykają się męskim gronem – nie uwierzyłam i niespodziewanie zjawiłam się w restauracji

– A ty dokąd się tak wystroiłaś? – zapytał Kamil, leżąc na kanapie.

– Kam, przecież mówiłam ci już tydzień temu, że w sobotę wychodzę z Olą na małe spotkanie – odpowiedziała Kasia, stojąc przed lustrem.

– No proszę! Idziesz gadać, a w mieszkaniu bałagan. Nie masz naprawdę nic lepszego do roboty? – dodał mężczyzna z wyraźnym niezadowoleniem.

– Kam, co w tym złego? I tak nie zrobię wszystkiego od razu, a od tego domowego zgiełku też trzeba czasem odpocząć. Cały dzień latam ze ścierką lub stoję przy kuchni. Ty przecież regularnie spotykasz się z kolegami, chodzicie razem na różne wyjścia. I zauważ, że nigdy ci nie zabroniłam ani nie skrytykowałam.

– Jeszcze czego! Żona miałaby mi rozkazywać! A z kolegami spotykam się w ważnych sprawach, nie tylko gadamy, ale omawiamy naprawdę istotne tematy.

– Jakie, Kam? – Kasia uśmiechnęła się, widząc komizm całej sytuacji.

– Mówię ci, zdejmij te błyskotki i siedź w domu! Nie ma co się włóczyć po koleżankach, lepiej zrób mi herbaty.

Kasia spojrzała na męża. Wzięła wacik, naniosła na niego trochę płynu do demakijażu i zaczęła z nadmiernym zapałem zmywać tusz, który nałożyła kilka minut temu. Kamil odwrócił się w stronę telewizora.

Kobieta poszła do kuchni i zaczęła czyścić płytę kuchenną, choć ta była już dość czysta. Nagle z jej oczu popłynęły łzy.

„Do diabła! Muszę przynajmniej zadzwonić do Oli i powiedzieć, że nie przyjdę!” – pomyślała, zdejmując gumowe rękawiczki i wyciągając telefon.

– Halo, Kasia! Gdzie się podziewasz? – rozległ się radosny głos przyjaciółki.

– Ola, słuchaj… Kamil trochę się rozchorował, więc nie mogę przyjść. Muszę mu podać leki i w ogóle…

– Nie wierzę! Kasia, wiedziałam! Znowu cię nie puścił. Nie rozumiem, dlaczego to wszystko znosisz?

– Ola, teraz nie mogę rozmawiać. Oddzwonię jutro lub za kilka dni, dobrze? Muszę kończyć.

– No dobrze, ale…

Ola nie zdążyła dokończyć, bo Kasia już zakończyła rozmowę. W kuchni pojawił się Kamil.

– No widzisz, w domu przynajmniej masz pożytek. Zostałaś i od razu zabrałaś się za coś pożytecznego. Dobrze robisz, że sprzątasz, bo ostatnio trochę zaniedbałaś dom i chciałaś lecieć do koleżanki. Wyszłaś za mąż, więc powinnaś siedzieć w domu przy mężu, a nie biegać… Ej, Kasia, nie zapomniałaś o herbacie? Dokończ sprzątanie i przynieś mi herbatę, bo zaraz reklama się skończy.

– Dobrze – odpowiedziała Kasia z przyzwyczajenia.

To „dobrze” było słowem, które przez siedem lat małżeństwa Kasia wypowiadała najczęściej. Niezależnie od tego, co mąż jej powiedział, czego zażądał, zawsze odpowiadała „dobrze”.

Chociaż w ich małżeństwie niewiele było „dobrego”. Kasia i Kamil poznali się w pracy. Początkowo Kamil odwoził ją do domu, potem zaproponował wspólne wyjście do kina, spacer w parku. Tak narodziła się ich relacja.

Kamil często wyznawał jej miłość, przynosił drobne prezenty i prawie natychmiast zaproponował małżeństwo. Kasia nigdy nie była pewna, czy naprawdę kocha Kamila. Był miły, uprzejmy i schludny, ale nie nazywała tego miłością. W końcu, pod wpływem jego nalegań, zgodziła się na ślub.

Pierwszy rok małżeństwa był całkiem udany. Potem Kamil zaczął narzucać swoje zasady. Najpierw obarczał Kasię domowymi obowiązkami, ciągle ją krytykował za byle co, choć w domu było zawsze czysto. Z czasem traktował ją jak służącą – „idź, przynieś, zrób, posprzątaj”.

