Mój syn urodzi się nie we własnym, przytulnym domu, a w wynajętym mieszkaniu. I wszystko to przez rodziców mojego męża

Zawsze wierzyłam, że rodzice powinni pomagać dzieciom stanąć na nogi, a jeśli mogą, wspierać ich przez całe życie. Ale rodzice mojego męża chyba mają inne zdanie na ten temat. Jacyś oni dziwni, jednym słowem. Pieniędzy mają pod dostatkiem, a nie chcą pomóc własnemu synowi.

Rzecz w tym, że po ślubie z mężem postanowiliśmy zbudować własny dom. Odkładaliśmy pieniądze, jak tylko mogliśmy. Ale do tej pory nie udało nam się nawet zebrać na zakup działki pod budowę. Martwi mnie to, bo mamy po 32 lata, a zaczęliśmy oszczędzać trzy lata temu. Nadal mieszkamy w wynajętym mieszkaniu.

Wyszłam za niego z miłości, ale miałam nadzieję, że rodzice męża nam pomogą. Nie wiem, jak długo jeszcze będziemy tak żyć, ale na razie nie jesteśmy gotowi na dziecko. Nie chcę, żeby nasz maluch wychowywał się w wynajmowanym mieszkaniu.

Pewnego razu pojechaliśmy w odwiedziny do teściów. Pierwsze, o co zapytali, to kiedy pojawią się wnuki. Bez wahania odpowiedziałam, że nie zamierzam mieć dziecka w wynajętym mieszkaniu. Myślałam, że zrozumieją sugestię, ale tak się nie stało.

Miesiąc później dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Nie potrafię opisać swojego zaskoczenia i szoku. Jesteśmy bez własnego mieszkania. Sytuacja była trudna, ale postanowiliśmy urodzić to dziecko. Myślałam, że może ta nowina skłoni rodziców mojego męża do pomocy w kwestii mieszkania.

Niestety, na próżno miałam nadzieję. Pojechaliśmy do nich, aby przekazać radosną wiadomość o wnuku, ale oni nic nie zaproponowali. Zamiast tego opowiadali, że kupili wycieczki do Egiptu, a na lato planują wyjazd do Turcji. Powiedzieli też, że jak tylko pojawi się wnuk, zrobią mu huśtawkę w ogrodzie i kupią samochodzik.

Teraz wiem na pewno – nie pokażę im dziecka. Nie zamierzam kłócić się z nimi otwarcie, ale na pewno tego tak nie zostawię. Jak można być tak nieczułym? Własne wygody i wakacje są dla nich ważniejsze niż szczęście ich syna i przyszłego wnuka. Jeśli tak, to nie zobaczą malucha.

Jestem już w dziewiątym miesiącu ciąży, wkrótce będę rodzić. Lekarz sugeruje, żebym położyła się do szpitala, ale bardzo mnie boli, że mojego syna przyniosę nie do własnego, przytulnego domu, a do wynajętego mieszkania. Uważam, że to wina rodziny mojego męża. Nigdy im tego nie wybaczę, a o wnuku niech zapomną. Jak inaczej?