Maria, wracając do domu, zobaczyła swoje pierwsze kochanie w autobusie, ale mężczyzna jej nie rozpoznał i postanowił się z nią zapoznać. Zaprosił ją do siebie do domu, gdy jego żona wyjechała odwiedzić rodziców. Maria zgodziła się, nie wiedząc, co ją tam czeka
Ach, to pierwsze uczucie – hormony szczęścia, które sprawiają, że zapominasz o wszystkim. Zapomnieć o tym uczuciu jest niemożliwe aż do samej starości. A wraz z nim w pamięci pozostaje osoba, która je wywołała. Jednak najlepiej byłoby nigdy więcej nie spotkać swojej pierwszej miłości, ponieważ z biegiem lat ludzie zmieniają się zbyt mocno.
Maria codziennie jeździła do pracy tym autobusem, słuchała muzyki w słuchawkach i patrzyła przez okno lub na pasażerów. Tym razem jej uwagę przykuł mężczyzna naprzeciwko, wydawało się, że już gdzieś go widziała. Oczywiście! Przecież to Andrzej, jej pierwsza prawdziwa miłość!
Maria bez ukrywania patrzyła mężczyźnie prosto w oczy i lekko smutno się uśmiechała, była pewna, że on też jest zaskoczony tym nagłym spotkaniem. Andrzej zrobił w jej kierunku kilka kroków i zagaił rozmowę.
Rzecz w tym, że postanowił zapoznać się z Marią. Jej spojrzenia odebrał jako zachętę do działania! Po prostu dlatego, że w ogóle nie rozpoznał w niej tej dziewczyny, z którą chodził na pierwsze, nieśmiałe randki. Dziwne, jak zmieniają się ludzie – nieśmiały chłopak zmienił się w zuchwałego mężczyznę, któremu nic nie jest straszne.
Andrzej od razu zdradził wszystkie niezbędne informacje – żona odwiedza rodziców w innym mieście i on „może” zaprosić ją do siebie. Następnie podał instrukcje dotyczące bezpieczeństwa na „obiekcie”. Maria musiała maksymalnie dyskretnie dostać się do mieszkania uwodziciela.
Wskazał na klatkę schodową i uprzedził, że najpierw wejdzie sam, a po kilku minutach ma do niego dołączyć. Maria bardzo chciała iść, z czystej ciekawości, zobaczyć, jak żyje jej pierwsza miłość i tyle. Zgodziła się wpaść w odwiedziny.
Para usiadła do herbaty, by lepiej się poznać. W tym momencie ktoś zaczął otwierać drzwi wejściowe swoim kluczem. Andrzejowi mało nie stanęło serce, rzucił się do drzwi jak oparzony. To była ciocia jego żony, która zamiast rodziców pełniła rolę babci i opiekunki dla dzieci pary.
Marię to nie speszyło, wyjęła notes i długopis z torebki, weszła do łazienki. Wychodząc stamtąd, natknęła się na ciocię, która z oszołomieniem patrzyła na sympatyczną nieznajomą.
„Zalegają państwo z rachunkami za wodę, panie Andrzeju” – surowo stwierdziła Maria. Obiecując, że zgłosi to do odpowiednich instytucji, wyszła, zabierając swoją torebkę.
Wracając do domu, sama się sobie dziwiła, nawet trochę się uśmiechała, bardzo dobrze, że los nie związał jej z tym człowiekiem.
