– Twoja koleżanka jest szczupła i zgrabna, a ty nigdy taka nie będziesz – narzekał mąż

– Musisz natychmiast wziąć się w garść i schudnąć! I w ogóle, mogłabyś bardziej o siebie dbać. Zawsze widzę cię tylko w tym kwiecistym szlafroku, czy to rano, czy wieczorem.

Ludmiła odłożyła na bok ugryzioną sernikową bułeczkę, czując, że nagle straciła apetyt. Po raz pierwszy od kilku lat szczęśliwego małżeństwa usłyszała od męża takie bolesne słowa. Najgorsze było to, że Ludmiła rozumiała, iż te zarzuty miały swoje podstawy. Jednak zimny ton, którym zostały wypowiedziane, bardzo ją zranił.

„Mama zawsze mi mówiła, że mąż mnie kiedyś zostawi z powodu nadwagi! A teraz doczekałam się, że i Leszek zaczął się skarżyć. Czy to możliwe, że naprawdę jest tak źle? Rzeczywiście, od dawna nie kupiłam sobie nowych ubrań. Ale przecież do tej pory żyliśmy szczęśliwie. A ostatnio mąż zachowuje się zupełnie inaczej. Może to znak, że muszę zmienić styl życia” – myślała Ludmiła, szykując się do pracy.

Mąż zawsze wychodził pół godziny wcześniej i rzeczywiście widywał swoją żonę tylko w szlafroku, stojącą przy kuchence. Wracając wieczorem, Ludmiła także wolała szybko wziąć prysznic, a potem, znowu wskakując w przytulny szlafrok, zajmować się przygotowywaniem kolacji. „Od kiedy mój domowy wygląd zaczął Leszka tak irytować?” – zastanawiała się Ludmiła.

Od dziecka Ludmiła spędzała dużo czasu u babci na wsi, gdzie była uczona, że trzeba zjeść wszystko, co jest na talerzu.

– Zostawiłaś kawałek chleba… A wiesz, co się stanie w nocy? – mówiła babcia, obniżając głos.

– Co?

– Ten kawałek chleba będzie cię wszędzie ścigał i prosił, żebyś go zjadła! Nie da ci spokoju! A jeszcze może ci nasłać takie koszmary, że będziesz budzić się z krzykiem!

– Nie chcę… – szeptała przerażona dziewczynka.

– Więc zjedz go teraz! No, brawo! Zawsze wszystko dojadaj. A teraz będziemy pić herbatę z miodem. I jeszcze jest bułeczka z masłem.

– Jestem już najedzona, babciu! Mogę iść się pobawić?

– Siedź tutaj! Wiesz, jak ludzie cenili chleb podczas wojny? A ty marudzisz nad bułeczką z pszenicy? Dopóki cię porządnie nie nakarmię, żadnego biegania. Twoja mama przywiozła cię do mnie wychudzoną, więc chociaż u mnie nabierzesz ciała – nakazywała babcia i podawała jeszcze konfiturę do bułeczki z masłem.

Kiedy mama pod koniec lata przyjechała po Ludmiłę, nie od razu rozpoznała swoją córkę w pulchnej dziewczynce, która wybiegła jej na spotkanie. Od tego czasu Ludmiła nigdy nie miała problemów z apetytem. Nawet dorastając, była dość pulchną dziewczynką.

Na szczęście Ludmiła miała radosny charakter, dlatego zawsze miała adoratorów. Leszek był bardziej zdecydowany niż inni, ich związek układał się harmonijnie, więc Ludmiła wyszła za niego za mąż i do tego feralnego poranka była szczęśliwa w małżeństwie.

Czując gorzką prawdę w słowach męża, Ludmiła postanowiła schudnąć. Jako odpowiedzialna osoba, dokładnie zapoznała się z różnymi metodami i zaczęła liczyć kalorie, rezygnując całkowicie ze słodyczy i pieczywa.

– Co to tak śmierdzi? – zapytał Leszek, z podejrzliwością patrząc na garnek.