Kasia czuła się jak nieszczęśliwa służąca. A teraz Kamil zaczął zabraniać jej spotkań z przyjaciółkami. Udało mu się odsunąć prawie wszystkie, oprócz Oli, która nie dawała za wygraną. Ola od początku nie lubiła Kamila i próbowała odwieść Kasię od małżeństwa z nim. Kasia sama nie była pewna, czy podjęła dobrą decyzję, ale kiedy suknia ślubna była już gotowa, a obrączki kupione, co mogła zmienić?

Kasia nie miała już siły walczyć z losem. Myślała, że życie rodzinne jakoś się ułoży. Ale w ich małżeństwie wszystko wydawało się sztuczne. Nawet nie mogli mieć dziecka.

Teściowa przy każdej okazji mówiła synowi:

– Synu, znalazłeś sobie tę Kasię. Wokół ciebie były takie ładne dziewczyny, a ty tę… Ona ani gotować dobrze nie umie, ani o ciebie nie dba, a dziecka urodzić nie może. Tak i umrę, nie doczekawszy się wnuków.

Kasia często słyszała te uwagi, ale nie odpowiadała. Sytuacja w rodzinie była trudna, a kłótnie z teściową mogły tylko pogorszyć sprawę.

Słowa teściowej nie raniły Kasi. Bardziej bolało ją to, że mąż albo zgadzał się z matką, albo milczał. Nigdy jej nie bronił. Tak to się toczyło.

– Kasia, zasnęłaś tam czy co? Gdzie moja herbata? Daj, szybciej! – zawołał Kamil z pokoju.

– Już przynoszę.

Kasia ocknęła się, szybko włączyła czajnik, zaparzyła herbatę i podała ją mężowi.

– Proszę, Kam.

– Aha – mruknął, nie odrywając wzroku od telewizora, nawet nie dziękując.

W piątek Kamil wrócił z pracy wyjątkowo wesoły, zjadł kolację i, jak zwykle, położył się przed telewizorem.

– Słuchaj, zapomniałem ci powiedzieć – jutro Pawuś ma urodziny, 45 lat. Przygotuj mi garnitur, idę na 18.

– Kam, czemu mi nie powiedziałeś wcześniej? Nie mam w co się ubrać, nie mówiąc już o prezencie.

– Po pierwsze, na prezent zrzuciliśmy się z kolegami – wziąłem z premii, a po drugie, powiedziałem – idę.

– To znaczy, że znowu idziesz sam? – zapytała Kasia, wyraźnie oburzona.

– Co znaczy sam? Zbieramy się męską ekipą – odpowiedział Kamil beznamiętnie.

– Oczywiście! Ostatnim razem mówiłeś to samo, a potem przypadkiem dowiedziałam się, że wszyscy byli z partnerkami na firmowym spotkaniu, a ty cały wieczór tańczyłeś z jakąś Ludką.

– Dość! Powiedziałem, idę sam. Twoje miejsce jest w domu, masz sprzątać. Idę sam i kropka! Co ty tam będziesz robić? Przecież w domu masz mnóstwo rzeczy do zrobienia!

Następnego dnia Kamil wcześnie rano poszedł do fryzjera, potem zjadł obiad, trochę poleżał na kanapie i zaczął się szykować na urodziny kolegi.

– Kasiu, wyprasujesz mi garnitur? – zapytał, jakby nigdy nic.

– Jeśli ci potrzebny, to sam sobie wyprasuj! – odpowiedziała Kasia.

– Co? Moja mama miała rac

ję, no i żonkę sobie wybrałem, wszyscy mi zazdroszczą!

– Jeśli ci nie odpowiadam, to możesz być wolny. Pomyśl tylko, komu taki leń jak ty będzie potrzebny.

– Ja – leń?

Drzwi do mieszkania otworzyły się, a w przedpokoju pojawiła się teściowa.

– Co to za hałasy? Czemu znów się kłócicie?

– Mamo, szykuję się na urodziny Pawła, a nie ma komu mi garnituru wyprasować. Żona nie chce.

– Co to za nowości? Kasiu, ile razy ci mówiłam – o męża trzeba dbać. Coś ty z mojego syna zrobiła? Kamil, dawaj garnitur, zaraz ci go wyprasuję.

Kasia siedziała w drugim pokoju, nie miała ochoty oglądać przygotowań męża. A teściowej nie chciała widzieć tym bardziej…

– Kasiu, gdzie moje buty? – zawołał mąż.

– Spytaj swoją mamę! – wybuchła Kasia, wyrzucając z siebie to, co naprawdę myślała, zamiast zwykłego „dobrze”.

– Co? Zrobiłaś się leniwa! Weź się lepiej do roboty! – Kamil wyraźnie nie spodziewał się takiej odpowiedzi.

Kasia nie zamierzała wdawać się w kłótnie. W tej chwili chciała tylko, żeby mąż jak najszybciej wyszedł z mieszkania.

