– Pieniądze nie są dla mnie ważne! Chcę, żebyś spędzał czas z rodziną, jak dawniej – powiedziała moja żona po moim awansie

Mamy z żoną całkiem przeciętną rodzinę. Ona pracuje w sklepie z damską odzieżą, ja w biurze, na średnim stanowisku. Mamy dwoje dzieci – chłopca i dziewczynkę. Mieszkamy w mieszkaniu, za które będziemy spłacać kredyt hipoteczny jeszcze jedenaście lat, jeździmy starym samochodem.

Nie powiem, że takie życie mi w pełni odpowiada. Oczywiście, chciałbym częściej wyjeżdżać na wakacje niż raz na pięć lat. Chciałbym też móc kupować dzieciom i żonie, co tylko zechcę. Tym bardziej że bardzo ich kocham i poświęcam im cały swój wolny czas, którego do niedawna miałem wystarczająco dużo.

Kilka miesięcy temu zaproponowano mi awans. I to całkiem spory i niespodziewany. Oczywiście, pracowałem w tej firmie od wielu lat i znałem każdy szczegół, ale nie spodziewałem się, że nagle powierzą mi tak dużą odpowiedzialność.

Szczerze mówiąc, nawet zastanawiałem się, czy przyjąć tę propozycję. Ale potem przełożeni podali wysokość wynagrodzenia i premii, i wszelkie wątpliwości zniknęły. Z taką pensją moja rodzina będzie żyć zupełnie inaczej.

Żona też się ucieszyła, kiedy opowiedziałem jej o awansie.

– Skoro teraz jesteś szefem, to możesz przychodzić i wychodzić z pracy, kiedy chcesz? – powiedziała.

– Nic podobnego – zaśmiałem się. – Wręcz przeciwnie, teraz będą mnie znacznie bardziej kontrolować. Poza tym jeszcze nic nie wiem o swoich nowych obowiązkach. Muszę wszystko opanować i dostosować się do tempa pracy.

Żona po tych słowach wyglądała na lekko zawiedzioną, ale okazała wsparcie, że szybko się we wszystkim połapię.

– Postaram się – zapewniłem ją.

Oczywiście pierwsze miesiące były trudne. Choć znałem procesy w firmie, okazało się, że jako szef wszystko wygląda zupełnie inaczej. Nowy poziom odpowiedzialności, mnóstwo dodatkowych obowiązków. A na dodatek trzeba było bacznie pilnować podwładnych.

Przychodziłem do pracy wcześniej, a wychodziłem później niż inni, bo musiałem sprawdzić raporty i zaplanować kolejny dzień. Byłem strasznie zmęczony. Czasem nawet w weekendy zabierałem pracę do domu.

Żonie to oczywiście się nie podobało. Kiedyś nawet powiedziała:

– A może chciałbyś wrócić na stare stanowisko?

– Dlaczego miałbym chcieć? – zdziwiłem się.

– No tam wszystko wiedziałeś – odpowiedziała żona. – I nie denerwowałeś się tak. I wracałeś do domu na czas.

– Po prostu się dostosowuję – powiedziałem. – Zobaczysz, za kilka miesięcy wszystko wróci do normy.

Tak, było mi ciężko. Ale jednocześnie jest coś wyjątkowego w tym, kiedy wchodzisz na nowy poziom i zaczynasz robić rzeczy, których wcześniej nie robiłeś. Pojawia się sportowy zapał i chęć, żeby jak najszybciej się wszystkiego nauczyć.

A kiedy pierwszy raz przyszedł przelew z nową pensją, poczułem coś w rodzaju euforii. Kupiłem prezenty żonie i dzieciom, a całą rodzinę zabrałem do dobrej restauracji. Żona wydawała się zadowolona i przestała mnie narzekać, że późno wracam do domu.

Dopiero po jakimś czasie zdałem sobie sprawę, że do starego, spokojnego rytmu życia już nie wrócę. Teraz, jeśli chcę zostać na tym stanowisku, muszę pracować więcej. I być gotowym odebrać telefon o każdej porze dnia i nocy.

A kiedy zrozumiała to i żona, dosłownie oszalała. Żona wprost zażądała, żebym rzucił pracę i wrócił na poprzednie stanowisko!

– Jak to sobie wyobrażasz? – zapytałem. – Przecież wiesz, ile wtedy zarabiałem.

– Pieniądze nie są dla mnie ważne! – stwierdziła żona. – Chcę, żebyś był w domu i spędzał czas ze mną i dziećmi, jak kiedyś.

I nie odpuszcza tego tematu. A ja nie chcę wracać na stare miejsce. Lubię swoje stanowisko i swoją nową pensję.

Oczywiście żałuję, że spędzam mniej czasu z rodziną, ale uważam, że ważne jest zapewnienie im dobrego życia. A inne żony przecież cieszą się, kiedy ich mężowie więcej zarabiają, a moja… W ogóle nie wiem, co mam robić.