– Gotuję zupę z selera. I robię sałatkę z ogórka i selera. To bardzo zdrowe produkty dla tych, którzy chcą schudnąć.

– Seler? Próbowałem go kiedyś. Nawet psu bym nie dał.

– Z ogórkiem smakuje całkiem nieźle. To taka soczysta sałatka.

– Serio? To ty wiesz lepiej. Ja tego nie zamierzam jeść. Co mam na obiad?

– Masz barszcz z pampuchami. I kotlety schabowe z dodatkiem.

– O, to rozumiem! A do herbaty kupiłem twoje ulubione kruche ciastka. I babeczki z kremem.

– Trochę ci zazdroszczę. Mi takie rzeczy nie wolno – westchnęła Ludmiła, patrząc na ciastka, które uwielbiała od dziecka.

– Dobrze, że nie jestem na diecie – ucieszył się Leszek, siadając do stołu.

Po spróbowaniu jedzenia, mąż Ludmiły zamknął oczy z zadowoleniem i powiedział:

– To jest jedzenie, a nie twoje selery z ogórkami!

Ludmiła, siedząc naprzeciwko, patrzyła na to, jak mąż z apetytem pochłania jedzenie.

Zapach świeżych kotletów w chrupiącej panierce nie pozwalał jej skupić się na swojej zupie warzywnej i sałatce. Brzuch burczał w proteście, a chęć rzucenia wszystkich ograniczeń była zbyt silna. Nie kończąc swojego obiadu, Ludmiła wybiegła na spacer.

Kiedy wróciła, zastała męża oglądającego film. Obok niego leżały kiełbaski, chipsy i ser warkocz.

– Przecież chciałam obejrzeć ten film. Pamiętasz, że planowaliśmy?

– Zapomniałem. Siadaj, jeśli chcesz oglądać od środka – zaproponował obojętnie Leszek, otwierając kolejną puszkę piwa. – Chcesz coś do jedzenia?

– Przecież mi takie rzeczy nie wolno. Zapomniałeś?

– Nie. Po prostu chciałem cię sprawdzić – uśmiechnął się Leszek. – Wyglądasz, jak zbity pies. Schudłaś, ale wyglądasz kiepsko.

– Teraz jeszcze porównujesz mnie do psa? – zdenerwowała się Ludmiła.

– Nie wiem, do kogo cię porównać. Do twojej koleżanki Iry? To jeszcze gorsze porównanie – kontynuował z obojętnością mąż, znów spoglądając na żonę z irytacją. – Ona, twoja rówieśniczka, wygląda jakby była dziesięć lat młodsza, bo jest szczupła i zgrabna. Ma też świetne kształty w odpowiednich miejscach!

Te słowa osoby, którą Ludmiła uważała za najbliższą i ukochaną, sprawiły, że spojrzała na męża inaczej.

„Przecież Leszek ani razu nie wsparł mnie w mojej walce o schudnięcie i zdrowe odżywianie. Tylko żartował i z pogardą traktował moje ograniczenia. Sam ciągle kupował tłuste i słodkie rzeczy, a potem jadł je przede mną, jakby drwił. To jeszcze nic. Ale jego lekceważące podejście do mnie jest już po prostu obraźliwe. On sam też nie jest szczególnie zgrabny i wysportowany! Latem z 52 rozmiaru zrobił się szerszy. Zawsze lubiliśmy dobrze zjeść, więc za to płacimy dodatkowymi kilogramami. Nigdy to nie było problemem. A teraz nagle zaczął porównywać mnie do Iry. Oczywiście, że wypadałam gorzej. Irena zawsze uprawiała sport i zdrowo się odżywiała. Jest nieco obsesyjna na punkcie swojej figury: pięć dni w tygodniu po pracy chodzi na siłownię, biega rano, a weekendy spędza na basenie i w saunie. Nie założyła rodziny, nie musi gotować dla męża. Jej dieta to niewiele: kasza grycz

ana na śniadanie, pierś z kurczaka z warzywami na obiad i kefir na noc. Nigdy nie jadła słodyczy, ciągle kupuje i pije jakieś witaminy. Jak nie być szczupłą i zgrabną? Ale pytanie brzmi: od kiedy Leszek zaczął się tak na nią oglądać? Choć jestem pulchna, to nie ślepa: kiedy o niej mówił, oczy mu się świeciły. A na mnie spojrzał i prawie się skrzywił. Oj, czuję, że to coś więcej” – myślała Ludmiła.