– Właśnie! Rozpuściłeś ją zupełnie! Inni mężczyźni trzymają swoje żony krótko, a ta robi, co chce, i tobą pomiata.

Kasia poczekała, aż mąż i teściowa opuszczą mieszkanie. W tym momencie poczuła się jak prawdziwa Kopciuszek – wszyscy pojechali na bal, a ona została w zabałaganionym mieszkaniu. Zabrała się za sprzątanie, ale po chwili usłyszała dzwonek telefonu.

Była pewna, że to mąż lub teściowa, którzy chcą jej jeszcze coś wypomnieć. Ale na ekranie telefonu pojawił się numer przyjaciółki Oli.

– Cześć, przyjaciółko. Co robisz? Twój tyran pewnie znowu leży na kanapie?

– Cześć, Ola. Nie, poszedł na urodziny.

– Jak to? – zapytała z niedowierzaniem Ola.

– No, poszedł na urodziny, a ja zostałam w domu – odpowiedziała Kasia.

– No wiesz, przyjaciółko! I długo jeszcze będziesz to znosić?

– Nie wiem, Ola.

– Wiesz co, na twoim miejscu ubrałabym najpiękniejszą sukienkę, zrobiła fryzurę i poszła na te urodziny! – zaproponowała Ola z entuzjazmem.

– Ale Kamil mówił, że to męskie spotkanie.

– Błagam cię. Już nie raz cię oszukał, a ty dalej mu wierzysz!

Początkowo pomysł Oli wydał się Kasi szalony. Ale postanowiła jednak posłuchać rady – ubrała najlepszą sukienkę, zrobiła makijaż i pojechała do restauracji.

Jak się spodziewała, wszyscy goście byli w parach, a jej Kamil już miło rozmawiał z młodziutką kelnerką.

– Przepraszam za spóźnienie! – powiedziała Kasia.

– O, Kasieńka! Jednak zdecydowałaś się przyjść, i dobrze zrobiłaś! Kamilek mówił, że źle się czujesz, a ty taka piękna.

Kasia spojrzała na męża. Już nie zwracał uwagi na kelnerkę, tylko patrzył na nią z otwartymi ustami. Wyraźnie nie spodziewał się takiego obrotu sprawy.

– No Kasieńka, skoro przyszłaś, to zatańcz ze mną. W końcu to ja dziś mam urodziny i wszystko mi wolno! – powiedział Paweł z figlarnym uśmiechem i mrugnął do Kamila, który stał na uboczu.

Kasia tańczyła, czując się jak w bajce. Naprawdę poczuła się jak Kopciuszek na balu w zaczarowanym królestwie.

Po zakończeniu tańca podszedł do niej Kamil.

– Będziesz tu robić sceny, czy poczekasz do domu? – zapytała Kasia.

– Kochanie, wyglądasz dziś niesamowicie, po prostu zjawiskowo!

Kasia spodziewała się wszystkiego, ale nie tego.

– Kochanie? Tak mnie nazywałeś tylko przed ślubem…

– Może i ze mną zatańczysz? – zaproponował Kamil.

Kasia zgodziła się. Tańczyli, patrząc sobie w oczy. W tym momencie Kasia zrozumiała, jak wiele ten mężczyzna dla niej znaczy.

Z urodzin wrócili szczęśliwi i zmęczeni, więc od razu poszli spać.

Rano Kasia obudziła się od zapachu świeżo parzonej kawy. Szybko wstała i jak zwykle pospieszyła do kuchni.

– Kamil, co robisz? Daj, ja przygotuję! – zawołała Kasia.

– Nie, kochanie, dziś ja wszystko przygotuję i ci przyniosę. A ty wracaj do łóżka.

– Dobrze – odpowiedziała Kasia i nagle zrozumiała, jak bardzo zmieniło się dla niej znaczenie tego słowa.

Kobieta wróciła do łóżka. Uświadomiła sobie, że całkowicie przestała kochać i cenić siebie, co dało mężowi powód do takiego samego myślenia i traktowania. Nie da się przyjąć czyjejś miłości, jeśli człowiek nie kocha samego siebie.

Rok później Kasia i Kamil powitali na świecie swoje pierwsze dziecko. Chłopczyk otrzymał imię Pawełek, na cześć przyjaciela rodziny. Matka Kamila była zachwycona, kiedy dowiedziała się, że wkrótce zostanie babcią.

Teraz teściowa opowiada sąsiadkom, jaka to szczęśliwa i zgrana jest rodzina jej syna – synowa piękna, a wnuczek cudowny. Z każdym dniem Kasia coraz bardziej zdawała sobie sprawę, że w jej życiu naprawdę wszystko jest dobrze. A to „dobrze” nie było już tylko słowem wypowiadanym z przyzwyczajenia.