Kiedy teściowa dowiedziała się, że nie chcę sprzedać mieszkania, które odziedziczyłam po dziadku, od razu sama do mnie zadzwoniła. Matka męża zaczęła opowiadać, że będę szczęśliwa dopiero wtedy, gdy sprzedam to mieszkanie i dostanę za nie pieniądze
Jestem w małżeństwie z Jarosławem od 3 lat. Niby to nie tak długo, ale dla mnie to dość spory okres czasu. W zeszłym roku mieliśmy kryzys, i niewiele brakowało, a skończyłoby się to naszym rozwodem.
Szczerze mówiąc, oboje z Jarosławem byliśmy winni temu, co się stało. Przestaliśmy poświęcać sobie wystarczająco dużo uwagi, utonęliśmy w codziennych obowiązkach i ciągle byliśmy niezadowoleni z powodu zmęczenia w pracy. Jednak inicjatorem tego wszystkiego był Jarosław, a nie ja.
Później nasi rodzice się wtrącili, pogodzili nas i pomogli przezwyciężyć nasze problemy. Nasze relacje się poprawiły, ale niesmak pozostał, i tego niestety nie da się zmienić.
Trzy miesiące temu odziedziczyłam po dziadku niewielkie jednopokojowe mieszkanie w centrum miasta. Mieszkanie nie jest w najlepszym stanie, dziadek robił remont wiele lat temu, a w ostatnich latach nie miał na to już siły. Sam budynek też jest stary, więc nie rozważamy tego mieszkania jako miejsca, w którym moglibyśmy zamieszkać.
Nie mamy swojego mieszkania, więc mąż proponuje sprzedać to mieszkanie i przeznaczyć uzyskane pieniądze na kupno naszego wspólnego lokum, żebyśmy mieli swoje własne cztery kąty i czuli się pewniej.
Z jednej strony chciałabym to zrobić, ale nie wiem, czy mogę zaufać Jarosławowi, biorąc pod uwagę, że raz już chciał się ze mną rozwieść. Teraz sprzedam jedyną poważną nieruchomość, którą mam, kupimy razem mieszkanie, a potem on znów może złożyć pozew o rozwód. Co wtedy?
A co, jeśli po zakupie wspólnego mieszkania postanowi mnie zostawić i przy podziale majątku stracę połowę wartości tego, co odziedziczyłam? Rozumiem, że w rodzinie nie powinno się mieć takich myśli, bo jeśli nie ufasz bliskiej osobie, to po co w ogóle żyć w małżeństwie? Ale nie mogę nic na to poradzić – wspomnienia o jego zdradzie głęboko utkwiły w mojej głowie.
Moi rodzice uważają, że mogę sprzedać mieszkanie, ale pod warunkiem, że Jarosław również dołoży się do wspólnego zakupu, żeby później nie było nieporozumień.
Mój mąż jednak nie rozumie moich obaw i uważa, że zachowuję się egoistycznie, pozbawiając nas szansy na normalne życie, i chcę, żeby on wziął na siebie duże kredyty i długi. Teściowa również wyraziła swoje zdanie, mówiąc, że jestem złą osobą, bo mieszkanie po dziadku jest dla mnie ważniejsze niż nasza rodzina i przyszłe dzieci, jej wnuki.
Uważam, że to mieszkanie zostało mi zapisane i należy wyłącznie do mnie, więc to ja powinnam decydować, co z nim zrobić. Proponowałam mężowi wynająć to mieszkanie, a za uzyskane pieniądze wynajmować coś mniejszego na obrzeżach miasta i odkładać pieniądze na wspólne mieszkanie, ale Jarosław też się na to nie zgodził. Jest obrażony i nie akceptuje mojego pomysłu.
Jarosław twierdzi, że skoro mamy wspólny budżet, to nie mam prawa odmawiać sprzedaży mieszkania, które odziedziczyłam, i powinnam pozwolić wykorzystać je dla naszego wspólnego dobra. Inaczej, jaką jestem żoną? Mówi, że nigdy by tak ze mną nie postąpił, jak ja teraz z nim.
Kiedyś zgodziłabym się na przeznaczenie pieniędzy na zakup wspólnego mieszkania, ale po tym wszystkim, co wydarzyło się w naszej rodzinie, mam obawy, że mogłabym później tego żałować i zostać z niczym. Nie wiem, co teraz zrobić.
