„Wracaj szybko do domu. Czeka nas poważna rozmowa” — Pomyślałam, że może zacząć rozmowę o rozwodzie
Niedawno mój związek był na skraju rozpadu. Sama nie wiem, jak doszło do tego, że nasze relacje tak bardzo się pogorszyły. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy do tego doszło. Byliśmy małżeństwem przez ponad dwadzieścia pięć lat, kupiliśmy mieszkanie, urządziliśmy je. Wychowaliśmy syna, który już się ożenił. I nagle — krok w stronę rozwodu.
Ale wydarzyło się coś niesamowitego. Chcę wam opowiedzieć o tym zdarzeniu. Była rocznica naszego ślubu. To był piękny letni dzień. Syn Igor wraz z żoną Niną od razu powiedzieli, że nie będą mogli do nas przyjechać. „Dzięki Bogu!” — pomyślałam. — „Nie możemy już z mężem na siebie patrzeć!”. Postanowiliśmy nie świętować. Ja planowałam odwiedzić koleżankę, a mąż wybrał się na ryby.
Kiedy już rozmawiałam z przyjaciółką, przyszła wiadomość na telefon: „Wracaj szybko do domu. Czeka nas poważna rozmowa”. Pomyślałam, że może zacząć rozmowę o rozwodzie jako pierwszy.
Wracając do domu, zastanawiałam się, co mu powiem. Ale kiedy przekroczyłam próg mieszkania, prawie upadłam z wrażenia. Na stole stały zapalone świece, szampan, czekoladki, owoce. Podłoga była usłana pachnącymi kwiatami. Weszłam do łazienki, żeby umyć ręce — na ścianach wisiały kolorowe baloniki. W wannie była nalana woda z płatkami róż. Znowu wokół zapalone świece.
To wszystko mnie poruszyło, aż łzy stanęły mi w oczach. Jakie to było piękne! Mężczyzna stworzył taką romantyczną atmosferę! Nigdy wcześniej czegoś takiego nie zrobił. A ja głupia myślałam o rozwodzie.
I wtedy usłyszałam kroki. Mąż wszedł. Od razu rzuciłam się w jego objęcia. Takiej nocy jak wtedy nie mieliśmy od czasów naszego ślubu. Czuliśmy się jak nowożeńcy.
Kilka godzin później ktoś zapukał do drzwi. To był kurier. Przyniósł nam dwa bilety na wakacje do Czarnogóry. Wylot następnego dnia. Od razu zaczęliśmy pakować rzeczy, zrobiliśmy drobne zakupy.
Najciekawsze było to, że mąż twierdził, że nie przygotował tego wszystkiego. Sam był zdziwiony i też myślał o rozwodzie, kiedy otrzymał ode mnie SMS-a z takim samym tekstem, jak ja.
Okazało się, że to syn z synową mieli dość patrzenia, jak nasze relacje się psują z dnia na dzień. Postanowili więc nas pogodzić w taki sposób. Wysłali nam wiadomości. A na bilety wzięli pieniądze na kredyt. Bardzo chcieli, żebyśmy uniknęli rozwodu. Znaleźli sposób, żeby ożywić nasze życie i dodać mu kolorów szczęścia.
Teraz jesteśmy z mężem niesamowicie szczęśliwi. Czujemy, jakbyśmy zaczynali drugi miesiąc miodowy!