Wkrótce podejrzenia Ludmiły się potwierdziły: mąż przyznał się, że ostatnio nawiązał romantyczne relacje z tą właśnie szczupłą Ireną.

– Jak to możliwe, Leszku? I co teraz? – zapytała zszokowana Ludmiła.

– Postanowiłem, że koniec z ukrywaniem się. Odchodzę do Ireny. Tylko na nią się nie złość i nie próbuj robić scen – powiedział zimno Leszek.

Ludmiła nie miała ochoty na kłótnie. Wydawało jej się, że to wszystko nie dzieje się naprawdę. Jej miłość i troska zostały zdradzone i podeptane przez męża.

Ludmiła chciała po prostu położyć się do łóżka, zwinąć się w kłębek i już nigdy nie wychodzić spod kołdry. Przynajmniej do momentu, aż nie wróci do rzeczywistości.

Ale był poranek poniedziałku, a w pracy czekało na nią mnóstwo obowiązków…

Ludmiła sama nie zauważyła, jak dotarła do biura. Przypomniała sobie, że nawet nie zjadła śniadania. Zaparzyła sobie kawę i siedziała przy biurku, patrząc w pustkę.

– Hej, dzień dobry! – głos jej kolegi Krzysztofa wyrwał ją z ciężkich myśli.

– Dzień dobry – odpowiedziała bezbarwnym głosem.

– Wszystko w porządku? Wyglądasz na smutną.

– To długa historia.

– Mamy jeszcze pół godziny do rozpoczęcia pracy. Opowiadaj, może jakoś pomogę – powiedział spokojnie Krzysztof, siadając naprzeciwko.

Ludmiła pomyślała, że dawno już nie słyszała od swojego męża takiego ciepłego tonu, troski i zainteresowania. To szczere zainteresowanie poruszyło ją, więc opowiedziała Krzysztofowi wszystko.

– To niełatwa sytuacja. Jak mogę cię wesprzeć? – zapytał, kiedy wysłuchał jej opowieści. – Ostatnio bardzo się zmieniłaś na lepsze! A wiesz, jak radzić sobie ze stresem? Trzeba uprawiać sport. Mieszkasz niedaleko mnie, prawda? Chodźmy jutro rano pobiegać razem!

– Nie wiem…

– Będę zachwycony! Chodźmy! Biegiem od depresji – z uśmiechem zachęcał Krzysztof.

– Dobrze. Tylko się nie śmiej, jak zobaczysz, jak biegam – zgodziła się Ludmiła.

Wspólne poranne biegi szybko przerodziły się w gorący romans między kolegami z pracy.

Kilka miesięcy później do Ludmiły zadzwonił były mąż.

– Cześć! Chciałem się z tobą spotkać i porozmawiać.

– Przecież już rozmawiamy. Czyż nie? Spotkanie nie ma sensu – odpowiedziała spokojnie Ludmiła. – Czego chcesz?

– Chciałem ci powiedzieć, że rozstałem się z Ireną.

– Dlaczego?

– Zamęczyła mnie: sama prawie nic nie jadła i mi też nie pozwalała, wyobrażasz sobie? Nie chciało jej się gotować dla mnie. Ile można żyć na tej trawie i kefirze? Wtedy doceniłem, jak dobrze mnie karmiłaś. I w ogóle, przecież tak dobrze nam się razem żyło… Żałuję, że się rozstaliśmy. Bardzo za tobą tęsknię. Zobaczyłem też twoje nowe zdjęcia… Jaka jesteś teraz piękna! Może znów będziemy razem?

– Dziękuję, ale nie. Stałam się tak piękna, bo znalazłam szczęście w relacji z człowiekiem, który mnie rozumie i szanuje.