Kiedy w moim życiu pojawiła się trudna sytuacja, nawet nie wyobrażałam sobie, że na pomoc przyjdzie praktycznie obca mi osoba. Teraz przyznaję, że niesprawiedliwie traktowałam Wiktorię, bo pomogła mi w taki sposób, jak nikt z moich bliskich
Jestem od dawna mężatką, mam dwie córki. Mam 44 lata. Mieszkaliśmy z mężem osobno, w jego mieszkaniu. Mieliśmy gdzie mieszkać, ale rozumiałam, że córki dorastają i musimy myśleć o ich przyszłości.
Mój mąż jest kierowcą ciężarówki i postanowił wyjechać za granicę do pracy, bo z takim zawodem bez problemu znajdzie zatrudnienie w każdym kraju.
Najpierw pracował w Holandii, a potem los rzucił go do Kanady, gdzie specjaliści jego fachu są bardzo poszukiwani, i można tam zarobić naprawdę dobrze.
Potem ja i dzieci złożyliśmy wnioski o wizę kanadyjską i niedługo potem byliśmy już razem. Moje dziewczynki zaczęły się uczyć, a ja również znalazłam pracę.
Nie mogę powiedzieć, że życie w Kanadzie bardzo mi się podoba, są plusy i minusy, ale w najbliższym czasie nie planowałam wracać do domu.
Wtedy zachorował mój ojciec, który został w domu sam. Potrzebował pomocy, ale byłam zbyt daleko, żeby go wesprzeć.
Historia mojego ojca jest ciekawa. On i moja mama rozstali się 20 lat temu. Ojciec odszedł do innej kobiety, Ireny. Była młodsza od niego o 15 lat.
Od razu nie polubiłam tej kobiety, chociaż w zasadzie nie zrobiła mi nic złego. W końcu ojciec najpierw się rozwiódł, a potem związał się z nią.
Dla mnie to jednak nie miało znaczenia – nie chciałam się z nią kontaktować, bo nie uważałam jej za ważną. Odwiedzałam ojca, ale tylko wtedy, kiedy jej nie było w domu. Zawsze mówiłam mu wprost, że nie potrzebuje tej Ireny.
Ojciec i Irena nigdy nie zalegalizowali swojego związku. Ona nie nalegała na to, a ojciec też się nie spieszył, żeby jej się oświadczyć.
Żyli razem przez 12 lat, a potem Irena wyjechała do pracy do Wielkiej Brytanii, gdzie przebywa do tej pory.
Ojciec cały ten czas mieszkał sam. Widziałam, że jest smutny, ale nie mogłam mu w żaden sposób pomóc.
Niestety, moja mama odeszła 14 lat temu, miała poważną chorobę, która ją zabrała.
Kiedy ojciec nagle zachorował, potrzebował kogoś, kto się nim zaopiekuje, a nie miał nikogo oprócz mnie. Nie mogłam przyjechać, więc zaczęłam dzwonić do krewnych, licząc na pomoc, bo ojca trzeba było albo zabrać do siebie, albo być z nim na stałe.
Byłam gotowa zapłacić sporo pieniędzy, ale żadna z moich cioć, sióstr i siostrzenic nie chciała się tym zająć.
W rozpaczy powiedziałam mężowi, że zostawię go tutaj z córkami, a sama wrócę do domu, bo rozumiałam, że sytuacja jest beznadziejna, a ojca nie mogę zostawić samemu sobie.
Już szukałam biletów na samolot, ale w ostatniej chwili przypomniałam sobie o córce Ireny, Wiktorii. Jest trochę młodsza ode mnie, mieszka niedaleko ojca, a z tego co wiem, nie ma własnej rodziny.
Widziałam się z nią kilka razy na urodzinach ojca, ale demonstracyjnie ją ignorowałam, za co teraz jest mi wstyd.
Pamiętam, jak kiedyś ojciec miał jubileusz, Irena przygotowała piękny stół, a ja nawet nie dotknęłam jedzenia, tylko siedziałam przy stole, pokazując im, że ich nie szanuję, czym bardzo ją zasmuciłam. Ale wtedy nie obchodziło mnie to.
Teraz przypomniałam sobie o tej Wiktorii i postanowiłam, jako ostatnią nadzieję, spróbować napisać do niej w mediach społecznościowych i, co dziwne, dostałam od niej odpowiedź.
Okazało się, że zna całą sytuację z moim ojcem i codziennie siedzi przy nim w szpitalu. Zaoferowałam jej pieniądze, ale powiedziała, że nie czas o tym rozmawiać, że później to załatwimy.
Mój ojciec przeżył jeszcze dwa miesiące i przez cały ten czas Wiktoria była przy nim, opiekowała się nim do końca, a potem, kiedy odszedł, wszystko zorganizowała i godnie go pożegnała.
Niestety, nie mogłam przyjechać, ale Wiktoria zrobiła wszystko za mnie i jestem jej bardzo wdzięczna.
Zrobiła to z głębi serca, bo kiedy zaproponowałam jej pieniądze, odmówiła. Wiktoria powiedziała, że kochała i szanowała mojego ojca, i to był ostatni sposób, w jaki mogła mu się odwdzięczyć.
Teraz rozumiem, jak bardzo się myliłam co do ludzi, bo moi krewni nawet nie kiwnęli palcem, żeby pomóc, a obca, w zasadzie, osoba tak bardzo mnie wyratowała.
Teraz zastanawiam się, jak mogłabym się odwdzięczyć Wiktorii?
